Kim jest Pan Bóg? Dwulatka w kościele
-Kto to jeśt Pan Bóg księdzu!?!-Co księdzu źbielasz? Pieniążki? Na sukienkę?
-Kiedy Jezusek maszelował będzie? Za lączkę* może.
-Oto słowo Pańskie! Koniec czytania!
-Nie tą piosenkę! Tą znam! Inną CHCEM!
-Idziemy już? Do szopki idziemy?
-Aniołek! Co lobi aniołek? Lata? Gdzie lata? Jaki lata? Aniołek!!!
-Co lobi Pan Bóg? Gdzie jeśt Pan Bóg?
-Opłatka mamie daj! Więcej daj!
Jeszcze nie dawno było tak miło [KLIK]. A teraz?
Dwulatek. Gadający dwulatek. Nieustannie gadający dwulatek w kościele.
Dwulatek biega, zadaje pytania, wszystko chce wiedzieć. Nie, nie za chwilę. Chce wiedzieć już teraz. Natychmiast.
Pytania zadaje głośno i wyraźnie. Chodzi, ogląda wszystko i wraca do rodzica z pytaniami. Z milionami pytań nie mogących czekać na odpowiedź. No ewentualnie stanie dwulatek na środku kościoła zacznie krzyczec "Plimabalerina jeśtem!" i tańczyć. Albo cały zakres wierszyków recytować. Próbując jednocześnie iść do księdza z żądaniem: "Pożycz mikjofona księdzu!"
I ta mina księdza...
Dorośli. Tacy co patrzą ze skrzywioną miną, tacy uśmiechający się pod nosem i tacy, co zaczepiają dziecko, próbując zwrócić na siebie uwagę. Bo "przecież Ona taaaka słodka jest". I nic, że dziecko się boi wyciągniętych obcych łap. Że się zaczyna drzeć jak opętane, gdy obcy spróbuje uciszyć. Że dziecko mimo tego gadania jest jakoś opanowane i bardzo ludziom nie przeszkadza.
I ta mina księdza... Jakby się zastanawiał, czy wypada Mu się głośno roześmiać, jak się dwie takie Demolki w kościele zejdą i nad dylematami kościelnymi na głos debatują, czy nie wypada.
Bywa zabawnie. Bardzo zabawnie. Chociaż zazwyczaj wychodzę z kościoła z mocnym postanowieniem "choćby nie wiem co, za tydzień przekonam Panią Babcię i tą godzinkę to z Tobą Demolciu wytrzyma w domu". Trudno tylko Panią Babcię czasem namówić na tą wersję... Bo w domu jest to samo! Tylko tych obcych "ludziów" nie ma. A Demolka się wścieka, bo bardzo lubi do kościoła chodzić. Najlepiej co tydzień do innego.
*za rączkę znaczy się. Taki ze żłóbka. Dzieciątko.









dużo gada jak na dwa latka . mój 2,5 letni syn ledwo jedno zdanie potrafi sklecić
OdpowiedzUsuńfajnie ,że mała chodzi do kościoła :)
OdpowiedzUsuńjak idę to albo liczę na spokój dziecka, albo na znajomego księdza, któego podobne zachowanie nie przerazi ;)
OdpowiedzUsuńW wiosce to wiesz... Sami znajomi ;) I Ci sami księża od kilku lat. Jeden to od jakichś 30 chyba...
UsuńA niech pyta i dobrze :)
OdpowiedzUsuńprzecież: kto pyta nie (z)błądzi.
U nas też jest połączone mówienie z oddychaniem i dość szybko się zaczyna (po raz trzeci dość szybko). Ostatnio w kościele najczęściej słyszymy: 'nie rusaj' w kierunku starszej siostry i nawet jak ta stoi jak słup soli.
Będzie miała gadane... Ale to dobrze, wygadani ludzie mają lżej w życiu :)
OdpowiedzUsuńHehe mamy to samo! Zgroza :P
OdpowiedzUsuńGdybym była wtedy w tym kościele, to byłaby chyba pierwsza msza święta na której bym się nie nudziła. :D
OdpowiedzUsuńZ Nią się trudno nudzić ;)
UsuńMoj mając, 2 lata wrzucił księdzu 2 zł, a wyjął sobie z koszyka 10... Dobrze, że trafiliśmy na księdza z poczuciem humoru. Chwytaj takie chwile, bo im dziecko większe tym ich mniej:).
OdpowiedzUsuń