Fantazyjne rozmowy z dwulatką

07:25 Elenka 11 Comments

Jakby ktoś się zastanawiał jak wygląda taki zwykły, standardowy dzień z dwulatką to cóż... Wcale nie jest różowo. Nie ma malowania całymi dniami, tulenia się i rozczulania jakie to my idealne jesteśmy*. Nie. Są wrzaski, wycie, krzyki i nieustanna wojna. Z taktyką na wykończenie przeciwnika. Kto odpuści pierwszy. Ja dając ciastka dla kilku minut spokoju, czy Demolka łaskawie zbierając zabawki i odpuszczając wykrzykiwanie dzikich okrzyków bojowych.
To taki krótki przegląd Wam sprezentuję. Ot, kilka sytuacji. Z jednego dnia. Wczorajszego.


-Aaaaa! Boję się! [wielkie wycie i darcie]
-Ale czego? Nie wyj! Co się stało!
-Potwój! Niebezpieczny potwój!
-Gdzie? Nic złego tam nie ma.
-W pokoju! Na podłodze! Potwój! Kjokodyl niebezpieczny! 

No i był krokodyl. Z lego. Sama go zbudowała pół godziny wcześniej... Ale do pokoju nie weszła do wieczora. Wpadała w histerię za każdym razem jak zaproponowałam, żeby tam weszła. Bardziej wina krokodyla, czy tego, że kazałam rozsypane po podłodze klocki pozbierać?


*****

-Mamo! Patrz! Latający talerz z kośmitami!


Taaak, talerz. Z kompletu. Pani Babci kompletu. 
Nie, nie poleciał. A ja nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy wściekać. I ta zawiedziona mina, bo serio wierzyła, że poleci!
Spróbowała też z filiżanką... Bo nieopatrznie dałam do oglądania książkę o kosmitach.



*****


Poczucie humoru to Demolka ma chyba po Panie Małżu...

-Dziadku! Zagadka! Co robi sroka?
-Lata?
-Tak... Ale sroka sro! Sroka sro! 

*****

I to w ciągu jednej godziny. Paszcza się nie zamyka. Ja nie nadążam za tematami. Zanim odpowiem na jedno pytanie pada 10 innych. A wszystko przeplatane donośnym:
-jaka?
-komu?
-dlaczego?
-kogo?
-po co?
-czemu?
-jakiego?
-kiedy?
-gdzie?
-z kim?



No i obowiązkowe "Dzięki za implezkę wujaszku!" wykrzyczane tuż przed odmaszerowaniem do wieczornej kąpieli. Po całym dniu dopytywania, czy aby na pewno wujek poczęstuje tortem. Po wygadaniu o torcie-niespodziance w momencie zobaczenia wujka. Ba! Ona go nawet nie widziała, usłyszała tylko, że drzwi wejściowe się otwierają i już się darła: "Wuuujek! Tolt jest! Sto lat! Czekoladowy! Tolt! Poczęśtujesz?"


Że ja dopiero teraz tak mocno doceniam możliwość spędzenia chociaż kilkunastu minut na dobę W CISZY. Wy wiecie jakim relaksem jest dla mnie droga na uczelnię? 2 godziny, gdy nikt do mnie nie mówi!


*Bo tak serio, to jesteśmy. Tylko czasu brak na rozczulanie się i rozważanie takiej oczywistości :P

11 komentarzy:

  1. U mnie jest to sami, młody ma 2 i pół..ale nie mowi jeszcze etak pieknie jak twoja, z tego co piszesz:) dlatego dochodza awantury o to,że on nie rozumie, dlaczego ja nie rozumiem co o mówi....;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dwa lata później wcale nie jest lepiej... Droga do pracy przestaje być azylem. Przecież do taty można zadzwonić z maminego telefonu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O żesz jasna...
      Wcale się nie czuję pocieszona. Nic, a nic...

      Usuń
  3. Ha, ha , ha boska jest. Moja prawie dwulatka też zaczyna się "bać", chociaż u nas banie się jest w przenośni i chyba z lekka na niby, po uspokojeniu już strach ucieka...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojejciu iakbym o mojej 2 latce czytala

    OdpowiedzUsuń
  5. takie rozgadanie ma swoje uroki, ale wiadomo, że wytrzymałość i cierpliwość mamy ma swoje granice;) pozdrawiam i zapraszam na moją loterię:)

    http://alelarmo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozbawiłaś mnie tą sroką :) I ja mam gadułę, ale z tego co czytam, to chyba nieco mniej rozgadaną :) Lubuję się w tekstach mego Fiołka i sama nie wiem, czy zamieniłabym je na ciszę (jeszcze pamiętam obawy wywołane jej nie-mówieniem). Ale wszystko potrafię zrozumieć, potrzebę odrobiny spokoju najbardziej ;) Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój Kacper ostatnio zaczął straszyć sam siebie i wymyślać, że na przedpokoju sa potwory:-p. Co do ciszy, ja się nią napawam wieczorami, gdy Kacper zasypia, w pracy non stop telefony, jak z niej wychodze to wybieram Kacpra i on zaczyna nadawać, masakra jakaś. A wieczore mam głowe jak stodoła i najchetniej stopery włozyłabym do uszu, żeby ne słyszeć nic.

    OdpowiedzUsuń
  8. Skądś to znam wszystko. ;-)) A tort smakowicie wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurde, oplułam sobie cycki herbatą skrzypowo-pokrzywową przez Demolkową zagadkę ze sroką!
    Weź dawaj ostrzeżenia: Nie pić w trakcie czytania, grozi opluciem :D

    OdpowiedzUsuń