Fantazyjne rozmowy z dwulatką
Jakby ktoś się zastanawiał jak wygląda taki zwykły, standardowy dzień z dwulatką to cóż... Wcale nie jest różowo. Nie ma malowania całymi dniami, tulenia się i rozczulania jakie to my idealne jesteśmy*. Nie. Są wrzaski, wycie, krzyki i nieustanna wojna. Z taktyką na wykończenie przeciwnika. Kto odpuści pierwszy. Ja dając ciastka dla kilku minut spokoju, czy Demolka łaskawie zbierając zabawki i odpuszczając wykrzykiwanie dzikich okrzyków bojowych.
To taki krótki przegląd Wam sprezentuję. Ot, kilka sytuacji. Z jednego dnia. Wczorajszego.
-Aaaaa! Boję się! [wielkie wycie i darcie]
To taki krótki przegląd Wam sprezentuję. Ot, kilka sytuacji. Z jednego dnia. Wczorajszego.
-Aaaaa! Boję się! [wielkie wycie i darcie]
-Ale czego? Nie wyj! Co się stało!
-Potwój! Niebezpieczny potwój!
-Gdzie? Nic złego tam nie ma.
-W pokoju! Na podłodze! Potwój! Kjokodyl niebezpieczny!
No i był krokodyl. Z lego. Sama go zbudowała pół godziny wcześniej... Ale do pokoju nie weszła do wieczora. Wpadała w histerię za każdym razem jak zaproponowałam, żeby tam weszła. Bardziej wina krokodyla, czy tego, że kazałam rozsypane po podłodze klocki pozbierać?
*****
-Mamo! Patrz! Latający talerz z kośmitami!
Taaak, talerz. Z kompletu. Pani Babci kompletu.
Nie, nie poleciał. A ja nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy wściekać. I ta zawiedziona mina, bo serio wierzyła, że poleci!
Spróbowała też z filiżanką... Bo nieopatrznie dałam do oglądania książkę o kosmitach.
Spróbowała też z filiżanką... Bo nieopatrznie dałam do oglądania książkę o kosmitach.
*****
Poczucie humoru to Demolka ma chyba po Panie Małżu...
-Dziadku! Zagadka! Co robi sroka?
-Lata?
-Tak... Ale sroka sro! Sroka sro!
*****
I to w ciągu jednej godziny. Paszcza się nie zamyka. Ja nie nadążam za tematami. Zanim odpowiem na jedno pytanie pada 10 innych. A wszystko przeplatane donośnym:
-jaka?
-komu?
-dlaczego?
-kogo?
-po co?
-czemu?
-jakiego?
-kiedy?
-gdzie?
-z kim?
No i obowiązkowe "Dzięki za implezkę wujaszku!" wykrzyczane tuż przed odmaszerowaniem do wieczornej kąpieli. Po całym dniu dopytywania, czy aby na pewno wujek poczęstuje tortem. Po wygadaniu o torcie-niespodziance w momencie zobaczenia wujka. Ba! Ona go nawet nie widziała, usłyszała tylko, że drzwi wejściowe się otwierają i już się darła: "Wuuujek! Tolt jest! Sto lat! Czekoladowy! Tolt! Poczęśtujesz?"
No i obowiązkowe "Dzięki za implezkę wujaszku!" wykrzyczane tuż przed odmaszerowaniem do wieczornej kąpieli. Po całym dniu dopytywania, czy aby na pewno wujek poczęstuje tortem. Po wygadaniu o torcie-niespodziance w momencie zobaczenia wujka. Ba! Ona go nawet nie widziała, usłyszała tylko, że drzwi wejściowe się otwierają i już się darła: "Wuuujek! Tolt jest! Sto lat! Czekoladowy! Tolt! Poczęśtujesz?"
Że ja dopiero teraz tak mocno doceniam możliwość spędzenia chociaż kilkunastu minut na dobę W CISZY. Wy wiecie jakim relaksem jest dla mnie droga na uczelnię? 2 godziny, gdy nikt do mnie nie mówi!
*Bo tak serio, to jesteśmy. Tylko czasu brak na rozczulanie się i rozważanie takiej oczywistości :P











U mnie jest to sami, młody ma 2 i pół..ale nie mowi jeszcze etak pieknie jak twoja, z tego co piszesz:) dlatego dochodza awantury o to,że on nie rozumie, dlaczego ja nie rozumiem co o mówi....;)
OdpowiedzUsuńDwa lata później wcale nie jest lepiej... Droga do pracy przestaje być azylem. Przecież do taty można zadzwonić z maminego telefonu...
OdpowiedzUsuńO żesz jasna...
UsuńWcale się nie czuję pocieszona. Nic, a nic...
Ha, ha , ha boska jest. Moja prawie dwulatka też zaczyna się "bać", chociaż u nas banie się jest w przenośni i chyba z lekka na niby, po uspokojeniu już strach ucieka...
OdpowiedzUsuńi like a layout :D
OdpowiedzUsuńOjejciu iakbym o mojej 2 latce czytala
OdpowiedzUsuńtakie rozgadanie ma swoje uroki, ale wiadomo, że wytrzymałość i cierpliwość mamy ma swoje granice;) pozdrawiam i zapraszam na moją loterię:)
OdpowiedzUsuńhttp://alelarmo.blogspot.com
Rozbawiłaś mnie tą sroką :) I ja mam gadułę, ale z tego co czytam, to chyba nieco mniej rozgadaną :) Lubuję się w tekstach mego Fiołka i sama nie wiem, czy zamieniłabym je na ciszę (jeszcze pamiętam obawy wywołane jej nie-mówieniem). Ale wszystko potrafię zrozumieć, potrzebę odrobiny spokoju najbardziej ;) Pozdrawiamy.
OdpowiedzUsuńMój Kacper ostatnio zaczął straszyć sam siebie i wymyślać, że na przedpokoju sa potwory:-p. Co do ciszy, ja się nią napawam wieczorami, gdy Kacper zasypia, w pracy non stop telefony, jak z niej wychodze to wybieram Kacpra i on zaczyna nadawać, masakra jakaś. A wieczore mam głowe jak stodoła i najchetniej stopery włozyłabym do uszu, żeby ne słyszeć nic.
OdpowiedzUsuńSkądś to znam wszystko. ;-)) A tort smakowicie wygląda.
OdpowiedzUsuńKurde, oplułam sobie cycki herbatą skrzypowo-pokrzywową przez Demolkową zagadkę ze sroką!
OdpowiedzUsuńWeź dawaj ostrzeżenia: Nie pić w trakcie czytania, grozi opluciem :D