Babciu, Dziadku!

03:45 Elenka 1 Comments

[20 lat temu... Piątkowy wieczór. Dowolny. Jeden z wielu. Niby każdy taki sam, a każdy magiczny.]

Wbiega takie stworzonko z kucykami i chwiejącymi się mleczakami do Domku. Niewielkiego. Bo co to jest 2 pokoiki i kuchnia. Ale takiego Domku, przez duże "D". Bo wiecie... Dom, to nie 4 ściany. 
-Babciu! Babciu! Przyjechałam! Robimy? Robimy?
I bierze ta Luśka kilkuletnia łopatkę bieluśką. Z rączką ukruszoną. Odmierza z worka kilka miarek mąki do wielkiego niebieskiego gara na którym zaczyna wiek coraz bardziej ślad zostawiać. Język lekko wysunięty, bo to niełatwe i odpowiedzialne zadanie. A Babcia? Babcia historie opowiada. O zaborach. O rodzinie. Wiersze recytuje. Mickiewicza, Gałczyńskiego, czy Kochanowskiego z pamięci leci. Konopnicką i Leśmianem czaruje. A potem ciasto gniecie...
Luśkę zapatrzoną do snu układa, mleko ciepłe prosto od łaciatej Muci podaje i śpiewa za Norwidem:

Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba 
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba...
Tęskno mi, Panie...

W sobotni ranek Babcia pozwala Luśce dziurki w chlebie porobić! I znak krzyża na bochenkach. I patrzeć jak na piec szykują, jak słomą wymiatają. A potem to czekanie. Bo chleb na wielkiej łopacie do pieca wjechał. I pachnie. Coraz mocniej. W całym Domku. I ten zapach.... 



[Znów jakieś 20 lat temu... Środek lasu.]

-Luśka! Uspokójże się diable mały... Chcesz się czegoś dowiedzieć? Patrz i słuchaj! I wąchaj! Bo jak chcesz las poznać to całą sobą się uczyć musisz. Nie da się po odrobinie. 
I kładzie się ta dziewczynka z kucykami na szyszkach. Słucha o zwyczajach wiewiórek i dzików. Wącha roztarte w palcach liście. Spina się na drzewo. Gryzie gałęzie świeżo urwane, by poznać, że każde drzewo inny smak ma i bez liści też można poznać, które jest które. 
A Dziadek? Dziadek nuci. O zapłakanej wierzbie. O dębie, co królem wśród drzew i jego przyjacielu buku. O klonie, który ma pięć palców jak ludzie, bo chciał się zamienić w człowieka, ale jak się poznał, że tak dużo złych wśród nich to zrezygnował i woli w lesie zostać. I chociaż słońce się chowa za drzewami to Luśka słucha zapatrzona. Pogryzając słodką bułkę i owoce zerwane po drodze. 
I nawet ten kogut co atakuje przy wejściu na podwórko, chociaż chce na plecy Luśce wskoczyć, nie potrafi melodii zaczarowanej z głowy wyrzucić. 



[obecnie]
Siedzi Demolka, zwana często Luśką, czy Lusią, u Pana Dziadka na kolanach i encyklopedię przyrody oglądają... O! Właśnie o sarnach coś opowiadają. Z kuchni,  gdzie Pani Babcia książkę czyta, dobiega zapach świeżych drożdżówek... Demolka sama mak rozsypywała, tfu, to znaczy, mieszała. 
A ja stoję za rogiem i podglądam z ukrycia.... Nie przeszkadzam w magii. Żeby za jakieś 20 lat i Demolka wspominała. I oby mogła budować te wspomnienia magiczne jak najdłużej. 

PS. U drugich dziadków pewnie znowu budowę tira analizować będzie... Świat się zmienia. I Ona ma 2 razy więcej "Dziadostwa", niż ja miałam okazję poznać. :-)

1 komentarz:

  1. Takie wspomnienia o dziadkach zawsze wywołują łezki w oczach! Oby i nasze dzieci miały takie ciepłe wspomnienia o dziadkach!

    OdpowiedzUsuń