Demolka na słodko
-Mamo! Śpadły całuśki....-Że co? Gdzie spadły? Co spadło?
-Całuski! Na buzię.
Rzuciła się. Wycałowała Matkę. Wycmokała z całych sił. Łapami wyprzytulała.
-Ufff... Źłapała Lusia całuśki...
No, to żeby nie było, że to rodzicielstwo to zawsze taka przechlapana sprawa. Sytuacje, ze człowiek się rozpływa i topi z miłości też są. Często. Takie, że człowiek, aż nie potrafi wyrazić jak mocno kocha stwora swojego.
W końcu Matka musi jakoś nabrać sił na wieczorne akcje pod tytułem "kochanie już czas na sen, a nie wszystko inne!".
W końcu Matka musi jakoś nabrać sił na wieczorne akcje pod tytułem "kochanie już czas na sen, a nie wszystko inne!".










:)
OdpowiedzUsuńja swoją też Lusia nazywam :)
O tym jak nazywam dziecko to ja powinnam całego posta napisać... Albo serię ;) Co 5 minut inaczej, ale mała sama o sobie najczęściej "Lusia" mówi :)
Usuńto zapodaj, może coś pożyczę ;)
Usuńkochana ,kochana ! ;) jak zrobiłaś ten efekt po przejechaniu myszką na zdjęciu ? ;o pomóóóóóóż ! :)
OdpowiedzUsuńOdezwij się na FB, albo przez maila to pogadamy :)
UsuńCudownie :D to musi być cudowne uczucie :D
OdpowiedzUsuńAjj zazdroszczę ja czekam aż w końcu moja córka mnie tak wycałuje ;-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Słodka:)
OdpowiedzUsuńCud, miód... Demolka jest najlepsza :*
OdpowiedzUsuń