Demolka na słodko

12:41 Elenka 9 Comments

-Mamo! Śpadły całuśki....
-Że co? Gdzie spadły? Co spadło?
-Całuski! Na buzię. 
Rzuciła się. Wycałowała Matkę. Wycmokała z całych sił. Łapami wyprzytulała.
-Ufff... Źłapała Lusia całuśki...


No, to żeby nie było, że to rodzicielstwo to zawsze taka przechlapana sprawa. Sytuacje, ze człowiek się rozpływa i topi z miłości też są. Często. Takie, że człowiek, aż nie potrafi wyrazić jak mocno kocha stwora swojego.
W końcu Matka musi jakoś nabrać sił na wieczorne akcje pod tytułem "kochanie już czas na sen, a nie wszystko inne!".










9 komentarzy:

  1. :)
    ja swoją też Lusia nazywam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym jak nazywam dziecko to ja powinnam całego posta napisać... Albo serię ;) Co 5 minut inaczej, ale mała sama o sobie najczęściej "Lusia" mówi :)

      Usuń
    2. to zapodaj, może coś pożyczę ;)

      Usuń
  2. kochana ,kochana ! ;) jak zrobiłaś ten efekt po przejechaniu myszką na zdjęciu ? ;o pomóóóóóóż ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odezwij się na FB, albo przez maila to pogadamy :)

      Usuń
  3. Cudownie :D to musi być cudowne uczucie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ajj zazdroszczę ja czekam aż w końcu moja córka mnie tak wycałuje ;-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Cud, miód... Demolka jest najlepsza :*

    OdpowiedzUsuń