Przygotowania do Dnia Dziecka

13:05 Elenka 17 Comments

Każdy ma swoje "must have". Matka też ma. Must have minimum. I co z tego? Co z tego, że Matka kupiła dziecku do tej pory może z 10 zabawek. Tak, wliczając w to grzechotki i gryzaki. Nie, nie wliczając książek.

To teraz Matka chce wyjaśnienia. Jakim cudem wiecznie się o coś potykam? Dlaczego co wyniosę jedno pudło na strych, to zaraz drugie jest przepełnione? Samo się rozmnaża? Pluszowe miśki coś ten teges? 
Nie będę zołza, ja naprawdę się cieszę z zapasów zabawek po braciach moich. Z zapału moich rodziców do rozpieszczania Demolki też się cieszę... Ale z potknięcia się na resoraku o 5 rano się nie cieszę. Ze znalezienia klocków pod prześcieradłem też niespecjalnie... 

Zabroniłam kupowania zabawek na Dzień Dziecka. Szczęśliwych min nie ujrzałam. U dziadków oczywiście! A ja? Zła Matka, co to na okazje dziecku nie kupuje. Nie było prezentu na urodziny, pod choinkę, od królika, teraz też nie będzie. Wszystko co potrzebuje dostaje na bieżąco. U nas dzień dziecka cały rok!

17 komentarzy:

  1. A my z narzeczonym mamy zasadę, że zamiast pierdół lepiej kupić coś większego i porządnego. I tak, gdy zbliża się jakaś okazja to jasno mówimy: żadnych pierdół. Wyskakiwać z kasy :D Teraz jest zrzuta na Dzień Dziecka i na rowerek biegowy. Najlepsze jest to, że teściowej się nie podoba, bo co to za rower bez pedałów, na dodatek drewniany, ale pieniądze dała :D Tak wnuka kocha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas ta wersja nie przejdzie ;) jak chciałam zrzutę na jeździk porządny zrobić to dzień później Tata przywiózł zadowolony auto Młodej... Zresztą głupio brac od moich, skoro teściowie się nie dorzucą.
      I tak to autko, to bąk, to do piachu, to piłka i się zbiera nieustannie...

      Usuń
    2. My tak samo robimy, jak jakaś okazja jest to zrzuta na prezent ;) I każdy zadowolony, zrzutowcy czyli dziadki, bo nie muszą się głowić co kupić, no i my bo nie musimy się martwić kolejnymi niepotrzebnymi duperelkami tylko kupujemy to co akurat uważamy że dla Młodej będzie odpowiednie :)

      Usuń
  2. My też mamy tyle tych zabawek, że wiecznie się o nie potykam albo pół wieczora sprzątam. W rodzinie powiedzialam, że żadnych zabawek nie mają kupować, widok ich min - bezcenny:)

    OdpowiedzUsuń
  3. U Nas też całoroczny dzień dziecka :) Ale jakaś drobnostka się znajdzie - nie zabawka :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj znam to :) Ale jak ja powiedziałam żeby nie dawali Oluni zabawek na urodziny to dostała ... całą siatę słodyczy ... do ręki ... musiałąm nieźle się nakombinować, żeby je jej zachachmęcić i schować ... żeby na raz nie zjadła :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u nas jest zakaz dawania słodyczy. Uwierzycie, że czasami patrzą na mnie jak na wyrodną matkę? ;) Zupełnie nie wiem dlaczego :P I zawsze się pytają: "no to kiedy w końcu Hubert będzie jadł czekoladę?" I jak odpowiem, że już je czasami. To są dzikie okrzyki radości i "to kiedy jadł ostatnio?" A jak odpowiadam, że np. dwa tygodnie temu albo miesiąc to patrzą jakbym mu jeść nie dawała w ogóle :P

      Usuń
    2. Moja też nie je. Żadnego kakako ku rozpaczy ogółu ;) Ani lizaczka, ani cukierka i tylko słyszę, że "biedne dziecko" ;)

      Usuń
  5. A u nas zabawek mało, więc z kolejnych będziemy się radować. (Sami też niewiele ich kupujemy - liczymy na babcie, ciocie...)

    OdpowiedzUsuń
  6. na starcie zapędy teściowej do kupowania zabawek powstrzymałam, bo nie miałabym, gdzie stopą stanąć, a co najdziwniejsze z taką pasją już nie kupuje pieluch czy potrzebnych rzeczy. tak to już jest.
    lubię kupować zabawki, ale z umiarem.

    OdpowiedzUsuń
  7. i u nas raczej jest zasada "złóżcie sie i kupcie coś lepszego i bardziej konkretnego"... zawsze sie pytaja co potrzebuje a mi to nawet odpowiada :) i tak to najmlodsza dostala od chrzestnych np wspólny prezent (chrzestni dali pieniążki a Mama poszla i kupila hehe) rowerek biegowy :) a co do potkniecia sie na resoraku to nie wiem co gorsze... autko czy klocki LEGO :/ Na szczescie u nas nie sa sklonni do zabawek, jak cos to daja raczej pieniążki lub pytaja sie i przewaznie kupuja ubranka bo wiadomo tego nigdy za wiele a dzieci ZA szybko rosną...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę. U nas składanie sie nie przechodzi. Bo i tak co chwila, bez okazji czy to babcia, czy dziadek jakieś "coś" przywleką jak nie z miasta, to ze strychu po braciach moich ;)

      Usuń
    2. u mnie na szczescie wola wczesniej zapytac i nie zagracaja nam mieszkania zabawkami :) no ewentualnie mlody dostanie nieraz maly zestaw klockow lego... a my nic nie kupujemy... idziemy na festyn organizowany w pracy męża... pół dnia darmowej zabawy i konkursów :) no i jakies tam drobiazgi stamtad tez dostana...

      Usuń
  8. Chyba jednak nie obędzie się bez prezentu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak! Ale to inny prezent ;) Nie ode mnie... Bo ja dziecku nie kupię nic. Ma wszystko co Jej potrzebne. A dla samego faktu "bo Dzień Dziecka" uważam, że to bez sensu... Tym bardziej w tym wieku, gdy Młoda nie zdaje sobie sprawy z tego dnia.

      Usuń
  9. Ja tam Młodemu nie kupuję zabawek bo on olewa zabawki. Chyba 5 zabawek mu kupiłam, z czego bawi się jakoś dłużej tylko jedną.
    Natomiast jeśli chodzi o prezenty, to nie mam nic do gadania... I przybywa rzeczy o które się w nocy potykam bo nie sprzątnęliśmy wieczorem :D

    OdpowiedzUsuń
  10. u Nas też!!!

    pozdrawiam :)

    Kasia
    http://islandofflove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń