Przygotowania do Dnia Dziecka
Każdy ma swoje "must have". Matka też ma. Must have minimum. I co z tego? Co z tego, że Matka kupiła dziecku do tej pory może z 10 zabawek. Tak, wliczając w to grzechotki i gryzaki. Nie, nie wliczając książek.
To teraz Matka chce wyjaśnienia. Jakim cudem wiecznie się o coś potykam? Dlaczego co wyniosę jedno pudło na strych, to zaraz drugie jest przepełnione? Samo się rozmnaża? Pluszowe miśki coś ten teges?
Nie będę zołza, ja naprawdę się cieszę z zapasów zabawek po braciach moich. Z zapału moich rodziców do rozpieszczania Demolki też się cieszę... Ale z potknięcia się na resoraku o 5 rano się nie cieszę. Ze znalezienia klocków pod prześcieradłem też niespecjalnie...
Zabroniłam kupowania zabawek na Dzień Dziecka. Szczęśliwych min nie ujrzałam. U dziadków oczywiście! A ja? Zła Matka, co to na okazje dziecku nie kupuje. Nie było prezentu na urodziny, pod choinkę, od królika, teraz też nie będzie. Wszystko co potrzebuje dostaje na bieżąco. U nas dzień dziecka cały rok!









A my z narzeczonym mamy zasadę, że zamiast pierdół lepiej kupić coś większego i porządnego. I tak, gdy zbliża się jakaś okazja to jasno mówimy: żadnych pierdół. Wyskakiwać z kasy :D Teraz jest zrzuta na Dzień Dziecka i na rowerek biegowy. Najlepsze jest to, że teściowej się nie podoba, bo co to za rower bez pedałów, na dodatek drewniany, ale pieniądze dała :D Tak wnuka kocha :D
OdpowiedzUsuńU nas ta wersja nie przejdzie ;) jak chciałam zrzutę na jeździk porządny zrobić to dzień później Tata przywiózł zadowolony auto Młodej... Zresztą głupio brac od moich, skoro teściowie się nie dorzucą.
UsuńI tak to autko, to bąk, to do piachu, to piłka i się zbiera nieustannie...
My tak samo robimy, jak jakaś okazja jest to zrzuta na prezent ;) I każdy zadowolony, zrzutowcy czyli dziadki, bo nie muszą się głowić co kupić, no i my bo nie musimy się martwić kolejnymi niepotrzebnymi duperelkami tylko kupujemy to co akurat uważamy że dla Młodej będzie odpowiednie :)
UsuńMy też mamy tyle tych zabawek, że wiecznie się o nie potykam albo pół wieczora sprzątam. W rodzinie powiedzialam, że żadnych zabawek nie mają kupować, widok ich min - bezcenny:)
OdpowiedzUsuńU Nas też całoroczny dzień dziecka :) Ale jakaś drobnostka się znajdzie - nie zabawka :P
OdpowiedzUsuńOj znam to :) Ale jak ja powiedziałam żeby nie dawali Oluni zabawek na urodziny to dostała ... całą siatę słodyczy ... do ręki ... musiałąm nieźle się nakombinować, żeby je jej zachachmęcić i schować ... żeby na raz nie zjadła :P
OdpowiedzUsuńA u nas jest zakaz dawania słodyczy. Uwierzycie, że czasami patrzą na mnie jak na wyrodną matkę? ;) Zupełnie nie wiem dlaczego :P I zawsze się pytają: "no to kiedy w końcu Hubert będzie jadł czekoladę?" I jak odpowiem, że już je czasami. To są dzikie okrzyki radości i "to kiedy jadł ostatnio?" A jak odpowiadam, że np. dwa tygodnie temu albo miesiąc to patrzą jakbym mu jeść nie dawała w ogóle :P
UsuńMoja też nie je. Żadnego kakako ku rozpaczy ogółu ;) Ani lizaczka, ani cukierka i tylko słyszę, że "biedne dziecko" ;)
UsuńA u nas zabawek mało, więc z kolejnych będziemy się radować. (Sami też niewiele ich kupujemy - liczymy na babcie, ciocie...)
OdpowiedzUsuńna starcie zapędy teściowej do kupowania zabawek powstrzymałam, bo nie miałabym, gdzie stopą stanąć, a co najdziwniejsze z taką pasją już nie kupuje pieluch czy potrzebnych rzeczy. tak to już jest.
OdpowiedzUsuńlubię kupować zabawki, ale z umiarem.
i u nas raczej jest zasada "złóżcie sie i kupcie coś lepszego i bardziej konkretnego"... zawsze sie pytaja co potrzebuje a mi to nawet odpowiada :) i tak to najmlodsza dostala od chrzestnych np wspólny prezent (chrzestni dali pieniążki a Mama poszla i kupila hehe) rowerek biegowy :) a co do potkniecia sie na resoraku to nie wiem co gorsze... autko czy klocki LEGO :/ Na szczescie u nas nie sa sklonni do zabawek, jak cos to daja raczej pieniążki lub pytaja sie i przewaznie kupuja ubranka bo wiadomo tego nigdy za wiele a dzieci ZA szybko rosną...
OdpowiedzUsuńZazdroszczę. U nas składanie sie nie przechodzi. Bo i tak co chwila, bez okazji czy to babcia, czy dziadek jakieś "coś" przywleką jak nie z miasta, to ze strychu po braciach moich ;)
Usuńu mnie na szczescie wola wczesniej zapytac i nie zagracaja nam mieszkania zabawkami :) no ewentualnie mlody dostanie nieraz maly zestaw klockow lego... a my nic nie kupujemy... idziemy na festyn organizowany w pracy męża... pół dnia darmowej zabawy i konkursów :) no i jakies tam drobiazgi stamtad tez dostana...
UsuńChyba jednak nie obędzie się bez prezentu ;)
OdpowiedzUsuńNo tak! Ale to inny prezent ;) Nie ode mnie... Bo ja dziecku nie kupię nic. Ma wszystko co Jej potrzebne. A dla samego faktu "bo Dzień Dziecka" uważam, że to bez sensu... Tym bardziej w tym wieku, gdy Młoda nie zdaje sobie sprawy z tego dnia.
UsuńJa tam Młodemu nie kupuję zabawek bo on olewa zabawki. Chyba 5 zabawek mu kupiłam, z czego bawi się jakoś dłużej tylko jedną.
OdpowiedzUsuńNatomiast jeśli chodzi o prezenty, to nie mam nic do gadania... I przybywa rzeczy o które się w nocy potykam bo nie sprzątnęliśmy wieczorem :D
u Nas też!!!
OdpowiedzUsuńpozdrawiam :)
Kasia
http://islandofflove.blogspot.com/