Samodzielna mama
Dziecko płacze, rąk brakuje, a nie ma kto pomóc. Nie ma nikogo, kto przejąłby chociaż na kilka minut dziecko. Takie, którego mama ma serdecznie dosyć w danej chwili.
Nie ma nikogo kto by się zajął domową rzeczywistością i dał kilka minut dla siebie. Chociażby na spokojne ubranie się, czy umycie zębów bez obawy o resztę mieszkania.
Zdrowa, chora... Musi ogarnąć wszystko sama. Dom, dziecko, zakupy. Wszelkie załatwienia i to z dzieciakiem/dzieciakami uwieszonymi ramienia. 24h nieustającego dyżuru bez możliwości przerwy.
Nie ma nikogo, kto by wieczorem wysłuchał i mógł chociaż przytulić.
I ten czas, gdy wieczorem dziecko zaśnie, a dom wydaje się taki pusty i obcy... Ile można prasować, sprzątać, czytać, czy na necie siedzieć. Nawet jeśli jest mnóstwo pracy to kolejny wieczór bez możliwości odezwania się do drugiego człowieka wcale nie napawa optymizmem.
Podziwiam mamy, które na dłuższą metę, czy też na stałe samodzielnie zajmują się dziećmi. Bez pomocy partnera, czy innej rodziny. Potrafią zakrzywić czasoprzestrzeń, by z wszystkim się wyrobić, a przy tym nie zwariować.
A najbardziej podziwiam, że spędzając z dzieciakami czas bez żadnych przerw i ulg, mają siłę zmusić się rano do wstania z jakimkolwiek cieniem uśmiechu na twarzy. Siłę do wynajdowania nowych atrakcji i nie tracenia nerwów, gdy dziecko ma głęboko w poważaniu wszelkie słowa do niego kierowane.
Ja już wariuję. Po pięciu dniach... Przed nami wiele tygodni.









Wiem, że to niewiele, ale... weź głęboki oddech i przyjmij życzenia jak najwięcej sił, opanowania i weny do wszystkiego. I tego, by jednak miał kto pomóc. A ja jestem, jakby co, po cichutku, zawsze chętna do poczytania-pogadania.
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy ;)
Dziękuję :)
UsuńDobrze Pani określiła samotne mamy. Jestem jedną z nich, nie z własnego wyboru. Poranki nieraz są trudne, chciałoby się choć troszkę dłużej poleżeć w łóżku, ale nic z tego - synek wzywa.Reszta dnia przypomina nieraz tor przeszkód i "spacer farmera". Chwila wytchnienia wieczorem dla siebie, niby czas na rozwijanie swoich pasji, poczytanie książki, relaksującą książkę, ale rzeczywistość jest zupełnie inna. Marzy się wtedy tylko o odpoczynku. Jednak uśmiech na buzi dziecka jest bezcenny i należy obdarować go bezgraniczną miłością.
OdpowiedzUsuńTak, "spacer farmera" to genialne określenie!
UsuńDużo siły życzę, bo z każdym dniem widzę, że niesamowicie jej potrzeba...
haha, a kto powiedział że nie wariują :)
OdpowiedzUsuńregularnie miewam gorsze dni :)
i świruję.
Jakoś ogarniają! Są w stanie wszystko zrobic, a ja to sie czuję jak dziecko we mgle :P A niby nie pierwszy raz jesteśmy z Demolką bez Małża :)
UsuńAle dzięki za Twoje słowa, bo przynajmniej się taka sama ze swoim szaleństwem nie czuję ;-)
To, będzie małe pociecha, ale powiem z własnego doświadczenia im dalej tym łatwiej :) Uczysz się organizować wasze życie od nowa. Na nowo ustalasz priorytety. Moja rada wyznacz sobie czas tylko dla siebie i pilnuj go.
OdpowiedzUsuńPowodzenia
Dziękuję!
UsuńIdzie się przyzwyczaić :) Chociaż zdecydowanie łatwiej jest przyzwyczaić się do odwrotnej sytuacji ;) Szczęśliwa jestem, że to, co opisałaś mam już za sobą. Za Ciebie trzymam kciuki! Dobrze, że to tylko na trochę! Ściskam!
OdpowiedzUsuńCzyli szok pierwszych dni... Taką miałam nadzieję, ale bałam się to napisac, żeby mnie ktoś ze złudzeń nie obdarł :)
UsuńDziękuję!
Podziwiam, całym sercem podziwiam samotne matki.
OdpowiedzUsuńOj wiem coś o tym. Mimo tego, że mam męża blisko na co dzień to nie jest mi w stanie w niczym pomóc. Wieczorem też można powiedzieć, że jestem sama, bo mąż kładzie się spać. Dom i dziecko jest na mojej głowie.
OdpowiedzUsuńTak więc kilka godzin bez Oli to dla mnie bardzo dobry odpoczynek psychiczny, bo fizycznie jestem zmęczona cały czas.
To kwestia przyzwyczajenia. Wszystko da się znieść jeśli siedzi się w takiej sytuacji cały czas. Ty masz dosyć, bo to tak jakby dla Ciebie nowość w tej chwili :)
Kochana, tu nie ma czego podziwiać. To miłość. Przynajmniej tak jest u nas. :)
OdpowiedzUsuńA na długo?
OdpowiedzUsuńJa też sobie tego nie wyobrażam, po 6 dniach pracy 24h, mąż bierze rano małą a ja w końcu śpię po 6h pod rząd...
Wstępnie 3 miesiace z jedną przerwą kilkudniową w maju. :(
UsuńCóż idzie się przyzwyczaić, chociaż ja nie mam praw nazywać się samotną mamą - to mnie nadal boli, że rozgraniczenia nie ma, jakiegoś kurde podpunktu :P
OdpowiedzUsuńDzieci to eurosieroty, a my? Hmmm... Słomiane wdowy w wersji euro? ;-)
UsuńEurowdowa ze słomy :D
UsuńW pewnym sensie temat dotyczy tez mnie...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do siebie ;)
Ojoj. Zgadzam się. Dzięki teściowej rano jestem w stanie się ogarnąć a dzięki M zrobić coś dla domu lub siebie poźnym popołudniem. W ciągu dnia nie ma szans na cokolwiek. Moja malutka jest bardzo absorbująca.
OdpowiedzUsuńZgadzam się w 100% ale najważniejsze jest żeby dzieciaki przestawić na nową sytuację i nie dać im wejść sobie na głowę. To są tylko dzieci i to dorosły rządzi, a nie odwrotnie. I oczywiście rytuały dnia to podstawa w miarę spokojnego życia. Powodzenia...
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki!
OdpowiedzUsuń