Leon i jego niezwykłe spotkania - mini konkurs

13:08 Elenka 9 Comments

Lubię czytać Demolce książki, które czegoś uczą. Zwłaszcza takie, które pokazują pozytywne wzorce na ludziach, bo mam wrażenie, że łatwiej Jej zrozumieć postępowanie dziecka, niż gadającego pieska, czy kotka... W końcu nasz Reksio to za nic gadać nie chce, a jego zachowanie wzorcowe specjalnie nie jest.

Taką właśnie książeczkę dostałyśmy od Fundacji Verba. To już kolejna z serii bajek, która dzięki prostym opowieściom jest świetną bazą do dyskusji z dzieckiem. 
Są dzieci, są przygody, a wątek niepełnosprawności jest potraktowany naturalnie i mimochodem. Tym razem Leon wyrusza na wycieczkę do jaskini, a tam? Tam pojawia się ktoś, kto używa dziwnych znaków. Tajemnicza i fascynująca dziewczynka nie używająca słów...
Magiczne miganie.

***

Wam również Fundacja chce podarować 3 książki. 
Warunki mini konkursu są proste:
1. Polubić profil Fundacji Verba na FB
2. Wyrazić chęc udziału w zabawie
3. Odpowiedzieć na pytanie: Jakie skarby przynosiliście jako dzieci ze swoich wypraw? A może Wasze dzieci je przynoszą? Krótko, 1-2 zdania. 

Zgłoszenia przyjmuję do 06.05.2014 do południa.



Odpowiedź + adres e-mail zostawcie w komentarzu pod tym postem 

Powodzenia! I dobrej zabawy :)


*Za wysyłkę książek do wygranych odpowiada fundator nagrody - Fundacja Verba
**Udostępnienie linku z konkursem na portalach społecznościowych mile widziane.


EDIT:
Zwycięzcy:
Kamila Gajzner
uJa
Marta Skrzypiec

9 komentarzy:

  1. Zawsze zbierałam bilety, ulotki, biuletyny informacyjne z miejsc, które odwiedzałam z rodzicami, potem sklejałam z tego albumy opatrzone zdjęciami i podpisami. Do dziś tak robię, tu można obejrzeć album z poprzednich wakacji http://uolinki.blogspot.com/2013/09/wakacyjnik.html
    iaera@poczta.fm

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak byłam dzieckiem to z każdej wycieczki, wyprawy, musiałam przynieść do domu kamyk, i tak zbierałam kamyczki różnego kształtu, koloru. Do dziś na strychu jest jeszcze gdzieś seledynowy woreczek, a w nim moje kamyczki.
    Kamila Gajzner kami220@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam dziwnym dzieckiem, bo z jednej strony tachałam do domu kamyki i roślinki, a z drugiej... żaby. Przynosiłam na podwórko u dziadków żaby - nawet miałam dla nich specjalna sadzawkę zrobioną ze starej beczki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja córa, Misia, przynosi ze spacerków wszystko, co jej wpadnie w rączki, ale jej ulubionymi "skarbami" są wszelkiego rodzaju kapsle i nakrętki, którymi później bawi się zawzięcie. :) aneta.jurkowska90@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  5. hmm to i ja spróbuję :) z każdej wycieczki oprócz zdjęć, kamyków i wszelakich dziwnych roślinek z których zrobiłam mega zielnik, swoją drogą ciekawe czy mama go jeszcze ma :) to zawsze przywoziłam pocztówki oj to było moje oczko w głowie :) a później okazało się,że mój mąż robił dokładnie to samo i teraz mamy pełno pocztówek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o no masz o adresie zapomniałam :) kasiaszefler@o2.pl

      Usuń
  6. Nie będę oryginalna :) z każdego spaceru z Milą wracamy z kamykami i patykami ułożonymi na podwoziu wózka ;)

    Ja w dzieciństwie uwielbiałam wszelkiego rodzaju szkiełka i kwiatki, służyły do gotowania zupy w piaskownicy ;)

    hulahop.studio@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ze mnie był marny zbieracz ale moja mama przeżywała gehennę z moją siostrą, która przynosiła wszystko- od kamienie po wszelkie robaczki!
    Chłopcy chyba przejęli pasje po cioci bo Arek ostatnio chciał wrócić z ogrodu ze zdechłymi muchami... Mikołaj natomiast z uporem maniaka wybierał z trawy pozostałe na niej małe kawałeczki węgla. Moją radość możesz sobie wyobrazić! :)

    marta.skrzypiec@gmail.com

    OdpowiedzUsuń