Leon i jego niezwykłe spotkania - mini konkurs
Lubię czytać Demolce książki, które czegoś uczą. Zwłaszcza takie, które pokazują pozytywne wzorce na ludziach, bo mam wrażenie, że łatwiej Jej zrozumieć postępowanie dziecka, niż gadającego pieska, czy kotka... W końcu nasz Reksio to za nic gadać nie chce, a jego zachowanie wzorcowe specjalnie nie jest.
Taką właśnie książeczkę dostałyśmy od Fundacji Verba. To już kolejna z serii bajek, która dzięki prostym opowieściom jest świetną bazą do dyskusji z dzieckiem.
Są dzieci, są przygody, a wątek niepełnosprawności jest potraktowany naturalnie i mimochodem. Tym razem Leon wyrusza na wycieczkę do jaskini, a tam? Tam pojawia się ktoś, kto używa dziwnych znaków. Tajemnicza i fascynująca dziewczynka nie używająca słów...
Magiczne miganie.
***
Wam również Fundacja chce podarować 3 książki.
Warunki mini konkursu są proste:1. Polubić profil Fundacji Verba na FB
2. Wyrazić chęc udziału w zabawie
3. Odpowiedzieć na pytanie: Jakie skarby przynosiliście jako dzieci ze swoich wypraw? A może Wasze dzieci je przynoszą? Krótko, 1-2 zdania.
Zgłoszenia przyjmuję do 06.05.2014 do południa.
Odpowiedź + adres e-mail zostawcie w komentarzu pod tym postem
Powodzenia! I dobrej zabawy :)
*Za wysyłkę książek do wygranych odpowiada fundator nagrody - Fundacja Verba
**Udostępnienie linku z konkursem na portalach społecznościowych mile widziane.
EDIT:
Zwycięzcy:
Kamila GajznerEDIT:
Zwycięzcy:
uJa
Marta Skrzypiec










Zawsze zbierałam bilety, ulotki, biuletyny informacyjne z miejsc, które odwiedzałam z rodzicami, potem sklejałam z tego albumy opatrzone zdjęciami i podpisami. Do dziś tak robię, tu można obejrzeć album z poprzednich wakacji http://uolinki.blogspot.com/2013/09/wakacyjnik.html
OdpowiedzUsuńiaera@poczta.fm
Jak byłam dzieckiem to z każdej wycieczki, wyprawy, musiałam przynieść do domu kamyk, i tak zbierałam kamyczki różnego kształtu, koloru. Do dziś na strychu jest jeszcze gdzieś seledynowy woreczek, a w nim moje kamyczki.
OdpowiedzUsuńKamila Gajzner kami220@o2.pl
Byłam dziwnym dzieckiem, bo z jednej strony tachałam do domu kamyki i roślinki, a z drugiej... żaby. Przynosiłam na podwórko u dziadków żaby - nawet miałam dla nich specjalna sadzawkę zrobioną ze starej beczki.
OdpowiedzUsuńNo i mail - scarleciak@gmail.com
UsuńMoja córa, Misia, przynosi ze spacerków wszystko, co jej wpadnie w rączki, ale jej ulubionymi "skarbami" są wszelkiego rodzaju kapsle i nakrętki, którymi później bawi się zawzięcie. :) aneta.jurkowska90@gmail.com
OdpowiedzUsuńhmm to i ja spróbuję :) z każdej wycieczki oprócz zdjęć, kamyków i wszelakich dziwnych roślinek z których zrobiłam mega zielnik, swoją drogą ciekawe czy mama go jeszcze ma :) to zawsze przywoziłam pocztówki oj to było moje oczko w głowie :) a później okazało się,że mój mąż robił dokładnie to samo i teraz mamy pełno pocztówek :)
OdpowiedzUsuńo no masz o adresie zapomniałam :) kasiaszefler@o2.pl
UsuńNie będę oryginalna :) z każdego spaceru z Milą wracamy z kamykami i patykami ułożonymi na podwoziu wózka ;)
OdpowiedzUsuńJa w dzieciństwie uwielbiałam wszelkiego rodzaju szkiełka i kwiatki, służyły do gotowania zupy w piaskownicy ;)
hulahop.studio@gmail.com
Ze mnie był marny zbieracz ale moja mama przeżywała gehennę z moją siostrą, która przynosiła wszystko- od kamienie po wszelkie robaczki!
OdpowiedzUsuńChłopcy chyba przejęli pasje po cioci bo Arek ostatnio chciał wrócić z ogrodu ze zdechłymi muchami... Mikołaj natomiast z uporem maniaka wybierał z trawy pozostałe na niej małe kawałeczki węgla. Moją radość możesz sobie wyobrazić! :)
marta.skrzypiec@gmail.com