Przeczytałem/am i akceptuję regulamin

10:38 Elenka 25 Comments

Ostatnio prawie się wojna o Kubusia rozpętała. Szał i oburzenie. Udostępnianie. Prawie lincz na FB.

Serio? Naprawdę tak bardzo wszyscy są zaskoczeni? Producent przecież składu nie ukrywał. Kubuś to Kubuś. Napój jak wiele innych. Podobnych. Lepszych, gorszych. 


Problem jest inny.

Dlaczego ludzie kupują coś dziecku, bo widzą uśmiechniętego misia, zająca, czy innego stwora zamiast popatrzeć na etykietę*? 
Logują się na stronach i portalach, a jedyne na co patrzą przed kliknięciem to, czy jest darmowy. Albo sprawia wrażenie darmowego. Nie czytają umów, ani regulaminów.
Siec komórkowa, inne usługi? Popatrzą na ceny, czasem podstawowe warunki, a potem pretensje do całego świata, bo coś nie tak. Coś, co dalej jest zgodne z podpisaną przez nich umową. I było wymienione. Wcale nie malutkim druczkiem...
Nie rozumiem tego wszechobecnego podejścia "bo ja nic z tego bym nie zrozumiał". Można pytać. Można być czepliwą małpą i męczyć milionem pytań konsultanta, panią z banku, ubezpieczalni, czy każdego innego miejsca, gdzie na coś się umawiamy. Dręczyć przed podpisaniem, przed zawarciem umowy. A nie po fakcie, gdy pojawiają się problemy.
W sklepie też można poszukać czegoś z przyzwoitym składem, a nie oburzać się, że "tylko na kasie producentom zależy". No cóż... Zależy. Po to działalność gospodarczą prowadzą. I zawsze to będzie ich celem. Ale po to jest wybór, żeby wybierać. Skoro się spędza godziny na oglądaniu ciuchów, czy przeglądaniu parametrów sprzętu wszelakiego, to te kilka minut żeby przeczytać skład, regulamin, umowę, czy ulotkę to nie dużo... A to ważne.

Nie rozumiem pretensji... Poza tymi do siebie, że się czegoś nie przeczytało.




*Lwia część żywności przeznaczonej dla dzieci zawiera w sobie cukier. I to całkiem sporo cukru. Obrazek niemowlaka na etykiecie tego faktu nie odczaruje.

25 komentarzy:

  1. Najbardziej mnie rozbawiło porównanie Kubusia do spryskiwacza zimowego w samochodzie - jakaś mamusia albo składu nie zna, albo w oburzeniu głowę i rozum straciła haha ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 0 stopni to temperatura zamarzania wody destylowanej... Cokolwiek się doda to zawsze wpływa na gęstość i temp zamarzania. Fizyka na poziomie szkoły podstawowej!
      Składu spryskiwaczy nie analizuję, bo to Małżowa działka, ale wątpię w bezpośrednie przełożenie składu ;-)
      A chemia to wszystko co nas otacza. Każde jedzenie można wzorami chemicznymi przedstawić. Z czegoś się składają :)

      Usuń
    2. To nie jest wniosek niedoinformowanej mamusi (choć tez o tym wpsominałam na fanpejdżu...) - po ra zpierwszy wspomniano o tym w Radio Szczecin, potem także na Onet.pl. Dopiero w następnej kolejności pisały o tym mamy blogerki.

      Usuń
  2. Przyznam się, że forumowych regulaminów też nie czytam, a i instrukcje obsługi przelatuję po łebkach. Jednak jeśli chodzi o skład jedzenia dla mojego dziecka to etykietę studiuję jak głupia (mąż mnie tego nauczył :P).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre zwyczaje ma Mąż! Ja swojego musiałam szkolić w temacie długo i zawzięcie ;-)

      Usuń
    2. Chemik z zamiłowania (i wykształcenia), lubi wiedzieć czym nas szprycują firmy produkujące żywność.

      Usuń
  3. Ja taka nie na bieżąco :) Chyba muszę zacząć etykiety czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Że tam komuś napój nie zamarzł w aucie na mrozie ;) I wielkie przerażenie i oburzenie, że jak to, że dla dzieci, że zdrowe miało byc i te sprawy ;-)

      Usuń
    2. a to o uszy mi się obiło.
      czytam etykiety, po niektórych włos mi się na głowie jeży.
      nie wszystko, co ma być zdrowe, będzie zdrowe, nie wszystko bio i takim jest.
      "chemia" jest wszechobecna.

      Usuń
  5. w podobnym tonie sroka się wypowiadała:) powtórzę i tu, etykiety czytam i czytać będę, bo to jedyna droga, a umów też nie podpisuję zanim nie znam wszystkich warunków:) kiedyś taka mądra nie byłam, ale się nauczyłam, ot co :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak? O proszę :)
      Dawno tam nie zaglądałam, więc widać czas nadrobić :D

      Usuń
  6. Ja mam nawet specjalnie ściągi e telefonie na te okazje, ale wszelkie składy i jedzonka i kosmetyków studjuje zawsze. za kocham spojrzenia starszych pań jak czytam ze skupieniem etykietkę, zwłaszcza w rossmanie :D

    A gdzie popadnie tez się nie rejestruje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny pomysł z tą ściągą. Muszę Małżowi na telefon wgrac listę rzeczy zakazanych, bo na razie dostaje wytyczne co może kupic ;)

      Usuń
  7. no własnie.. tak samo jest z żywnością w słoiczkach. są te o bardzo dobrych składach, a są takie, w których na drugim miejscu jest cukier lub sól. wystarczy czytać i świadomie wybierać, a nie oburzać się, jakby nas ktoś oszukiwał.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ech, też mnie to wkurza... Z jednej strony afery, a z drugiej Mega zacofanie i nieogarnięcie:( A przecież wystarczy poczytać...

    OdpowiedzUsuń
  9. Powiem tak: nie każdy wie, jak nazywają się chemiczne składniki, które często napisane są w dodatku nie po polsku. To pierwsza kwestia. W pozostałych się z Tobą zgadzam:) Za mało czytamy tego, co trzeba, za mało rozsądku wkłaamy w wybór pożywienia i napojów dla naszych dzieci, za bardzo się spiesyzmy, za bardzo ufamy reklamom...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy wie jak się te składniki nazywają, ale każdy możne sobie wyguglać i nauczyć się unikać tych najgorszych. Nie- uczyć się każdego z osobna co to jest i dlaczego złe, ale np że te wszystkie E-cyferki to nie witaminki itp...

      Usuń
  10. i ja również się zgadzam, ludzie są zbyt łatwowierni.

    OdpowiedzUsuń
  11. Szczerze mówiąc pierwsze słyszę o tej aferze :D
    Składy obowiązkowo są zamieszczane na każdym produkcie. Nawet kiedy kupujemy wędliny i tego składu nie widzimy, sprzedawca ma obowiązek nam go podać. Nie ma się co oszukiwać że KAŻDY produkt z misiem, dzidziusiem i słoneczkiem będzie zdrowy, bo jest otagowany "dla dziecka", tak samo jak naiwnie jest wierzyć że jogurt na pewno zawiera dużo prawdziwych truskawek bo na wieczku jest truskawka :D
    No i trzeba w końcu zmierzyć się z faktem, że producentom w większości chyba niestety nie zależy na zdrowiu konsumentów, tylko na zysku.
    Eh i napisałam prawie to samo co Ty Elenka, tylko że trochę inaczej :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Afera mnie ominęła?! Buuu niedopatrzenie ;-)

    Moje dzieci pijały Kubusie, ale dziwnym trafem je później obsypywało o.O
    A potem im pokazałam jak smakuje sok z kartonu kontra sok robiony samodzielnie ;-) że to smakuje jednak troche inaczej.
    Do tej pory mnie naciągają na soczek z barbie ale to jest raz na ruski rok... więc bez wariactwa ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Staram się coś tam zdrowego wprowadzać do diety... jednak coraz bardziej zaczyna mnie śmieszyć ta cała otoczka zdrowego pożywienia, ekologicznego i pytam się co jeszcze?

    Czy nie głupotą jest wybieranie niby zdrowych produktów w zwykłych sklepach? Albo wszystko albo nic, co to da że nie kupisz kubusia play czy jak mu tam, albo że kupisz bobofrut jak zaraz podasz dziecku pomarańczę, która też jest na szprycowana chemią czy podobny produkt, nawet głupi biały chleb. To już hoduj swoje ekologiczne ewentualnie kupuj ze SPECJALNYCH eko sklepów, jeżeli tak zależy ci na zdrowym odżywianiu się.

    Na koniec mego bulwersu dodam, że mam w rodzinie takich,co to na zdrowe jedzenie sobie nie żałują, (a musze przyznać że zarabiać trzeba, co najmniej 5x więcej niż podstawa w Polsce, żeby sobie na to pozwolić) i powiem tak: nie są zdrowsi, nie wyglądają inaczej niż my, rodzice kuzynki zmarli na całkiem normalne choroby w całkiem normalnym wieku. Katowali się tylko i wyłącznie sprawdzonymi produktami oraz zdrową dietą. Dlatego nie uważam by wybranie sobie kilku zdrowych produktów sprawiło cuda, poprawiło zdrowie itp, bo im ta obsesja nie dała właściwie nic, oprócz totalnego zafiksowania na tym punkcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym masz w dużej mierze rację. W Polsce wpisze się wielkie EKO na etykiecie i marketingu nie trzeba. Moda.
      Szkoda, że ludzie nie czytają tego co pod etykietą. Gdzie zrobione. Co zawiera. A potem pretensje nie z tej ziemi, chociaż pisało. Nic nie zostało przekłamane. Wystarczyło poczytać ;-)
      Żywienie było tu przykładem, a nie tematem ;)

      Usuń
  14. Wiem, wiem że to wszystko o 'czytanie' chodziło, ale się normalnie zagalopowałam :P

    OdpowiedzUsuń