Samodzielność dziecka

10:52 Elenka 18 Comments

[dawno temu, czasy mojego LO, szkolna wycieczka kilkudniowa ]
-Hmmm.... Może Ci pomóc?
-Mogłabyś? W życiu tego nie robiłam.
-Serio? Nigdy nie przebierałaś pościeli?!?
-No, nie... Mama to zawsze w domu robi.


Tak, wiele razy spotkałam wyjaśnienie, że mama zrobi lepiej, mama szybciej, mama dokładniej. A potem jest nastolatek/nastolatka, który nie potrafi sobie kanapki zrobić, łóżka samodzielnie pościelić, czy cokolwiek koło siebie zrobić. 20-latki, które poza wodą na herbatę nigdy nic same nie ugotowały. Bo w domu rodzice wszystko robią. Sami.
Bo szybciej. Bo dziecko nie umie. Bo czyściej. Bo sprawniej. Bo dziecko małe. Bo jeszcze się w życiu narobi.*


Ok, jak kto lubi. Mnie się krzywda nie stała, że rodzicom pomagałam. Zadowolona jestem, bo co mi trzeba to sobie zrobię. Czy w kuchni, czy w garażu podstawy. No i cóż... Łatwiej pokazać Demolce jak i co robić, niż Ją odganiać żeby zrobić samemu. Bo Demolka, to żadnej pracy się nie lęka. Niech próbuje. Im szybciej się nauczy, tym łatwiejsze dla mnie życie będzie.

Ubiera się godzinę? Cóż... Mam czas na kawę i spokojne przygotowanie śniadania.
Chce pizzę? Jasne! Ciasto zrobię, ale obiera cebulę, pieczarki kroi sama. Tępym nożem obiadowym, ale sama.
Narozlewała? Niech ściera.
Koc na łóżeczko też położy. Co z tego, że krzywo. Z czasem nauczy się prosto. Szczękościsku dostaję, ale staram się nie poprawiać. 

W kuchni pomaga. Na możliwości dwulatka, ale pomaga. Garnki i miski wyciera. Ciasto dostanie, nóż tępy  do tego, to parę kopytek ulepi. Jak ma wymyślić co na obiad, to o mało się na progu nie zabije pędząc po mleko i mąkę, żeby SAMA do miksera wsypać i ciasto na naleśniki zrobić. Kanapki z chleba i plastrów szynki też skleci bez jojcenia o pomoc.
Ba! Nawet dla mnie kawę zrobiła. Że rozpuszczalna zalana samym mlekiem prosto z lodówki? Cóż... Dla dobra sprawy przełknęłam. Nie było łatwo. Obrzydliwie było. Koszmar niesamowity, odruch wymiotny i te sprawy, ale ta radość na twarzy Demolki, że mi sama zrobiła kawę. Dobrze, że małą filiżankę wzięła, a nie kubek... Od tego czasu na rozpuszczalną nie patrzę. Nie mogę. Traumę mam.



Pozwolenie dziecku na naukę samodzielności nie jest łatwe. Zrobienie samemu jest prostsze. Bo szybciej. Bo dziecko nie umie. Bo czyściej. Bo sprawniej. Bo dziecko małe. Bo jeszcze się w życiu narobi. Bo poprawiać trzeba, żeby standardy, albo chociaż ich pozory, zachować. Ale czasami dla dobra sprawy warto przeboleć te pierwsze nieudane próby, poklnąć mniej, czy więcej, pod nosem, zaopatrzyć się w plastikowe, nietłukące sprzęty, a na wykonanie czynności poświecić 30 zamiast 10 minut.

Za Ociec** powtórzę... Może przyjdzie dzień, gdy usłyszymy: "Wy sobie odpocznijcie, ja dziś robię obiad" zamiast "mamo, co dziś na obiad?"

Nad techniką trzeba popracować, ale jest skuteczna.


Tak dla uspokojenia tych, co się o żołądek Demolki martwili.
Ostatecznie i tak zjadła pizzę z warzywami, a nie pieczarkami.
Buziak za troskę :*
I cóż... Pomimo czynnego udziału w pracach domowych dalej jest sfochowanym dwulatkiem jak inny rówieśnicy :P

























*tłumaczenia oryginalne Mamy takiego 22-letniego dziecka.
** się facet mi inspiracją stał - blog polecam :) No i to poruszenie na FB, gdy stwierdziłam, że Demolka KROI pieczarki

18 komentarzy:

  1. ach te krojenie pieczarek. jestem pełna podziwu.
    ja z tych matek, które wolą same zrobić.
    chyba zacznę E angażować w przygotowania w kuchni.
    ps. wibracje miksera są zdrowe dla dziecka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem ;) Mam taki z misą, co tylko wrzuca się i naciska guzik... Samo się miesza, a Demolka się drze na mnie, że mam jajka wbić ;)

      Usuń
  2. ps. a za co foch?
    ps. znam te rzuty na podłogę i głowę w drugą stronę. rozbraja mnie to bezustannie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiem za co ;-) Średnio co 5 minut albo się drze, albo fochem zarzuca :D

      Usuń
    2. Moja tak lubi sobie leżeć przytulona do dywanu :)

      Usuń
  3. Ja tylko słyszę: "Sama! Juika sama!" "odejdź mamusiu, ja sama!" No to przecież nie będę dziecku zabraniać czegoś robić tylko dlatego, że mogę to zrobić szybciej. Przy córce nauczyłam się, że czas inaczej płynie hah ;)
    A w kuchni też mi pomaga, a jakże. Ciasto na mufiny wymiesza, wrzuci owoce, czekoladę, jajka obierze, warzywa do sałatki pokroi [ ;) ] . I masłem posmaruje chleb. Ostatnio mięso na pulpety mieszała :D
    Ja pozwalam narobić bałaganu, przy tej jej samodzielności, bo wiem, że jak nie nauczy się teraz i nie będzie ćwiczyć to później sama nie zrobi sobie nawet kanapki. Mam przykład brata młodszego gdzie nasza mama robiła mu kanapki jeszcze w liceum...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz... Znam takich przypadków sporo. I to straszne. 30 lat, dwójka dzieci. Dalej mieszka u mamy i to mamusia gotuje, sprząta, dba. Dalej. Ot, po prostu poza córeczką doszedł jeszcze zięć i dwójka wnuków ;)

      Usuń
  4. Właśnie wchodzimy na niepewny grunt zwany: "ja sam"... Zobaczymy co z tego będzie, bo póki co to tylko ja mam masę zamiatania i sprzątania po tym moim samodzielnym ludziku ;) Ale... praktyka czyni mistrzem.

    OdpowiedzUsuń
  5. ja zedcydowanie wolę poczekać niż robić za kogoś :D
    a co do kawy z mlekiem z lodówki, to: no co Ty?! Ja taką sobie robię w lecie! Kawa rozpuszczalna, zimne mleko z lodówki, kostki lodu, bita śmietana na to i odrobina cynamonu, pychota! choć rozumiem, że Demolka jeszcze nie znała dokładnego mojego przepisu, podrzuć Jej, to natępnym razem będziesz mieć kawusię jak się patrzy :D :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Też jestem mamą dwulatki i w życiu bym sie nie odważyła dać jej noża, nawet tępego, wydaje mi się, że jak raz bym pozwoliła to ona by to potem odebra jako pozwolenie na krojenie też ostrym nożem i chwila nie uwagi i...
    Ja jestem z tych przewrażliwionych matek, ale może dlatego, że w mojej rodzinie bliskiej był przypadek, że dziecko było na tyle samodzielne, że skończyło się to tragicznie, chciało posłodzić herbatkę i teraz nie ma oka ;( także ja uważam, że póki co, lepiej chuchać i dmuchać, ostrozności nigdy za wiele, jeszcze się w życiu narobi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde inne. Ja wiem, że u mnie ostrych noży nikt nie zostawia w zasięgu rąk :) A Demolka ma dokładnie wytłumaczone, że może tylko jeden i cieszy się, że ma "właśny, pjywatny" nóż i pomaga :)

      Usuń
  7. Ja jestem zdecydowanie za tym, zeby dzieci pomagały, nie tylko w kuchni. Mój ośmiolatek potrafi się posługiwać nożem (oczywiście nie dostaje tasaka), a mojej szwagierki trzynastolatka nie do końca, bo nóż jest "niebezpieczny". Trzeba tylko zawsze mieć dziecko na oku.

    OdpowiedzUsuń
  8. My pomagamy :) Do tego stopnia, że kuchnia by spłonęła ale co tam ;) Jest git ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aż mi się przypomniało jak mamie kawę, sypaną, zimną wodą zalałam... Chciałam zrobić mamie przyjemność, a co :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A tak mi się przypomniało, że kiedyś, może ze cztery lata mając obiad zrobiłam! Sama! Zupę! Nic, że wszystko z szafek powsypywałam do garnka z zimną wodą, że mama wracając z zakupów mało taty wałkiem nie potraktowała (spał po pracy :D) Ale zrobiłam! Sama :D I pamiętam to do dziś :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze kopytka, od A do Z, zrobiłam na obiad, dla całej rodzinki sama, w wieku 10 lat. Nauczyłam się na kółku gospodarstwa domowego na które mama zapisała mnie do MDK-u. Trochę były "paćkowate", ale jedli wszyscy! A jaka zdziwiona była ciocia, która nas wtedy miała pilnować :)) Dzieci trzeba uczyć, pozwalać im na poznawanie świata, a prace domowe są im bliskie, bo wykonywane przy nich. To co być może, może być przecież wykonywanie razem z nimi :))

      Usuń
  11. Zawsze mnie irytowało jak jakieś indywiduum dwudziestoletnie i więcej nie umie zrobić jakiś banalnych rzeczy. Widziałam już nawet że 30-latek nie umie chleba ukroić... No wiem, wiem- krojone są, ale mimo wszystko, bez jaj...

    OdpowiedzUsuń