Mam wyrzuty sumienia
Na moment wyszłam, a ta akurat wtedy wyrżnęła.
Dlaczego to układanie klocków mnie nie cieszy? Nienawidzę klocków! Co ze mnie za matka... Jaką matkę drażni układanie klocków?!? Albo łażenie po wsi i oglądanie przez 30 minut jednego indyka u sąsiada?!?
A może ja Jej za mało czasu poświęcam... Mała jest. Małża mało co widuje... To chociaż ja powinnam być dla Niej.
Dlaczego z taką ulgą delektuję się każdą minutą, gdy zajmuje się sama sobą? Gdy mam chwilę spokoju?
Czemu ja się na Nią drę? Gdzie moja cierpliwość?
Czemu ja się na Nią drę? Gdzie moja cierpliwość?
Dlaczego calutki dzień jest uwieszona u mojej nogi i nawet w toalecie spokoju nie mam? Gdzie popełniłam błąd? Albo serię błędów?
Dlaczego Ona się tak drze ciągle... O co non stop jojcy*?!? Może ma za mało mojego czasu? Może ja zła matka jestem...
No, ale jak... Studiów nie oleję. Bloga nie rzucę, bo mi tyle kontaktu ze światem chociaż zostało na końcu świata.
Kurczę... Nie umyła zębów. I kropli nie dałam. Co ze mnie za matka...
Po całym dniu, po pierwszych 5 minutach od zaśnięcia Demolki, przychodzą wyrzuty sumienia. Bolą. Nawet, jeśli mam świadomość, że ideałów nie ma, a to, że powinnam zawsze lubić Demolkę to mit.
Cóż... Pojadę na uczelnię, dzień bez Niej, odrobinę zatęsknię. Nawet za tą paplaniną nieustanną. Odpoczniemy od siebie. Lepiej będzie. Pogadam z inną mamą. Co zrozumie. Nie będzie oceniać, tylko wysłucha. Co ma tak samo momenty, kiedy najchętniej by uciekła. A potem, tak samo, ma wyrzuty sumienia i pluje sobie w brodę. Że może za mało, że źle, że można lepiej... I obie będziemy się pocieszać, że nie jesteśmy same. Matki nieidealne. Co to czasami im brak sił, nerwów i wszelkiej cierpliwości...
PS.
Chyba nie jest aż tak źle... Demolka dalej maluje mi obrazki.** Mnie. Tańczącą. Pod tęczą. Koło wierzby. Matka to taniec! Nie darcie się!
*w końcu bunt dwulatka. Sajgon! Mówię Wam!
**po trzydziestu minutach wrzasku... Dopiero po 30 minutach doszłyśmy do tego, że chce farby, a nie kredki...
**po trzydziestu minutach wrzasku... Dopiero po 30 minutach doszłyśmy do tego, że chce farby, a nie kredki...










Jak ja Cię rozumiem...
OdpowiedzUsuńRozumiem Cię. Każda z nas potrzebuje tej chwili dla siebie - nie jesteśmy przecież maszynami.
OdpowiedzUsuńTak to jest jak spędza się 24h z dzieckiem :)
OdpowiedzUsuńDacie razem przez to przejść !
OdpowiedzUsuńPodpisuję się i ja... bardzo Cię rozumiem :)
OdpowiedzUsuńulżyło mi, myślałam, że tylko ja krzyczę na swoje dziecko, płaczę po nocach z bezsilności, żem osaczona przez te dwie małe istoty.
OdpowiedzUsuńpocieszające jest to, że my tez tacy byliśmy i nasze szkraby z tego wyrosną.
Nie tylko Ty :) Ale chyba dużo z nas płacze po kątach i nigdy się do tego nie przyznaje.
UsuńJa już kiedyś to pisałam. Bycie Matką przeobraża nas w jeden, wielki, chodzący Wyrzut Sumienia. To jest po prostu jakaś masakra. Wyrzucamy sobie, że mamy potrzebę być czasem sobą....trochę egoizmu odnaleźć w Matce.... i ile razy to zrobimy, tyle razy sobie potem będziemy zarzucać, że coś dziecku odebrałyśmy . Nie wiem czy jest na to jakiś sposób. Ale wiem jedno - jak się czasem nie przeobrażę w Siebie z Matki, to zwariuję w końcu. To już lepiej być egoistką, niż wariatką :P
OdpowiedzUsuńI taniej wyjść na zakupy samej, niż potem sobie psychiatrę opłacać ;)
UsuńPrzysłowiowego "konia z rzędem" temu, kto pokaże Mamę idealną lub idealnego Tatę. Tak się po prostu nie da. Bo obok bycia rodzicem jesteśmy nadal jednostka indywidualną, mającą własne potrzeby niekoniecznie krążące wokół dziecka. I myślę, że to nic złego.
OdpowiedzUsuńI ja wiecznie mam wyrzuty sumienia, że niepotrzebnie podniosłam głos, że za długo siedziałam nad innymi pracami w domu, że można więcej i lepiej, a ja taka beznadziejna podołać nie mogę... I nadal szukam "złotego środka".
Ale patrząc na Fiołka widzę, że jednak chyba daję radę :)
I Ty dajesz radę i jesteś dla Demolki super Mamą ;)
Pozdrawiamy.
Chciałoby się rzec: ot, życie....
OdpowiedzUsuńTa która nigdy nie wrzasnęła, niech pierwsza rzuci kamieniem. Od razu także we mnie ;)
Wiesz kochana, każda z nas tak ma, każdej siadają nerwy, każda potem sobie myśli że jest złą mamą, że coś nie tak z nią, że nie powinna tak postąpić, że jej wina ale niestety na to recepty nie ma. Takie życie, w każdym bądź razie, jakie byśmy nie były i tak jesteśmy najlepszymi mamami dla naszych dzieci i to powinno pocieszać :) że i tak prędzej czy później przyjdą się przytulić właśnie do nas ;)
OdpowiedzUsuńja tez tak mam, ze jak Mlody zasnie to mysle o tym, ze nie bylam z nim na dworze- bo mi zimno, bo nie dalam mu obiadu (jeden je w zlobku)- bo mi sie nie chcialo, ze dzisiaj nie bawilam sie z nim autem, ze nie nalozylam mu paputkow, ze chcialam chwile posiedziec w spokoju na komputerze i puscilam mu bajki zeby miec swiety spokoj, a przeciez moglam sie z nim pobawic. balam sie to komus powiedziec, ale widze, ze nie jestem osamotniona w tym, ze na koniec dnia mysle ile moglam zrobic, a czego nie zrobilam. :)
OdpowiedzUsuńi mimo, ze Mlody ma dopiero rok, juz kilka razy na niego nakrzyczalam, a bo to wyciagal ziemie z kwiatow i ja jadl, a to, ze wyciaga sztucce z szafki, ucieka na schody, a potem te wyrzuty sumienia, ze przeciez on jeszcze nie rozumie, a ja krzycze...
Daj spokój, ja też nie cierpię klocków, Tymon co najmniej dwa razy dziennie się potknie i przewróci i krzyczę... I też mam wyrzuty sumienia. Ale mi pomaga psycholog, który uparcie powtarza. Masz prawo do złych emocji, Twoje potrzeby są ważne, a zaniedbane.
OdpowiedzUsuńKocham Cię! Za tą nienawiść do klocków :*
Usuń