Obiecanki cacanki

00:15 Elenka 14 Comments

-Mamo! Chciem! Jeszcze! 

Serio, sama jako rodzic potrafię sobie z tym poradzić. A przynajmniej mam swoje metody i sposoby postępowania w takich sytuacjach. Naprawdę. Nie potrzebuję miliona adwokatów, którzy powiedzą mojemu dziecku, że "potem Ci mamusia kupi", czy że "to dla dużych dzieci, jak urośniesz to dostaniesz". Nie chcę, by ktoś obiecywał mojemu dziecku, które za cholerę wracać do domu nie chce, że "jutro wrócicie! Na pewno!". 

Nie chcę, by ktoś za mnie, czy w moim imieniu, obiecywał mojemu dziecku cokolwiek, czy kiedykolwiek. I nic nie drażni mnie bardziej jak stwierdzenia "to tylko dziecko", czy "przecież i tak zapomni, bo mała jest". Nie zapomni. Będzie pamiętała. Poczuje się oszukana. Przeze mnie. 


Nie chcę, by mniej, lub bardziej obcy ludzie składali mojemu dziecku puste obietnice. Nie Wasze dziecko. Nie Wasza sprawa. Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy zaczepiają mi dziecko na ulicy* i próbują mi się w wychowanie wtrącać. Jeśli wolę się z Demolką kłócić na środku sklepu od obiecania jej kolejnych butów dla świętego spokoju, to cóż. Moja sprawa. Jeśli wolę tłumaczyć i negocjować, zamiast składać obietnice bez możliwości pokrycia to też moja sprawa. Skoro coś obiecuję to bezwzględnie się tego trzymam. Nieważne, czy obiecałam kupno chrupek, czy bieganie po lesie. Jeśli czegoś nie jestem pewna to obietnice warunkowe stawiam. Dotrzymuję słowa. Bo sama wściekam się zawsze, gdy ktoś okazuje się niesłowny względem mnie.

*Też tak macie? Zawsze włącza mi się tryb ochronny i wersja "trzymaj się z daleka od dzieciaka, bo ukrzywdzę"

14 komentarzy:

  1. Tak trzymaj. Popieram w stu procentach. Dziecko nie zapomni. Ja obiecuję tylko, jeśli wiem, że dotrzymam. Wolę rozmawiać. Wytłumaczyć. I nie rozumiem ludzi, którzy małe dzieci traktują jak "gorszego" człowieka. Że się z nimi nie rozmawia? Niby dlaczego? I aż mnie ściska, jak widzę rodzica całkowicie ignorującego swe dziecko.
    A co do wtrącania się - szczęśliwie nie doświadczyłam wtrącania się obcych. Ale "swoi", szczególnie bezdzietni, "dobrymi radami" też potrafią mnie z równowagi wyprowadzić.
    Pozdrawiam i dużo cierpliwości do "nadgorliwych" życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak ... "mamusia później ci kupi", "przecież jutro też przyjedziecie", "jak będziesz grzeczna to mama NA PEWNO ci kupi" ... "jutro na pewno pójdziecie na sanki to pojedziesz z nami w kuligu"... kurde! Moja sprawa co i kiedy kupię, dam, gdzie pójdę lub kiedy i gdzie pojadę z dziećmi! Czemu ja mam potem tłumaczyć się dziecku z obietnic innych? Obiecywać choremu dziecku kulig to już przeginka! A następnego dnia ryk, bo przecież dziś miało być. Dzieci pamiętają!
    Też mnie to wkurza.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo tak, nic mnie tak nie wkurza jak 'mamusia ci kupi' ;/
    Kiedyś pisałam o takiej sytuacji ze starszą panią na placu zabaw. Strasznie nie lubię tego traktowania - ' a bo to dziecko jeszcze, to nie będzie pamiętać'.
    A guzik prawda! Właśnie, że pamięta i to dużo lepiej ode mnie czasami ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja mam te sytuacje jeszcze przed sobą, ale już wiem, że nie podoba mi się przekupywanie dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas właśnie się to zaczyna :/ Przez to nawet z mamą moją się popstrykalam w piątek, w Mikołajki... :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Zupełnie tak nie mam. Jak ktoś coś z obcych ludzi palnie, to nie zwracam uwagi. Jednym uchem wpada, drugim wypada. Może nawet coś w głowie zostanie, ale bardziej jako informacja, co jacyś ludzie sądzą na dany temat i tyle. nie uważam się za najmądrzejszą na świecie, to inni mogą mieć rację, nie zawsze ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to nie chodzi o moje odczucia, ale o to, że ktoś obcy obiecuje coś w moim imieniu. A potem dziecko tego oczekuje ode mnie!
      Bo tak, można mi (Mamie) powiedzieć, że "w sumie to świetna zabawka i myślę, że mała by była z niej zadowolona). Ale wersji do Demolki "Mamusia NA PEWNO Ci kupi innym razem" to nie mogę zdzierżyć.

      Usuń
  7. Dzieci nie zapominają. Ja do tej pory czasem mojej Babci przypominam jak to mi obiecała watę cukrową jak będę grzeczna i nie kupiła. A ja byłam wyjątkowo grzeczna cały dzień. Miałam wtedy niecałe 4 lata i to pamiętam. Teraz ta sytuacja mnie śmieszy ale w dzieciństwie cały czas Babci mówiłam "obiecałaś". Tak więc najgorsze co może być to niespełnione obietnice.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam tak wredny wyraz twarzy jak ktoś podchodzi do mojego dziecka, że 9 na 10 osób odpuszcza sobie komentarze. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę pocwiczyc przed lustrem w takim razie ;-)

      Usuń
  9. Tak, tak, tak! Pierwszy raz weszłam na pani bloga i już się zgadzam:) Moje dziecię ma dopiero dwa lata, i przy głośnym okazywaniu swojego niezadowolenia, gdy schyla się nad nim jakaś kobieta - pocieszycielka - wrzeszczy jeszcze głośniej ! Robię wtedy minę typu - bez kija nie podchodź, ale czasami i to nie działa. Szanuję prywatność innych osób, i tego samego chciałabym dla siebie. Co do dotrzymywania obietnic - jestem tego samego zdania, nawet najmniejszy drobiazg obiecany - i nie dotrzymany grozi odebraniem nam wiarygodności w oczach dziecka, a to chyba jedna z tych rzeczy których boję się najbardziej :) Pozdrawiam serdecznie, i zapraszam do siebie - drzemki mojej miniaturki są dla mnie czasem na oddanie się pasji - lepieniu z modeliny :) tymonina-art.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. No i znów się z Tobą zgadzam. Nie cierpię. Ja tu próbuję czego nauczyć, wychować, a tu jakaś baba mi się nachyla nad dzieckiem i ciumcia, np. "A cio to chciałać , piłećke? Mamusia na pewno kupi..."

    OdpowiedzUsuń
  11. ja za to wyglądam na kilka lat młodszą niż w rzeczywistości jestem, więc sporo ludzi czuje się w obowiązku 'pomóc' mi wychować dzieci i udzielić niezbędnych dobrych rad.
    gryzę.
    żartuję, ale mam ochotę :)

    OdpowiedzUsuń