Niedzielne leniuchowanie
Ciepło. Bardzo. Jak na koniec grudnia zaskakująco ciepło.* Pogoda spacerowo-wycieczkowa. Tylko, ile można się po końcu świata plątać, jak tu nawet chodnik dobrem luksusowym. Dookoła błoto i zarośnięte chaszcze. Dlatego niedziele, gdy tylko się da, to wyjazdowe są. Żeby coś zobaczyć, żeby odróżnić dzień od innych. Żeby nie zwariować w zamkniętej przestrzeni z prawie dwulatką ciekawą świata. Bo potem przychodzi taka i trudne pytania zadaje.
-Maminku! Kto oprawia książki?Tak... Próba wypowiedzenia słowa "introligator" przez dwulatkę to kosmos. Ale zawzięta jest. Języka nie połamała. Potrafi już.
W każdym razie, żeby z domu wyjść, Demolka obiecaną miała wycieczkę. I było wypatrywanie, czy auto już pod bramę podstawione. Bo przecież opcji poczekania w domu to nie ma. Trzeba już, teraz, natychmiast, bo wrzask, histeria i "nie maltretuj mnie mamo!" wykrzyczane tak, że ludzie idący ulicą patrzyli się dziwnie. Zaczynam się przyzwyczajać. Taki sobie bunt dwulatka podobno. Dalej żyję nadzieją, że kiedyś to przejdzie. Nawet jeśli potem bunt trzylatka, czterolatka, nastolatka... Kiedyś przejdzie.
Z niecierpliwości udało się nawet Demolce zepsuć lampki zawieszone na balkonie. Nie wiem jak. To talent jest. Specyficzny, ale talent.
![]() |
Cel wycieczki się spodobał. Szopka. Wielka. Ruchoma. Wszelkie owieczki, baranki, woły, osiołki i inne takie. Kominiarz na dachu, drwale z piłą, konie z wozami. Co tylko może chcieć dwuletni człowiek. A wszystko się rusza, przemieszcza, zmienia. Nawet żłóbek się kołysał, dzięcioł stukał w gałąź, a narciarze zjeżdżali ze stoku. Wszystko ręczna "dłubanina". Wieloletnia praca. Pasja w to włożona.
I nic, że Demolka wydarła się na kościelnego, który po godzinie to chciał jednak szopkę wyłączyć, zamknąć kościół i iść zjeść ciepły rosół.
Nic, że o mało nie zwaliła chłopca ze schodów, bo bezczelnie zasłaniał. Tak na oko, to z 5-letniego chłopca... Takiego, którego Tatuś fanem Demolki to raczej nie zostanie.
I tak stwierdzam, że lubię takie niedzielne leniuchowanie w wersji z atrakcjami.
I nic, że Demolka wydarła się na kościelnego, który po godzinie to chciał jednak szopkę wyłączyć, zamknąć kościół i iść zjeść ciepły rosół.
Nic, że o mało nie zwaliła chłopca ze schodów, bo bezczelnie zasłaniał. Tak na oko, to z 5-letniego chłopca... Takiego, którego Tatuś fanem Demolki to raczej nie zostanie.
I tak stwierdzam, że lubię takie niedzielne leniuchowanie w wersji z atrakcjami.
*wizja śniegu w kwietniu serio mnie przeraża!

.jpg)



















mnie też przeraża - przypomina mi się zeszłoroczna Wielkanoc ze śniegiem... szopka śliczna :) u nas niedziela spędzona w domu ale też często robimy sobie wypady żeby się nie nudzić :)
OdpowiedzUsuńDemolka wygląda tak anielsko w tej sukience :)
OdpowiedzUsuńPozory kochana ;-)
UsuńU was piękna pogoda, a nas prawie z domu wywialo ;) Pomysł z szopka rewelacyjny, sama bym chętnie sobie pooglądała bo ostatni raz widziałam takie cudo w ósmej klasie podczas wycieczki do Krakowa ;)
OdpowiedzUsuńJa miałam bliziutko. 15 minut od domu ;-) Ale cudna jest... I to wspominanie jak bardzo się rozrosła od czasów mojego dzieciństwa...
UsuńTeż myślę, że w kwietniu śnieg będzie bankowo...
OdpowiedzUsuńLeniwe niedziele to najlepsze co może się przydarzyć w tygodniu :)
OdpowiedzUsuńŚliczna szopka! My byliśmy w kościele, gdzie stoi taka zwykła, nieruchoma, a i tka była wielką atrakcją dla Julki!
OdpowiedzUsuńZdjęcia nawet w połowie nie oddają jej uroku :)
UsuńZmiany na lepsze. :)
OdpowiedzUsuńJa też boję się przedszkola Calineczki ;)