Kraków ŁAŁ i inne sobotnie szoki

01:19 Elenka 13 Comments

Nie wyrabiam. Uczelniane sprawy spadły na głowę* i czasu totalnie brak. Jednak dziecko to dziecko i czasu rodzica potrzebuje. Więc sobota była nasza. I żeby nie ciągnął komputer, książka i inni złodzieje czasu konieczne było wyjście z domu. Do Krakowa! Na ŁAŁ. Już drugie nasze. Pierwsze strzałem w dziesiątkę były. Tutaj tez się nie zawiodłam. 

Szok pierwszy: Demolki nie znudziło siedzenie przez godzinę w autokarze. Mnie za to znudziło się czytanie Kopciuszka i innych baśni Perraulta. Przez godzinę.

Szok drugi: Przeszła 3 kilometry bez marudzenia - jednak karmienie łabędzie i kaczek to nie lada motywacja.

Szok trzeci: O ile w domu brudzi się co chwilę dosłownie, tak nad Wisłą kazała się nosić, bo "gołąbki wśtlętne, kupsko zlobiły. Butki pobrudzą się!". A że Kraków jaki jest, to wszyscy wiedzą, to miałam 13 kilo na rękach, a potem długo wrażenie, że ramiona mi gdzieś odpadły...

Szok kolejny: Jak mi co chwilę ktoś mówi, że Demolka śliczna, urocza i grzeczna to się zastanawiam o kim Ci ludzie gadają? Moja Demolka? Ta co to goni po domu i drze się, że jest "czalny nindzia"? Cóż, przynajmniej poza domem buduje wizerunek słodkiej królewny. A ja chodzę dumna jak paw. 


A teraz kilka, dosłownie kilka zdjęć... Goniąc za Demolką na robienie więcej nie było czasu. Wystawców mnóstwo, niektórych już spotkałam, inni poznani po raz pierwszy. Mnóstwo sów, dresu, ale też rzeczy totalnie innych. Naprawdę fantastycznych.



Demolka co chwilę ciągła do Burr sprawdzać, czy sowy się już obudziły :P

Zośki Mamooni na spacer chciała wyprowadzać...

A w łóżeczku goszczą teraz "drewniaczki" od Malandia i "gwiazdkowa gwiazdka"

*bo sukcesywnie odkładane na ostatnią chwilę

13 komentarzy:

  1. też byłyśmy na łał.
    mam takie nieodparte wrażenie, że rzucili belę dresu i każdy z niej coś zrobił. jestem fanką dresowości, ale bez przesady. każda firma miała w swej ofercie coś z szarego dresu, niby designerskie, a takie same jak na stoisku obok. trochę mnie to wkurza.
    zaopatrzyłyśmy się tylko w spineczki i gumeczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szary dres i sowy na minky w tysiącu odmian ;-)

      Ale u Sus.ka, czy K. Sokół dresu nie było. Ale to specyficzny styl i zdecydowanie nie codzienny...

      Usuń
    2. u k. sokół bluzeczka mi się mega podobała, ale 149 zł jednak szkoda ;)

      Usuń
    3. Boli ta cena. Bardzo. Zwłaszcza jak się pomyśli, że dziecko zaraz wyrośnie...

      Usuń
  2. Halo! zrobiłaś mi zdjęcie i nie zagadałaś? :(

    Ja tylko sprawiam złe wrażenie, ale jestem w gruncie rzeczy raczej sympatyczna :D

    my nie mieliśmy niczego z szarego dresu ani sów na minky! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I Wasze Stworki nie spały :D
      Ech, ja goniłam za Demolką... I próbowałam wybić z głowy pomysł szukania Ciekawskiego George'a pod Waszym stolikiem :P
      Ostatni raz bez dodatkowego opiekuna się wybrałam. Ostatnio Małż był, to łatwiej miałam. I mogłam z każdym pogadać...

      Usuń
  3. Faktycznie teraz sowy są wszędzie numerem jeden i najlepiej sprzedającym się produktem. Sami mamy w domu aż trzy różne sówki :) Może się znudzić i wtedy, ktoś odkryje coś nowego :) Mi bardzo się podobają Wasze zakupy. Gwiazdka jest mega!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. No i Elu, zobacz jaką Ty masz grzeczną i poważną kobietkę w domu! Złota dziewczyna ;)

      Usuń
    2. Ja mam jedne... Na minky, bo w apaszce ;-) Ale jak ich tyle widzę to mnie nudzą... I chcę dla nas szukać czegoś innego. Czego inni nie mają :D
      Jakbyś na Nią spojrzała w tej chwili to byś przestała wierzyć w urok grzeczności... :P

      Usuń
  4. dres i minky, zdecydowanie wszędzie:) choć ja lubię, to jak się robi przesyt, to zaczynam zmierzać w inną stronę:) a na łał miałam ochotę się wybrać, tyle, że zaraza naszego domu opuścić nie chce...ehh ale Demolka buduje swój image jak mój B. bo wszyscy sądzą, że On taki grzeczny....:)

    OdpowiedzUsuń
  5. O matko, jak ja dawno nigdzie autokarem nie jechałam. :) Ciekawe jak moje młode by to zniosły. Chociaż ostatnio godzinkę w pociągu zniosły... no powiedzmy, że zniosły.
    Demolka, dobrze kombinuje. Skądś to znam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z zamkniętymi oczami wybieram sowę-termofor, ależ przydatna na zimowe wieczory i noce. A i maleństwo lubi ciepło, więc nie tylko mamusia będzie zadowolona ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham Krakow, szkoda, że tak daleko mieszkam. :)

    OdpowiedzUsuń