Mama na studiach

11:49 Elenka 22 Comments

Dawno, dawno temu, gdy (jeszcze nie) Małż oświadczył się Matce odbyła się ważna rozmowa. Po rozważeniu tysięcy za i przeciw postanowione zostało, że chcemy zostać rodzicami. Pomimo nieskończonych studiów, pomimo wielkich planów zawodowych Matki...
Łatwo nie było, ale plan się udał. Magiczne kreski pojawiły się na dwa miesiące przed zakończeniem pierwszego stopnia studiów. Wielka radość Matki i Małża. Zszokowanie rodziców, którzy początkowo obawiali się całkowitej rezygnacji ze studiów. Niedowierzanie koleżanek, bo jak to? Dla nich ważne były studia, praca, kariera, ale dziecko? Na pewno nie teraz, może za parę lat... Mama z indeksem? No nie...

Pojawiły się kłopoty, leżenie, oszczędzanie się. Przekładanie obrony, bo "skoro ciąża zagrożona to dopiero po porodzie! Jeszcze nam Pani na sali rodzić zacznie, a to nie uczelnia medyczna!". Obrona z miesięczną Demolką czekającą z Małżem pod drzwiami. Między jednym karmieniem, a drugim...  
Zbyt szczęśliwa to jadąc na Matczyną obronę Demolka nie była

Powrót na uczelnię jak Demolko 9 miesięcy miała. Zgodnie z planem. Po roku przerwy. I wiecie co? Pomimo strachu jak to będzie, pomimo trudności, Matka nie żałuje. Bycie mamą studentką ma sporo plusów.


Wykładowcy, czasem przez palce spojrzą jak lekarz, kontrola, czy wyjątkowa akcja wypadnie. Cóż, ekonomiści, to wiedzą, że "kiedyś Ona mi grosz do emerytury dołoży". Są i tacy, co w razie potrzeby gabinety na przewinięcie, czy nakarmienie małego ssaka w spokoju udostępniali. 
Dziekanat, który na rękę idzie i zezwala na miliony modyfikacji planów zajęć. Indywidualny tok studiów ułatwiający życie.
Pani Babcia, która chętnie z Demolką zostaje.*
Studenci przyjaźnie nastawieni, co to notatkami wspomogą, gdy trzeba. Tacy, co to przez ramię zerkają, bo "A zdjęcia nowe masz? Pochwal się! Nakręcisz ją?".


Normalne, że nie zawsze jest łatwo i kolorowo. Ale ze wszystkim można dać radę. 
Noc zarwana przez Demolkowe wycie? Mówi się trudno. Inni może przez imprezę zarwali.
Raport pisany z ząbkującym dzieckiem uwieszonym przy piersi? Wiedziała Matka na co się pisze. 
Że studenci jak na UFO patrzą, gdy przy wyjmowaniu notatnika z torebki wypadają klocki? Hmmm... Demolka wrzuciła. "Pobuduje mamusia".
Nauka tylko po nocach i w czasie drogi na uczelnię, bo dzień dla dziecka. 
Brak czasu na "życie studenckie", a przez to bycie obok grupy, a nie z grupą.
Umówienie się na pracę online, a tu jak na złość Demolka do 23 bryka, skacze i ma w głębokim poważaniu spanie. 
Czytanie książek w lesie, bo tam Demolka zajęcie ma, a Matka możliwość przejrzenia paru kartek. 
Wieczny pośpiech, bo tu projekt, tu kolokwium, tu stomatolog, tam pediatra. Zajęcia, których nie można opuścić. A jeszcze od 2 tygodni Demolka o nową kolorowankę prosi, bo wszystkie już wymalowane na dziesiątą stronę...
Doba zorganizowana w najmniejszej sekundzie, by ze wszystkim zdążyć.


Bycie mamą na studiach nie jest łatwe. Ale jest możliwe. Nawet na studiach dziennych. Da się. 
Bolą tylko zbędne komentarze typu:
"Trzeba było sobie dziecko robić?"


Przecież nie wszyscy mają te same marzenia. Przecież urodzenie dziecka nie oznacza definitywnego zrezygnowania z pracy zawodowej, kariery. 

A jak pójdzie Matka na obronę pracy magisterskiej to Demolka będzie znowu koło drzwi czekała. I tym razem świadomie już trzymała za Mamusineczka swojego kciuki!


*i lansuje się po wsi jako trendy babcia. Bez jej pomocy ciężko by było, bo żadna niania Demolce nie odpowiadała do tej pory

22 komentarze:

  1. Pewnie, że możliwe :) Studia zaczynałam z półrocznym Starszym, nie chciałam przerwy po maturze, bo się jej bałam - bałam się, że nie wrócę. W trakcie lic zaszłam w drugą ciąże, co by Starszy sam na świecie długo nie był - więc dyplom pierwszego stopnia odbierałam jako matka dwójki Juniorów. A za ciosem magisterka - bo bałam się przerwy. Przeszkodą był brak jakiejkolwiek babci czy dziadka pod ręką - byliśmy sami, ale Małżon obrotny i zaradny - dwójka maluchów nie była mu straszna :) Fajnie było ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas Małż pracował na drugim końcu Polski ;-)
      Pewnie, że jest fajnie - tylko ja mam pokolorowany notatnik, kredki w torebce ;-)

      Usuń
  2. Ja w tym roku zaczęłam studia. Nie żałuję :) Ale też jestem obok grupy, bo ciężko mi w nią wejść. Niektórzy, to ewidentnie jeszcze dzieci są ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja podyplomówke robiłam z Bąblem w brzuchu... Ha i to co nieraz wybiegając na przytulanki z Panią Muszla Klozetową. A teraz idę na kurs od grudnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 3 razy w ciągu jednego wykładu wychodziłam... Pierwsze tygodnie. Oj ciekawie było :)
      Powodzenia na kursie!

      Usuń
  4. Podziwiam i gratuluję determinacji Elu! :) Odważna z Ciebie kobieta!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakby mogło być inaczej - kobiety są silne :)
    Ps. Ja na swoją bałaganiarę czekałam półtora roku

    OdpowiedzUsuń
  6. hey, bravo!!! Wszystko jest możliwe:). U mnie było mniej więcej tak: skończony licencjat, ślub, praca i studia mgr, ciąża nr 1, studia, poród, studia, powrót do pracy, ciąża nr 2 (tym razem podwójna), studia, poród, studia i po studiach :). Studia II stopnia robiłam 4 lata, ale najważniejsze, że się udało. Tak jak ty studiowałam na dziennych. Obecnie jestem na urlopie macierzyńskim. Przed nazwiskiem mgr i trójka dzieci na koncie:).
    P.S. Obie ciąże planowane, ale liczba dzieci nas zaskoczyła hehe:)
    Pozdrawiam i w wolnej chwili zapraszam do siebie www.MAMAgaskar.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi ostatni rok został i chcę skończyć bez przerw.
      A co do zaskoczeń... Ja byłam przekonana, że dwóch chłopców będę miała. Nie wiem czemu... Silne przekonanie. A tu nie dość, że jedno to jeszcze dziewczynka :D

      Usuń
  7. Super! Podziawiam chęci, zapał i determinacje. Podzieliłabyś się trochę tą energią :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdyby nie to, że straciłam dwoje dzieci to też byłabym mamą na studiach :) też bardzo chciałam mimo, że dziewczyny patrzyły na mnie jak na jakąś szaloną... a życie i tak zweryfikowało plany i dało nam Krzysia po ukończeniu studiów :) podziwiam Cię :) i zawsze Ci to mówiłam, że jesteś bardzo silną kobietką :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej. Zdajesz sobie chyba sprawę, że i tak jesteś szczęściarą? Nie każda uczelnia (szkoła może tak) byłaby aż tak przychylna dla młodej mamy, a koledzy pozazdrościliby i notatek byś nie otrzymała. Cieszę się jednak, że nie wszędzie króluje zawiść i chamstwo.
    Wpadka zrujnowała mi życie, chociaż nigdy nie planowałam studiów, a kończąc pisać ostatni egzamin byłam w 6 miesiącu ciąży, ale byłam mega zła będąc przekonaną o tym, że kończy mi się kobiece życie. Nawet nie wiecie jak odżyłam po porodzie. Schudłam, zaczęłam regularnie ćwiczyć, kupuje sobie w końcu ubrania i kosmetyki, dbam o siebie i studiuje w angielskim collegu. Choć nie pracuję to wiem, że mogę wszystko choć to mój bąbel jest najważniejszy. Planuje już następnego brzdąca :D
    Trzymajcie kciuki tak jak ja trzymam za Was.

    Z dzieckiem nigdy łatwo nie będzie, ale da się i przy tym pozostańmy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdaję sobie sprawę :) Ale wiedziałam na jakiej uczelni studiuję, wiedziałam że wrócę na studia mając na roku swojego przyjaciela, który poratuje notatkami. Wiedziałam, że była grupa (będąca rok wyżej) wspomoże wiedzą i swoimi zasobami. Wiedziałam też, że nawet bez zgody dziekana i ulg uda mi się upchać zajęcia w 2-3 dni tygodniowo. Bo Ci profesorzy, którzy mnie już znali z pierwszego stopnia szli bardziej na rękę.

      Znam dziewczyny, które musiały zrezygnować z zajęć. Sama myślałam, że z jednym przedmiotem nie będę w stanie sobie dać rady... Jedna jedyna nieobecność (lekarz Demolki) spowodowała niechęć wykładowczyni i naprawdę niemiłe traktowanie. I to straszne jest! Wiem też, że było by mi o wiele ciężej, gdybym zaszła w ciążę np na pierwszym roku, czy drugim :) A tak? Skończyłam jeden stopień, przerwa i potem drugi. Dziecko ogranicza mój czas na "dodatki", ale jako studentka nie migam się od obowiązków (poza chodzeniem na zajęcia na różne grupy i pojedynczymi nieobecnościami) i realizuję ten sam program co reszta i tyle samo jest ode mnie wymagane. Czasami może nawet więcej, bo na wykładach (nieobowiązkowych) mnie nie ma.

      Trudno porównywać nasze sytuacje, bo Ty nie planowałaś ciąży, byłaś nastawiona na inne marzenia. U mnie ciąża była szczytem marzeń. Od początku postrzegana jako szczęście, a nie problem. Ważne, że obie się odnajdujemy w swojej rzeczywistości :)
      Dałaś radę i Ty! Chociaż start cięższy zdecydowanie niż u mnie. Brawo!
      Pozdrawiam i trzymam kciuki!

      Usuń
  10. Ja w tym roku zaczęłam magisterkę, i trochę żałuję, że miałam dwa lata opóźnienia, że nie zaczęłam po roku. Bo teraz to ciężko trochę jest mi się odnaleźć, nie dość, że mam dziecko jako jedyna to jeszcze dwa lata różnicy pomiędzy mną i resztą.

    OdpowiedzUsuń
  11. Sporo daje wsparcie innych i zrozumienie. U mnie tego później zabrakło i studiów nie dokończyłam :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Adamski w brzuchu pisał ze mną pracę magisterską, którą broniłam już sama miesiąc po porodzie, a on z tatusiem pod uczelnią w wózku jeździł i czekał :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz racje, dla chcącego nic trudnego :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ojej ale mialas ciezki czas. No ale faktycznie. Dla chcacego, nic trudnego. Pozdrawiam Cie serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Trzymamy kciuki za studiujące mamy. Czy możemy mieć prośbę o udostępnienie i wypełnienie ankiety? http://badania.zdrowe.org/index.php/233169/lang-pl

    OdpowiedzUsuń