Mity: Matka nigdy nie powie: Nie lubię swojego dziecka!
Oj tak... Prawdziwa matka tak nie powie nigdy. Ba! Nie pomyśli nawet. To fakt i prawda niepodważalna. A kto tak nie czuje, nie myśli to zły, wyrodny, paskudny i leczyć się powinien. Podobno.
Jeden z bardzo krzywdzących mitów... Przekonanie, że rodzic ma prawo żywić tylko pozytywne uczucia do dziecka jest straszne. Jedna myśl, że się ma dość, a już napędzające się myśli... Że zły rodzic, że jak to swojego dziecka nie lubić. Że wstyd. Depresja gotowa!
Matka pamięta oburzenie, niezrozumienie i pełne politowania spojrzenia, gdy wprost oznajmiała, że jest zmęczona, że wychodzi z pokoju, by nie uderzyć, że czasem ryczy z bezsilności i cieszy się, gdy Demolka zajmie się sama, czy z kim innym niż Matka. Że najwspanialszy moment dnia to jak już śpi dziecko. Że czasami Matka nie lubi Demolki. Nawet bardzo nie lubi.
Serio!
Bo jak lubić kogoś kto szarpie z całej siły za włosy tak, że ofiara już płacze z bólu? Albo gryzie tak, że krew leci?
Jak lubić, gdy pluje w twarz tym co w paszczy? Drze się całą noc? Kolejną z rzędu?
Jak lubić, gdy ulubiona sukienka tuż przed wyjściem zostaje ubrudzona? A po niej 3 kolejne.
Jak lubić, gdy człowiek ma wrażenie, że w tym całym rodzicielstwie gdzieś po drodze zgubił siebie i została już tylko zabawa klockami i wycieranie zasmarkanego nosa?
Wiele jest rzeczy za które dziecka można nie lubić.
Zanim zostaje się rodzicem, to człowiek się nasłucha. O tym, że o wszelkich niedogodnościach się zapomni w momencie zobaczenia dziecka. O morzu miłości i falach uwielbienia. O tym, że dziecko wszystko wynagrodzi.
Naogląda się człowiek filmów o dzieciach idealnych, słodkich fotek i rodziców, co to na FB wrzucają 5 milionów zdjęć uśmiechniętych dzieci i milion opisów, jakie wspaniałe i pełne szczęścia jest rodzicielstwo.
Poczyta jedną, drugą, trzecią blogerkę, której opisy miłości do dziecka zawstydziłyby św. Pawła i jego Hymn o miłości.
Tak, Matka wie, że w sieci spotkać można wiele ideałów. W życiu realnym takich, co to oburzeni będą "nie lubieniem" też spotka się mnóstwo.
Szkoda. Szkoda, że wciąż wstyd powiedzieć, że się swojego dziecka czasami nie lubi. Może to ułatwiłoby sprawę. Zmniejszyłoby stawiane sobie wymagania i plucie sobie w brodę za każdą negatywną emocję. Chowanie się po kątach, bo przecież dobra matka musi lubić swoje dziecko zawsze!
Tak. Normalny rodzic nie tryska 24h na dobę uwielbieniem dla dziecka. Traci cierpliwość. Wścieka się. Czasem i krzyczy. Nie rozumie. Nie potrafi sobie wytłumaczyć. Ma serdecznie dość wszystkiego, co związane chociażby pośrednio z dzieckiem.
Ale to, że się kogoś nie lubi nie wyklucza miłości. Matka kocha Demolkę. Mocno. Jednocześnie często ma jej serdecznie dość, nie chce jej na oczy widzieć. Nie lubi. Demolka Matki też. I Małż Matki czasem nie lubi. I Matka Małża. I Małż Demolki...
I to normalne jest!









Zgadzam się z Tobą w 100%! Właśnie przechodzę kolejną noc z rzędu z Synkiem, który nie wiadomo dlaczego zaczął się budzić w nocy po kilka razy z płaczem, a jak nie z płaczem to sobie gadać zaczyna po swojemu, a ja chcę spać! Mąż ma akurat w pracy nocki to sama z tym zostałam i naprawdę mam dość! Myślę, że każda matka ma takie uczucie czasem, że już ma dosyć swojego dziecka mimo iż je kocha, ale chce po prostu odpocząć! I nic w tym dziwnego i złego. Jak się człowiek nie wysypia, śpi po 2-3 godziny to niestety nie służy to ani matce, ani jej otoczeniu, bo (przynajmniej ja tak mam) chodzi się później całymi dniami rozdrażnionym i złości na pół świata, że zmęczenie i wogóle... A już szczytem złośliwości jest to, że Krzysiu teraz sobie słodko śpi... Nawet telefon mi spadł w sypialni i rąbnął, a On ani drgnie, ale jak tylko mąż do pracy pójdzie, a ja ledwo nogi przykryję kołdrą to się zaczyna mój nocny horror! Dlatego doskonale Cię rozumiem, popieram i ja się tego nie wstydzę, że się złoszczę na dziecko, nawet się do tego przyznaję w rozmowach z koleżankami, które też mają dzieci i doskonale wiedzą jak to czasem bywa...
OdpowiedzUsuńCała prawda. Amen ;)
OdpowiedzUsuńBardzo mądry tekst i podpisuję się rękami i nogami. Bo to tak jakbyśmy były zamknięte w klatce miłości czułości słodkości naszego dziecka. Akurat przeczytałam dzisiaj, dzisiaj patrzę - post jest jak dla mnie, po całym dniu, szarpaniny słownej, proszenia, gdzie moje włosy nie raz zostały wyrwane i paszczę musiałam trzymać dziewuszce z daleka, bo miałabym siniaki po ugryzieniu. Oj, tak. Dobrze napisane!
OdpowiedzUsuńJa coś ostatnio notorycznie wieczorami swojej nie znoszę ;) Mam nadzieję, że jutro u Was lepiej będzie!
UsuńMyślę, że bardziej nie lubimy pewnych zachowań dziecka, denerwują nas.
OdpowiedzUsuńBo tak ogólnie jako ludzi to lubię moje dzieci :-))
Prawda, że czasem jej nie znoszę i nawet wywożę na noc do babci :)
OdpowiedzUsuńI prawda, że o złych momentach się zapomina, bo przytuli, bo powie nowe słowo i znowu ją lubię i uwielbiam.
Boże!! Amen! Masz rację. Ile razy mówię zabierzcie tego bachora ode mnie bo mu krzywdę zrobię a nie chce. I ile razy spojrzą na Ciebie jakbyś była psychiczna. Bo powinnaś kochać, tulić i czcić swoje dziecko...Gówienko prawda!!...Każdy ma swoje granice wytrzymałości. I jak już się nie śpi 3 noc z rzędu, prosi posprzątaj zabawki z kuchni lub słyszy ciągłe darcie mordki, to serio można nie lubić, można się załamać...
OdpowiedzUsuńPiękny post pozdrawiam!
to chyba będzie moja bezpieczna przystań w sieci;P
OdpowiedzUsuńhaha, ja swoich dzieci i męża nie lubię ;)
OdpowiedzUsuńale za to kocham na zabój.
chyba usprawiedliwona jestem :)
A tam. Przecież usprawiedliwienie niepotrzebne :)
Usuńhehe dobre, dobre
OdpowiedzUsuńdokładnie, chyba każdy tak ma i ja nie uwierzę, że ktoś non stop jest szczęśliwy i zadowolony zajmując się dzieckiem 24h na dobę
ja nawet jak jestem w miarę wypoczęta to jak usłyszę jakieś marudzenie Olki to działa to na mnie jak na kogoś skrobanie w styropian i zaraz ciśnienie mi skacze - no kurka w końcu to już prawie rok tego słucham i człowiek ma czasami dosyć! :)
Ja to chyba częściej niż czasami ;)
Usuńwahałam się czy napisać to CZASAMI ;)
UsuńMacierzyństwo to ciężki kawałek chleba... nie znam nikogo kto by mówił że nie ma dość swoich dzieci. Ja mam dość codziennie o 20 i całe szczęście oni już śpią o tej porze
OdpowiedzUsuńOj, spotyka się i takich ;)
UsuńJa jeszcze nie mam swojego ale kiedyś zajmowałam się po 12 godzin dziećmi mojego męża brata. Byłam z nimi cały Boży dzień od przebudzenia po pójście spać i traktowałam je jak swoje i też czasem, ba nawet często miałam dość, serdecznie dość, bo ileż można mówić, prosić, a tutaj nawet krzyk nie pomagała a one stały, patrzyły z politowaniem na Ciebie i śmiały Ci się prosto w twarz... wrrr
OdpowiedzUsuńPewnie z Krzysiem jak się urodzi będzie tak samo. Dla mnie nie istnieją ludzie, którzy nigdy się na swoje dziecko nie wkurzyli, no chyba, że widzą je raz na ruski rok i to przez 5 minut. Wtedy może ono i jest najwspanialsze, najcudowniejsze i nieskazitelne...