"Dlaczego to dziecko tak płacze?!?"
Są takie dni kiedy wszystko na przekór.
Kawę Matka dwa razy posłodzi.
Kartę SIM ktoś Matce zablokuje, a kody zaginęły lata świetlne temu.
Demolka roztrzaska nos wychodząc po schodach.
Pralkę szlag trafi i zaleje całą łazienkę.
W wózku zaczną skrzypiec koła. A budżet kupna jakiegokolwiek innego nie przewiduje.
I jeszcze się wszyscy czepiają Matki "Dlaczego to dziecko tak płacze?!?"
Tłumaczenie, ze dziecko czasem musi popłakać nic nie daje. Że zęby, że bunt, że stawianie granic. Nie. Matka się dowiaduje, że "Matka i jej rodzeństwo tak nie wyli". Że chyba zła Matka.
"A dlaczego Jej nie pozwolisz? Czy Ona musi tak płakać?"
Wtedy Matka sama płacze. Że musi tu mieszkać, że nie może sama. Że Demolka nie może drzeć się tyle ile chce i potrzebuje, by wyjść na ludzi. Że wychowywać w 100% po swojemu nie może, bo wiąże się to z płaczem Demolki. A płacz to ZŁOOO.
Że lepiej było na 30 metrach, ale sami. Że tu się Matka winna co chwilę czuje. Że Demolka za głośno, że coś chce, że bałagan zrobi, że coś zepsuje... Że ugotuje Matka nie to, że zrobi nie tak, że problemem Matki ekipa trzyosobowa jest...
Są takie dni kiedy Matka pesymistka wszystko w czarnych kolorach widzi. Że zęby zaciska i wysyła setny raz CV w ciągu tygodnia. Żeby się wynieść. I być szczęśliwą Matką co to odwiedza kochającą rodzinkę raz na tydzień.









też tak mam a nawet gożej gdyż moja córka ma azs i swędziało , bolało dzień i noc a babcia zamiast mi pomóc tylko nażekała że ciąglę mała płacze że ma dość że ona się nie wysypia a co ze mną z dzieckiem nie ważne !! współczuje i rozumiem !! moi rodzice mieszkają na dole ja na piętrze czasem mam dość ale zasickam żeby i maże o mieśćie , o kawalerce w bloku ale SAMII !!!!!
OdpowiedzUsuńOj, AZS... Nasza kolejna bolączka :/ Chociaż u nas na szczęście dieta robi cuda. Tfu tfu, sterydy odstawione na razie.
UsuńCzłowiek by chciał sam, a tu nie ma za co. Może boli bardziej, bo wiem jak to jest mieszkac samej. Mieszkałam tyle lat. I teraz musiałam wrócic. Wewnętrzne upokorzenie z tego powodu czuję :(
Jakbym o swojej sytuacji czytala: moze Cie to pocieszy dlatego napiszę :) Przez 5 lat mieszkalismy z mezem sami, na wynajmowanym (kilka rqzy przeprowadzalismy sie, z zagranicy tez) ale jednak sami. Tuz przed narodzinami synka maz strqcil prace, ja niestety nie mialam w tamtej chwili ale maz zarabial na tyle ze moglismy z jednej wyplaty spokojnie zyc, wynajmowac. Tuz przed porodem przeprowadzilismy sie do moich rodzicow. Mieszkaja w duzym mieszkaniu w kamienicy, mamy duzy (25m2) pokoj, ale reszta dzielona z roszicami i moimi dwoma bracmi (19,20lat) .. Zawsze bylismy zrzyci i mielismy dobry kontakt, ale po zamieszkaniu razem popsulo sie troche.
OdpowiedzUsuńW kaDtm razie, ostatnio musialo byc cos w powietrzu bo tez maly plakal wieczorem a moi rodzice "juz nie mogli tego zniesc" i przyszli do nas go uspokajac, to koj synek zaraz chcial leciec do nich do pokoju rzucac pilka i biegac naokolo stolu.. a my od jego urodzenia mamy taki rytual ze jak umyty to mleko i zaraz spanie a przynajmniei wyciszanie, tzn tv wylaczone, leci muzyka (synek tanczy lub lezy i usypia do niej, bawimy sie ale w pokoju, czytamy, ogladamy ksiazeczki. do tego maz wraca z pracy i to jest twn czas dla nas kiedy choc troche czuje ze jestesmy we trojke tylko. Moi rodzice uparli sie ze wezma malego do pokou ale on tylko by sie rozbudzil, rozochocil w zabawie, bieganiu.. ogolnie zawsze siedzi w pokoju ale wtedy chcial isc biegac z pilka bo oni przyszlli do pokoju. plakal bo zeby, bo marudny, zdarzylam sie poklocic z mama, bo nazwala mnie "zimną" :/ a to nie jest tak ze my go siła trzymamy w lozku i ma spac, ale powoli wycisza sie, triche sie bawimy, oboje z mezem zajeci jestesmy nim w tym czasie.
U nich w pokoju otwarte okna i drzwi i przeciag od kuchni, tv na caly regulator. zreszta oni wzielo by go do pokoju, moh tata by go nosil choc synek ma 13 msc i sam dawno chodzi, biega a trzymanie go tylko go ogranicza. Mama moja - przez chwile zabawia malego a zaraz wgapia sie w tv i wola moich braci ze pobawili sie z malym.. Zreszta, bylo pozno, po 20 a on zasypia do 21 najpozniej. W takich chwilachjeszcze bardziej dobija mnie fakt mieszkania tu :/ Tez wysylam mase cv, duuzo ponizej kwalifikacji i wtksztalcenia, byle znalezc, wyprowadzic sie. maz ma prace ale juz nie tak dobrze platna. starcztlo by z jednej wyplaty na mieszkanie i rachunki .. a nakbrdziej boje sie zimu, znow woekszosc dnia w domu, jak maly w ciagu dnia chcesie bawic u nich to jestem zmuszona siedziec tam z nim. czlowiek sie tak meczy takom brakiem wlasnego kąta :(
przepraszam za literowki, z telefonu piszę. Tez w takie dni przeplacze pol wieczoru ze zlosci ze musze tu mieszkac. W ciagu dnia wiele razy lepie sie na tym ze mysle o tym, jak robila bym to co robie bedac z synkiem sama w domu - ide mu ugotowac, siedzi ze mna w kuchni i bawi sie, u rodzicow tak sie nie da, bo ani kuchnia przystosowana do dziecka (moja mama ma duzo pierdolek na wierzchu, malego trzeba miec caly czas na oku zeby nie zrzucil czegos itd, to ktos przejdzie z korytarza orzez kuchnie do salonu i synek zaraz za nim biegnie tylko ten ktos nie ma czasu akurat na bawienie sie z malym wiec ja musze przerwac, leciec za nim do salonu, wolac do kuchni bo siedzac w salonie i majac oko na syna, nie moge nawet kawy sobie zaparzyc a w salonie np duzy stojak z roslinami w donicach w ktore synek lubi rzucic pilka, to ich pranie rozwieszone a on biegnie pod suszarke i tylko patrzec jak ta zleci na niego.. U siebie wszystko byloby inaczej, zadnych donic w zasiegu..pilki, waznych papierow z pracy (dziadek) ktore maly moze sciagnac z ławy itd itp...
OdpowiedzUsuńax
To podobnie strasznie... 6 dni przed porodem wylądowaliśmy tutaj. Byłam pełna nadziei, że to na 2-3tygodnie. Ugrzęzliśmy już ponad 1,5 roku. :(
Usuńoj jak ja Was rozumiem ... my mieszkalismy prawie 8 lat sami na wynajmowanym, raz lepiej , raz gorzej było, ale zawsze sami i jakoś nam to szło... ale jak zaszłam w ciążę, to szef dał mi umowę tylko do porodu - nie było szans utrzymać się z jednej wypłaty więc zamieszkaliśmy u mojej babci... miało być super, ze tylko na chwilę, że pozniej dom wykończymy za krk i się przeprowadzimy (niestety teściowie mają mieć dół), ale ja już mam dość mieszkania tutaj i nie chcę zamieszkać z teściami - marzę o kawalerce nawet ale żeby być panią własnego domu, a nie ciąglę się podporządkowywac, albo słuchać ze cos jest nie po czyjejś myśli :/ ehhhh
OdpowiedzUsuńTulę... Ale nie odezwałaś się!!
OdpowiedzUsuńPs. Moja też marudna i też tak słucham...
Ja na szczęście wyemigrowałam na drugi koniec Polski, więc mam święty spokój dopóki jakiś doradca nie zadzwoni.
OdpowiedzUsuńRodzina mojego mieszka trochę bliżej, ale się za bardzo nie wtrąca (a jak już to gadają z moim, więc ja mam święty spokój).
Słyszałam za to wile historii o mieszkaniu z rodziną, a Wasze to tylko potwierdzają, więc mam szczerą nadzieję, że nigdy w życiu nie będę do tego zmuszona...