Matce się należy. Podobno.
Wszyscy (wszystkie?) narzekają.
A bo szacunku dla Matek nie ma.
Bo w kolejce nikt nie przepuści.
Bo nikt miejsca nie zrobi. Nie pomoże..
Nikt słowa ciepłego nie powie. Nieba nie przychyli.
Każdy syczy i jadem pluje. Każdy ma podejście "zrobiła se dzieciaka to niech cierpi i dupy nie zawraca".
Każdy syczy i jadem pluje. Każdy ma podejście "zrobiła se dzieciaka to niech cierpi i dupy nie zawraca".
Podobno. Podobno tak jest. Na necie wyczytałam. Ja tam nie wiem. Ja się nie znam.
Jak do tej pory narzekać nie miałam na co*. Jak trzeba to zawsze ktoś się znajdzie, kto zrozumie i ułatwi życie.
Ale...
Ale...
Stanie Pani Matka w kolejce i od razu wrzask, że Ona pierwszeństwo ma! I pcha się przed tego dziadowinę co to z jedną kawą już przy kasie stoi.
W autobusie rozsiądzie się na dwóch miejscach Mama z latoroślą 5-letnią i przez myśl nie przejdzie, że można miejsce zrobić ciężarnej.
Wszędzie roszczeniowa postawa, bo "mi się należy". .A z jakiej okazji? Dzieci są dla nas. Są nasze. Matek. Ojców.
I jak wymagać pomocy, udogodnień, szacunku skoro Matki (a raczej Rodzice, Opiekunowie) sami nie pokazują tego szacunku innym? Skoro nie pokażą dzieciakom, że innym można pomóc, ustąpić, że trochę empatii nie szkodzi. I że korona jeszcze nikomu z głowy nie spadła przez bycie grzecznym i uczynnym wobec innych.
Może mi dobrze z oczu patrzy. Może na dobrych ludzi trafiałam. Może na końcu świata mieszkam. Nigdy nie żerowałam na tego typu przywilejach "bo ja panie z dzieckiem...". Urodzenia Demolki za powód do nagrody Nobla nie uważam. Mam dziecko - to moja odpowiedzialność i obowiązek, bez publicznej egzaltacji... Jak wymiękam to zapytam. Poproszę. I rozumiem, gdy się ktoś nie zgodzi.
*rady i porady to inna kategoria jest









A to już jest druga strona medalu.
OdpowiedzUsuńTeż jakoś nigdy nie korzystałam z "przywilejów" (matki czy ciężarnej, typu ustąp pan miejsca ciężarnej przepuść w kolejce bo mam dziecko), jeśli naprawdę tego nie potrzebowałam. Ale jak tuż przed rozwiązaniem (żeby nie było że nie widać że cieżarna) w kasie "pierwszeństwo dla niepełnosprawnych i ciężarnych" ludzie mnie nie chcą przepuścić bo "trza było nie robić bachora" to już jest coś nie halo.
Byłoby idealnie jakbyśmy się wszyscy zastanowili chwilę nad losem drugiego człowieka- a może ten staruszek z kawą też się źle czuje i chce być już w domu, może kasjerka nie chce słuchać moich wrzasków że jestem z dzieckiem i mnie się należy, a może by pomóc tej lasce z wózkiem wnieść tę landarę do autobusu. Trochę zrozumienia dla drugiego człowieka.
A z dzieckiem wiadomo, czasem ciężko bywa i chce się tylko narzekać i marudzić :D
Ale po mnie to zazwyczaj spływa jak po kaczce. Zależy jak kto podchodzi do życia.
O właśnie. O takie popatrzenie na drugiego, a nie tylko na siebie i swoje dziecko mi chodzi. Bo można poprosić o pomoc, można ponarzekać, ale trochę umiaru i kultury w tym. Bo świat się wokół Matki i Jej potomstwa nie kręci. Ludzie mają też inne problemy i sprawy.
UsuńRoszczeniowa postawa to cecha narodowa Polaków a nie tylko matek :P
OdpowiedzUsuńNa każdym kroku spotykam się z podejściem 'bo mi się należy' u różnych ludzi i w różnych sytuacjach :|
A no nie tylko ;) Ale artykuł (i komentarze pod nim) odnośnie Matek mnie zmotywował do posta ;)
UsuńA o tym można by pisac i mówić i tak to nic nie zmieni pewnie ;/
OdpowiedzUsuńNo jak to, przecież matka wie najlepiej!! :P
OdpowiedzUsuńIlu ludzi - tyle opinii.
OdpowiedzUsuńAle jedno jest pewne - jeśli nie nauczymy, nie możemy mieć pretensji i przybierać postawę roszczeniową.
fajnie by było, aby niekiedy matka,m opiekunka czy niania dostąpiła pomocy, ale to nie chodzi o bycie matką tylko o sytuację, czasami i ojcu można pomóc, przepuścić, bo z małym dzieckiem na rękach przy kasie z jedną rzeczą.
OdpowiedzUsuńchodzi mi głównie, że są sytuacje kiedy miło by było dostać pomoc, ale z nie z racji bycia matką, a samej sytuacji.
Nie neguję w żaden sposób pomocy. Sama z niej korzystałam wielokrotnie, ale tego świętego oburzenia "bo mnie się należy!" nie zrozumiem nigdy ;)
UsuńKultury nam brakuje i tyle. W supermarkecie w kolejce to stratowac czlowieka potrafia, byle by do kasy sie dostac. Ja sie myja to jeszcze sie da przezyc, ale jak nie to oszalec mozna ;)
OdpowiedzUsuńA ja paskuda jestem, bo w drugiej i trzeciej ciąży zdarzyło mi się skorzystać z prawa pierwszeństwa w supermarkecie, a co? Po za tym zgadzam się, że co niektóre mamy w wielu sytuacjach życia przed urodzeniem i po robią z siebie męczennice i tego nie lubię...
OdpowiedzUsuńPrzez 38 tygodni ciąży nikt nigdy nie ustąpił mi nigdzie miejsca. NIGDY.
OdpowiedzUsuńNigdy o to nie prosiłam, chociaż rodziłam w sierpniu i na końcówce w upałach nie było lekko. Ale dla innych ludzi byłam niewidzialna.
Raz jeden kasjer (mężczyzna!) w H&M poprosił mnie do kasy poza kolejką. Teraz mam prawie 2-letnie dziecko i też nigdzie się z nim nie wpycham i niczego nie oczekuję. Też raz mi się zdarzyło jak stałam w kolejce w markecie z jednym soczkiem i Młodym w wózku że jakaś sympatyczna para mnie przepuściła bo sami mieli dużo zakupów. Ale już w Ikei stałam 20 minut w kolejce do kasy uprzywilejowanej (inwalidzi, ciężarne, ludzie z dziećmi do lat 3), mimo że przede mną żadna kobieta nie wyglądała na ciężarną i dzieci żadnych nie było.
Ania