Bez ładu i składu, ale ze strachem w oczach

10:17 Elenka 11 Comments

Miało być o czym innym. Miało być wesoło i optymistycznie. Z polotem. A będzie z tłukącym się wciąż sercem w piersi i przerażeniem zabierającym powietrze. Woda. Jeden z żywiołów. Nie do ogarnięcia. Dziś się Matka o tym brutalnie przekonała. A rano słońce było. Piękne. Chmury się gromadziły, ale nic katastrofy nie zapowiadało. Spacer był, Matka oplewiła jarzyny. Obsiekała nawet maliny ciesząc się, że taaakie piękne krzaki kwitnące z tych badyli, co to przywlekłam rok temu... 
Potem Demolka spać poszła, a Matka poleciała piechotą do Ciotki po mleko. Drugi koniec wsi. 30 minut... Tyle mnie nie było. Wracałam z deszczem siekącym z całych sił. I burzą z piorunami. Z 15 cm strumyka płynącego przy płocie zrobiła się rwąca rzeka, która zalała most. Nie mogłam się do własnego dziecka dostać... Dziecka, które panicznie się boi burzy!
W niecałą godzinę najadłam się strachu takiego jakiego nie doznałam od ponad roku*. Brat odcięty od domu w zalanej podstawówce. Ja odcięta od dziecka. Mama krzycząca z balkonu, bym nawet nie próbowała się do nich przedostać. Podwórko odcięte od świata. Mąż, brat w pracy, a droga nieprzejezdna. Straż wyje, ludzie krzyczą. Ktoś wpadł w nurt. Strażak zdążył złapać. Woda. Wszędzie woda. Woda przybierająca w tempie, jakiego nie byłam sobie w stanie wyobrazić. 
Fala opadła w miarę szybko. Zostawiła pobojowisko. Połamane ogrodzenie. Wszystko jest zniszczone... Całe uprawy. Wszystko pokryte mułem, gałęziami. Jedna wielka połać błota. A miało być ekojedzonko. A miało być taniej i zdrowiej.


Łącznie 2 godziny. Dwie godziny horroru**.

*3-miesięczna Demolka w szpitalu, zapalenie płuc, podawany tlen, zanikający oddech
**wie Matka, że szczęście, bo do domu nie weszło, że inni mają gorzej. Ale stanu emocjonalnego to nie zmienia.

11 komentarzy:

  1. kochana, co ja Ci napisać mogę.. jak Twoja Demolka? chrzań te warzywa, cholera jasna! ja się cieszę, że mimo wszystko nie w domu, że nie dotarło do środka, że cała i zdrowa jesteś, że to nie Ty w nurt wpadłaś... nie znam Cię, a mnie coś ścisnęło w sercu. Trzymaj się tam, mocno!

    OdpowiedzUsuń
  2. Demolka OK. Babcia wytuliła, wycałowała i nawet jagodzianki zrobiła na ukojenie nerwów Wnusi. Ale teraz odkleic się ode mnie nie chce ;) I coś czuję, że będziemy spały razem.

    OdpowiedzUsuń
  3. O jezusie... W zyciu bym nie pomyslala, ze tak Was zalac moze!! Wysoka ta woda okropnie!! Trzymajcie sie :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Matko! Tyle się słyszy w TV o tych zalaniach, podtopieniach, a człowiek nie myśli, że to może dotyczyć także blogującej mamy :(
    Ściskam!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Boziu Kochana! Aż wierzyć się nie chce że to tak szybko wszystko ... Jak woda? Opadła już całkowicie? Włosy mi dęba stanęły jak czytałam. Dobrze że z Demolką ok. I z Tobą. Czasem tak nie wiele trzeba ... brrr ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ciągu dwóch godzin przybrała i opadła... Fala. Wielka i zabierająca wszystko.

      Usuń
  6. Straszne.. jak w scena z filmu katastroficznego :( Nawet sobie nie wyobrażam co tam się działo w Twoim serduchu. Ale najważniejsze, że Demolka i Ty macie się już dobrze i jesteście razem. Trzymajcie się!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Okropność..dobrze, że dom cały! i Wy!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze ze Wam się nic nie stało..

    OdpowiedzUsuń
  9. Straszne, dobrze że nie stało się nic więcej.
    Aż się cieszę że u nas nie ma takich "atrakcji"...

    OdpowiedzUsuń