Wózek, chusta, nosidełko? Zagadnienia transportowe i o Demolkowej miłości słów kilka.
Matka właśnie przebyła 8 kilometrów w poszukiwaniu koni. Wieś, koniec świata, a koni jak na lekarstwo. No może z 7-8 na całą wiochę naliczyłam. Żaden blisko domu. Nie mogła się Demolka w psach zakochać? W kotach? To, to po każdym podwórku łazi. Ale nie... Matka musi targać Demolkę na drugi koniec wsi, bo "hetta ciem" (jak codziennie od pół roku) i wrzaski, darcia i czarna rozpacz. W każdym razie dziś weekendowo, relaksacyjne, o spacerach będzie. O dzieciotransporcie. Po mojemu.
Wózek był. W sumie to gondola fajna sprawa - nawet za kołyskę robił, zanim się Demolka łóżeczka nie dorobiła. Ale spacerówki to parę razy użyłam. W zeszłym roku, bo teraz ani raz. Na końcu świata ta z kompletu okazała się mało poręczna. Bo ani to do autobusu wpakować, w aucie sporo miejsca zajmuje. Teraz stoi sobie w ganeczku i sporadycznie Babcia Demolki go wyciągnie, by chleb z Demolką zdobyć z pobliskiego sklepu. Stwierdzam, że żałuję, że kupiłam zestaw. Mogła Matka (młoda, naiwna i nieobyta w temacie byłam) kupić samą gondolę, a potem najwyżej lekką jak piórko, malutką parasoleczkę nabyć. Bo zdaniem Matki, dzieć szczęśliwy jak może po gonitwie rozłożyć się jak jaśnie królewna i pozwalać łaskawie wieźć się tam, gdzie nogi (lub konieczności) Matkę poniosą. Zwłaszcza w lecie, gdy zbyt ciepło na tulenie się na rękach.
Chusta była. Tkana. Zdobyczna. I pałam do niej miłością wielką i nieskończoną. Wszelkie bariery architektoniczne przestają mieć znaczenie. Niedawno na plecach się naumiałam wiązać i jest szał! Lasy okoliczne nam niestraszne! Ostatnio nawet ziemniaki tak sadziłyśmy. Scena jak z Afryki dalekiej, ale cóż robić było. Demolka zmęczona bieganiem padła, a położyć Jej gdzie nie było. Zwiać z pola też nie wypadało (jak się jeść chce, to i pomoc mile widziana, nie?).
| Źródło: zawsze pomocne google |
Ale tylko w chuście sobie nie wyobrażam dziecka chować. Zwłaszcza na wsi, gdzie czasem to niemowlę padło na spacerze. Daleko od domu. A przy rozwiązywaniu wrzask i histeria, bo dzieć delikatny i wrażliwy. I jednak chyba wygodniej spać na równym, niż na kimś... I chłodniej, zwłaszcza w letnie upały.
Była i przygoda krótka, acz namiętna z nosidłem. Mięciutkim, wiązanym, bo te wielkie plecaki turystyczne z przegrodą na dziecko to mnie straszą! "Wisiadła paskudne", jak to nasza rehabilitantka podsumowała. W sumie to malutkiej Demolki sobie nawet w tym miękkim nie wyobrażam. Ale dla 11 miesięcznej panny spisywało się super.
I tak przyznam, że mi się czasem to nosidło (mei tai) marzy jeszcze. Tylko wąż z kieszeni syczy, że przecież niedługo Demolka sama kilometry przebywać będzie... Że chusta jest. I że zbędny wydatek. I że lepiej konia kupić i na nim na spacery jeździć. Razem. Chociaż obawiam się, że wtedy Demolka gotowa zrezygnować ze spacerów. By całować, głaskać i rozpływać się w zachwytach...
A jak u Was to wygląda? Też wszystko się przydaje? A może w mieście inaczej?









ja jestem właśnie na etapie myślenia o tym.
OdpowiedzUsuńmoże na chustę się w przyszłości zdecyduję, albo nosidło. sama nie wiem, zobaczę co czas pokaże.
Zdecydowanie polecam chustę :) Zwłaszcza jak planujesz aktywne wycieczki w miejsca gdzie wózkiem nie wjedziesz: sklepy, góry, transport publiczny.
UsuńJa chusty nie mam, pozostałe rzeczy tak.
OdpowiedzUsuńWózek - zależy gdzie, najlepiej na spacer, a nosidełko to można ręce urwać jeśli chodzi o noszenie, bo trzeba wziąć pod uwagę waga nosidełka+waga dziecka.
Chusta - zastanawiałam się nad nią, ale jednak nie, bo ja rzadko wychodzę z dzieckiem sama na zakupy, szczególnie teraz jak waży już ponad 9kg, więc dodatkowe ręce przydają się.
W domu sadzam w leżaczku, albo kładę na łóżku.
Zależy od potrzeb :)
To jakie masz nosidło, jeśli mogę zapytać? Mnie przy MT nic nie bolało... A Demolka wtedy blisko 10kg ważyła i to zima, więc grube ciuchy obie miałyśmy. Waga cała na plecy i biodra szła :)
UsuńMam chustę tkaną i używałam przy pierwszym dziecku. Była rewelacyjnym rozwiązaniem na wakacyjnych wycieczkach z maluchem.
OdpowiedzUsuńTeraz tez mam zamiar korzystać przy młodszym.
U Nas tylko nóżki. Jak muszę dalej i koniecznie na szybko coś załatwiać to uda mi się w wózek młodą wsadzić, ale na krótko. Wózek właśnie lekki i mały dosyć :) Moja mała jest anty-chustowa. Ale MT super :) Korzystamy w terenie, niezbyt często. Rowerek też działa ;)
OdpowiedzUsuńWidzisz Demolka ma konie, a BUNT ma żaby...
A też całuje? Może księcia już szuka :P
UsuńOby znalazła fajnego, bo inaczej do domu nie wpuszczę :P
Usuńu nas wózek i nóżki.
OdpowiedzUsuńmamy nosidło, używaliśmy parę razy na spacery rok temu, gdy Emilka była jeszcze mała i dała się nosić i była lżejsza.
ale i tak najwygodniej mi z wózkiem.
A ja prawie cały czas w chuście nosiłam (albo narzeczony). W wózku to tylko w lecie na spacer do parku, bo jak trzeba było coś załatwić to też w chustę motałam.
OdpowiedzUsuńChusta rządzi! To znaczy wózka też używamy, ale jak mogę zabrać albo wózek albo chustę to wybieram chustę, bo jest dużo bardziej uniwersalna ;) nosidła nie próbowałam i chyba już nie będę próbować...
OdpowiedzUsuń