Matko terroryzm?
Nurtu filozoficznego ciąg dalszy. Natchnienie Matkę dopadło.
Matka matką została z chęcią i nadzieją na cudowne chwile. W końcu wszędzie pokazują kwiatki, misie i serduszka. Sesje brzuszkowe, ochy, achy, motylki i inne uroki różowo-błękitnego świata.... To się nabrałam... A tu? Dwie kreski i leżenie. Czasu dużo było, to zaczęłam czytać. I coraz bardziej myśleć. I bać się. Boż to nie plac zabaw jest! To wojna regularna! IRA, Al-kaida, ETA, Tamilskie Tygrysy i im podobni niech się schowają!
Matka matką została z chęcią i nadzieją na cudowne chwile. W końcu wszędzie pokazują kwiatki, misie i serduszka. Sesje brzuszkowe, ochy, achy, motylki i inne uroki różowo-błękitnego świata.... To się nabrałam... A tu? Dwie kreski i leżenie. Czasu dużo było, to zaczęłam czytać. I coraz bardziej myśleć. I bać się. Boż to nie plac zabaw jest! To wojna regularna! IRA, Al-kaida, ETA, Tamilskie Tygrysy i im podobni niech się schowają!
O kim mowa? O najbardziej zaciętych wojownikach naszych czasów! Matkach! Bomby mają ekologiczne, gazowe, władają toksycznym jadem nazywanym radą - "ja wiem lepiej, bo ja Matka jestem!".
Krótka (i stereotypowa) charakterystyka skrajnych ugrupowań:
1. Ekomatka, stara szkoła
-ciąża: unikać leków, lekarzy, medycyna jak ognia! Nawet jak skurcze w 5m-cu. Zioła wystarczą!
-poród: naturalny, bez znieczulenia, w domu (z psem, kotem, mężem, teściową i kto tam jeszcze zameldowany), położna niekonieczna. Na CC nie zgadzać się nawet przy złym ułożeniu dziecka i problemach. Za wszelkie propozycje ingerencji medycznych straszyć sądami i pluć jadem!
-karmienie: cycek! tylko i wyłącznie. Jak najdłużej. Na żądanie. Jak 20h przy cycku, to też trzeba. Karmienie publiczne - zawsze, wszędzie. Potem BLW, jedzenie tylko domowe.
-higiena: zakaz używania kosmetyków (w mleku własnym kąpac podobno trzeba), pieluchy wielorazowe, baaa... bez pieluch! noworodki uczymy korzystania z toalety
-wychowanie: dziecko chce, dziecko ma. Dziecko zabiera się wszędzie, bo ma potrzeby społeczne. Spanie z dzieckiem. Chusta, nosidło. Tylko Matka może się zając dzieckiem! Nikt inny. Do pełnoletności najlepiej.
-otoczenie: nie uwzględniać. Pod żadnym pozorem! Liczy się tylko Matka i Dziecko i ich potrzeby! Gadać o pieluchach, rozstępach, cyckach i nawracać!
Hasła propagandowe:Matko cierp w imię rodzicielstwa!
Cycek dobry na wszystko wszędzie!
Lekarze to tumany!
Bo ja Matką jestem!
Ekologia!
2. Kobieta! Przez duże K! Taka co zniewolić się nie pozwoli!
-ciąża: witaminy garściami, gdy tylko dwie kreski się zobaczy należy zażyć tabletkę na mdłości, zgagę, kręgosłup witaminy, krem na rozstępy
-poród: CC! Na życzenie. Jak naturalny to ze znieczuleniem zewnątrz oponowym, gazowym i dożylnym jednocześnie. Jak w 2h nie urodzi, to żądać CC.
-karmienie: mleko modyfikowane, słoiki, butelki, kaszki i gotowce do minimum trzeciego roku życia. Pod żadnym pozorem nie dawać dziecku nic do ręki! Tylko wg list, schematów i porcji. Z rozpiską co do ml i co do minuty. Ciastka? Pisze, że po 6m-cu, więc jak zje całą paczkę to nic się nie stanie.
-higiena: pampersy, kremy, pudry, zasypki, oliwki, chusteczki. Nocnik? Panie w przedszkolu nauczą! Nie? To może w szkole...
-wychowanie: Wózek. Dla niani/babci/opiekunki. Matka pracuje. 2h po CC. Brudne dziecko źle na zdjęciach wygląda! Dziecko śpi samo. Ma przestać się budzić w nocy... A zaczęło? To źle!
-otoczenie: Jakie otoczenie? Dziecko z nianią w domu. Rodzice dziecka nie zabierają nigdzie. O dziecku nie rozmawiają. Nawet, gdy ktoś pyta. Zdjęcia pokazują (przez nianię zrobione).
Hasła propagandowe:
Praca w domu to nie praca, a lenienie się!
Nie chcę zwisów! Mam mm!
Jestem kobietą, a nie Matką!
Wygoda!
Jak nie masz milionów to nie decyduj się na dziecko!
I stąd myśli... Czy faktycznie tak jest? Czy to krzykacze? A może większość Mam nie należy do żadnego ugrupowania? I nie ma czasu na zajmowanie się walkami, wrzaskami, nawracaniem, bo ma na głowie dziecko, pracę, chłopa, dom i tryliard innych spraw? Nie próbuje oczywistych rzeczy wpisać w jakieś "filozofie i metody".
Próbowałam siebie wpisać siebie w punkty. Wyszło tak:
-ciąża: leki, witaminy. Doktor kazał, brać trzeba było...
-poród: naturalny, z dożylnym (nie zadziałało - menda jedna), z oxy, dłuuugi
-karmienie: piersią. I mm. Więcej piersią. Karmienie w miejscach publicznych, ale nie publiczne! Potem, trochę słoiki, trochę domowe. Trochę w łapę, trochę łyżeczką. Wszystkiego. Takie byle jakie, niezdecydowane stworzenie z Matki.
-higiena: kosmetyków mało, bo drogie - krzywda się nie dzieje. Pampki, nocnik od 6-7 m-ca, bo się Matce źle robiło od pieluch.
-wychowanie: sen w łóżeczku (Matka walczy usilnie o to), wózek, chusta, ręce... Brudasa Matka nie chce - pralka chodzi 3 razy dziennie. Zakazy, zgody, tłumaczenia (po sto razy). Wkurzyć się i krzyknąć też się zdarzy.
-otoczenie: wleczenie ze sobą dziecka tam gdzie go chcą. W domu się nie zamykamy.
Hasła propagandowe:
A odczepcie się ode mnie wszyscy i żyjcie swoim życiem!
A jak jest u Was? Też spotkałyście na swojej drodze terrorystki? :)









Też spotkałyśmy :) Haha zmieniłaś styl pisania?? Bo mi się kojarzy z jakimś blogiem, ale nie jestem pewna czy z tym co mi w głowie siedzi ;)
OdpowiedzUsuńSama nie wiem :) Chyba dalej szukam swojego stylu :) Piszę o tym co mi po głowie łazi (aż w szoku jestem, bo z założenia miał byc tylko o Olinku blog), ale to wszystko nas dotyczy... To nie są przypadkowo znalezione w necie opinie - miałam nieprzyjemnośc z każdą z tych "racji" spotkac się osobiście. Czy to w necie, gdzie się udzielam, czy to w realu. Wczoraj mnie Baba wkurzyła naskokiem, że "jak mogłaś przestac karmic?!?" i tak wyszedł post...
UsuńW tej chwili nie, bo jak na razie to siedzę w domu i mnie ludzie nie widzą, jak wyjdę to może się jakieś znajdą co to wiedzą lepiej ;)
OdpowiedzUsuńja raczej mało takich spotykam, bo jestem tu sama, bez rodziny. dlatego tez dziecko wszedzie ze soba zabieram i robie to co chce i to co ja uwazam za sluszne ;)
OdpowiedzUsuńWyszło mi że jestem z Twojego obozu :P
OdpowiedzUsuńA krzykaczy zawsze spotkasz, gdzie się nie ruszysz.
Mnie jakiś czas temu taka jedna zwyzywała za cc, mimo że wiedziała że bez tego ani ja bym najprawdopodobniej nie przeżyła, a Młody na 100% nie. Ale co z tego, umieraj, ale ródź naturalnie! ;)
Hehehe, to założymy trzecią grupę ;)
UsuńZ miłą chęcią Cię podczytuję ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do siebie ;)
Straszne ale prawdziwe. Obóz drugi dziwnie mi się z siostrą skojarzył. Do trzeciego to ja się zapisuję. Nie dlatego żebym z jakimiś złotymi radami miała problem to ukróciłam już przy pierwszym dziecku, a opiniami innych średnio się przejmuje. Bardzo natomiast podoba mi się swoboda w nim panująca.
OdpowiedzUsuńJa sporo z pierwszego spotykam ;) ale i drugi mnie nawracac próbował... Może za dużo z dzieckiem się szwendam i za dużo okazji do spotykania ludzi mam :D
UsuńObcy ludzie to obcy ludzie, ale jak rodzina po tobie pojedzie to wtedy dopiero załamka jest. Ja np. od mojej siostry (z którą mam dobry kontakt, naprawdę! to nie tak, że się nienawidzimy, bardzo się kochamy, więc nie wiem co jej do głowy strzeliło...) usłyszałam po jej odwiedzinach, gdy Hubert miał 5-6 tygodni, że ona się bardzo dowartościowała przy mnie, że jest zajebistą matką, a ja traktuję mojego syna gorzej od kota(!!!) A wiecie co ją skłoniło do takiej konkluzji? Bo nie budziłam dziecka do karmienia co 3 godziny :D Tylko wychodziłam z założenia, że dziecko jest "zaprogramowane" na jedzenie i się nie zagłodzi. I jak poczuje burczenie w brzuszku to się obudzi i wtedy ja otworzę bufet ;) Rozpisała mi nawet godziny, o jakich powinnam karmić, wyliczyła ile jej zdaniem Młody ściąga z cyca (napisała, że 30 ml!) i ile powinnam podawać mleka modyfikowanego (dawałam cyca i mm, bo H. trochę za mało ważył według lekarki i mi kazała, chociaż teraz uważam to za błąd, bo po miesiącu takiego karmienia przytył prawie 1,5 kg!) I co Ty na to?
OdpowiedzUsuńStrzeliło Jej do głowy zapewne, że jest Mamą dłużej, więc NA PEWNO wie lepiej :)
UsuńSama byłam pacyfikowana przez ciotki, kuzynki, mamę, teściowa i wszystkich na około :D Baaa... Nawet sąsiadki chciały opiekę społeczną wzywać ;)
Rozumiem Twoją sytuację w 100%!
A wcześniej jeszcze była moja mama z ojcem w odwiedzinach i też "złote rady" słyszałam od niej. A jak jej ojciec zwrócił uwagę, że sama dobrze wiem, co mam robić to była awantura i obrażenie się na niego :P Najpierw tydzień czasu dupę truła mama, później były dwa tygodnie odpoczynku i przyjechała w pakiecie z siostrą też na tydzień :P
OdpowiedzUsuń