Rola mamy?

02:57 Elenka 0 Comments

Co blog to natrafiam na ten temat... Do startu w konkursie nie czuję się gotowa, ale zbyt dużo myśli krąży w głowie by ich nie zapisać. Temat "Mama" przychodził do mnie falami:
Jako mała dziewczynka marzyłam o wspaniałej trójeczce dzieci - chłopiec i o dwa lata młodsze bliźniaki, z tego przynajmniej jedna dziewczynka o imieniu Ola.
Będąc nastolatką chciałam robić karierę, być kimś. Doszłam do wniosku, że jak będę kiedyś myśleć o dzieciach to dopiero z ugruntowana pozycją zawodową, po 30. Ale powtarzałam, że ja dzieci po prostu nie chcę. Że wystarczy mi zajmowanie się rodzeństwem i kuzynostwem.
Historia trywialna... Jako 18-latka dowiedziałam się, że dzieci to sfera marzeń nieosiągalnych dla mojego organizmu. I właśnie wtedy poczułam, że "jak to?", "dlaczego?", "ja chcę!"
Zaczęłam moją walkę. Walkę o bycie mamą. Miałam obok siebie człowieka, który o dzieciach marzył zawsze i wspierał mnie całym sobą. Chociaż ja byłam gotowa odpuścić sobie nasz związek. Bałam się, że unieszczęśliwię M nie mogąc Mu dać dziecka. Byliśmy chyba jedynymi 20-latkami, którzy by wariowali ze szczęścia zaliczając wpadkę ;) Tak łatwo nie było. Po drodze mnóstwo badań, leków, łez, wizyt i upokorzenia w czasie odwiedzania kolejnych lekarzy.
Doczekałam się cudu w wieku 22 lat. Dwie najwspanialsze kreski świata i totalne szaleństwo o 5 rano :) mój prezent urodzinowy. Odliczałam każdy tydzień. Za każdy dzień tej ciąży dziękowałam Bogu i kochałam swoje dziecko nawet gdy jeszcze Go nie było. Nie przeszkadzała mi konieczność leżenia, kłucia się, bólu, kontroli i leków. Nawet porodu się nie bałam :)
Niestety poród wspominam źle - było ciężko. Wiedziałam, że warto ale nie radziłam sobie sama ze sobą, z bólem. Byłam zbyt zmęczona ciążą, jej końcówką i długim porodem. Początki z Córką też nie były łatwe. Kochałam z całego serca, ale babyblues robił swoje. I tak życie z wszystkimi jego odcieniami toczy nam się już ponad rok. Czasem siedzę na łóżku, patrzę na Nią i zatapiam się w swojej miłości do Niej. Są dni kiedy mam ochotę wyjść i schować się przed Nią. Są też takie, gdy mam ochotę Ją udusić :) Na szczęście przeważają te pierwsze - pełne dumy, radości, śmiechu i miłości.
Do dziś nie zawsze się odnajduję w roli mamy. Czuję wyrzuty sumienia, że jestem w domu, a nie pracuję. Że nie zawsze mam wszystko wysprzątane i zrobione na błysk. Że czasem mam ochotę usiąść i płakać, gdy kołysząc płaczącą Córkę na kolanach, jedną ręką głaszczę niesforną czuprynkę, a druga piszę projekt na uczelnię (z nieodłączną stertą ciuszków do uprasowania w tle). Rola mamy nie jest łatwa. Słodko i różowo to jest chyba tylko w kolorowych magazynach. Ale nie zamieniłabym tych wszystkich trudności na niebycie mamą. Jestem Mamą cudownej Córki i jestem z tego dumna! Chociaż na chwilę obecną jestem na etapie "ja więcej dzieci chyba nie chcę"
Wiem, że bycie mamą mnie zmieniło. Jest ktoś ważniejszy ode mnie. Zatrzymam się nad każdym psem, kotem, robalem... Uważniej patrzę na świat. Mam cierpliwość po dziesięć razy powtarzać to samo zdanie. Wycieranie mokrego nosa, uślinionego pyszczka, czy brudnych łapek w świeżo ubraną bluzkę nie doprowadza mnie do białej gorączki ( no chyba, że jest to 5 minut przed przyjazdem autobusu wiozącego mnie na ważny egzamin). Potykanie się o zabawki, czytanie wieczorem bajek zamiast ukochanych powieści. Konieczność perfekcyjnej organizacji każdej minuty mojego czasu. Wejście w rolę mamy mnie zmieniło, ale cieszę się z tego. Bez tych zmian, albo ja byłabym sfrustrowana, albo moje dziecko nieszczęśliwe z zapatrzoną w siebie matką egoistką. A najprawdopodobniej obie wersje na raz.


0 komentarze: