Mleczna droga

08:22 Elenka 0 Comments

Oficjalnie pożegnałyśmy karmienie piersią.
Z jednej strony ulga, że poszło tak łatwo, a z drugiej żal... Bo już skończyło się bezpowrotnie takie przytulanie, wyjątkowa bliskość... Czas, gdy leżałyśmy ze sobą na łóżku, a Olka patrząc mi w oczy piła sobie mleko. Pocieszenie, jedzenie, picie - to cały świat był dla Niej bardzo długo!
Muszę z tej okazji pochwalić moje dziecko. Raz wytłumaczone, że mleko się skończyło i zero dopominania. Sama sobie mówi, że "nie ma mleeo, nie ma ciycia".

Karmiłam przez wspaniałych 13 miesięcy i jestem z tego dumna! Z tego, że podjęłam walkę i chociaż nie było nam łatwo, nie poddałam się. Że nie słuchałam tych, co mi mówili "daj butelkę, po co się będzie dziecko męczyć". Córka dostawała mleko modyfikowane, nawet często. Rzadko nam się zdarzały dni bez butelki, ale podstawą była pierś i jestem szczęśliwa z tego powodu. To wyjątkowe przeżycie i cieszę się, że było mi dane go doświadczyć.
W moim bliskim otoczeniu nikt nie karmi. Nie wierzę w nagłą niewydolność kobiecych organizmów. Jestem przekonana, że większość mam, gdyby się uparła to byłaby w stanie chociaż kilka tygodni, czy miesięcy karmić.  Nie każda, są takie co walczyły i się nie udało, są takie co z wielu przyczyn nie mogą karmić  Ale wszechobecne tłumaczenie "nie najada się" do mnie nie przemawia... Sama przeszłam przez brak pokarmu, zapalenie piersi, kilkugodzinne "wiszenie" dzieciaka, okresowe zaniki mleka. Mój upór na szczęście dziecka nie skrzywdził.
Nadszedł czas na zakończenie "współpracy". Stresy, niewyspanie - to wszystko spowodowało zmniejszenie się ilości pokarmu. Zresztą i Ola po zaprzestaniu jedzenia w nocy wołała o pierś 1-2 razy na dobę, czasem i nawet tyle nie. Teraz, po tygodniu od ostatniego karmienia stwierdzam, że moment był dla nas obu idealny. Piersi się ani przez moment nie buntowały, dziecko potraktowało rozstanie spokojnie i bez nerwów.
Plan zrealizowany w 100% - karmienie do roku, nie karmienie "dużego dziecka". Ola świętuje teraz co wieczór kubkiem mm, a ja wypiłam lampkę wina. Pierwszą od maja 2011!



0 komentarze: