Córka to specyficzna sprawa. Kokardki, sukienki, bajki o księżniczkach. Zakupy wspólne...
-Mamo! Oszalałaś?!? To mi podrapie włosy!
-Kochanie. Nie krzycz. W sklepie jesteśmy. Nie krzycz na mnie. Nie podrapie. To olejek. Odżywka taka. Żeby włoski były miękkie i się dobrze czesały...
-Oszalałaś... Na obrazku są kolce! Kolce drapią! DRAPIĄ! A drapanie szarpie włosy. I boli!
Gdyby spojrzenie mogło zabijać to temu ochroniarzowi z Rossmanna już dawno by "Anielski orszak" śpiewali. Że też się nie zakrztusił, skoro mu tak wesoło było. Wszystko wszystkim, śmiech rozumiem, ale paluchami pokazywać?!? Demolka wie, że palcami niegrzecznie. Całą dłonią pokazuje. Albo stopą jak ma kaprys taki.
Chwilę mi zajęło przekonanie Demolki, że z tego aloesu to tylko sok wzięli, a nie kolce. Co to aloes, gdzie rośnie i inne dziwne rzeczy też tłumaczyłam. Chwała Małżowi co mi sensowny telefon ostatnio kupił, bo mogłam na bieżąco zdjęcia z neta pokazać*. I tak gadałam, gadałam, obrazki pokazywałam. I chyba nie przekonałam do końca. Wkładając pudełko do koszyka usłyszałam krótkie:
-No dobra, dobra... Ale Ty smarujesz pierwsza!
*jak dawniej ludzie sobie radzili z miliardami dziecięcych pytań bez wujka Google pod ręką, to ja nie wiem...
Jest na świecie jedna rzecz... Strachem mnie napawa. W sumie to paniką bardziej, bo zawsze kończy się wrzaskiem, krzykiem, płaczem i wręcz paraliżem.
Tak, jestem z tych, co to na najmniejszego pająka wyciągają odkurzacz, a potem wciągają do rury żwir z chodnika, żeby dobić drania.
Tak, to ja wybiegłam z przeraźliwym* krzykiem i przebiegłam pół wsi, gdy u kolegi terrarium zobaczyłam. Z ptasznikiem. Okropnym. A miało być miło i sympatycznie. Jakkolwiek to nie zabrzmi, to się uczyć mieliśmy. To jakoś przed maturą było.
I mieszkam w domu... Nad rzeką. I te potwory najokropniejsze tu się czasem pojawiają ku mojej rozpaczy.
A wszystkie potwory wychodzą nocą... Pomimo tego, że co wieczór cały pokój odkurzony tak, że test białej rękawiczki szanownej Perfekcyjnej to pikuś jest.
Mikrozawał. Cała seria. Panika totalna, gdy się lampkę włączy, żeby znaleźć tego komara co nad uchem bzyczy, a się zobaczy na ścianie cień koszmaru. Wstrętnego koszmaru na łóżeczku Demolki. Łażącego po barierce... Blisko tego malucha śpiącego spokojnie. Za blisko, by pędzić po odkurzacz.
Jestem bohaterem swojego domu! A przynajmniej czuję się jak bohater, pokonałam swój przeraźliwy strach. Zatłukłam! A potem porwałam Demolkę i tuliłam... Do rana. I nic, że poduszka mokra od łez. Udało mi się! Samej! Obroniłam dzieciaka!
I... I chyba, gdyby chodziło o mnie to bym uciekła tylko. A dla niej dałam radę. Bo obiecałam, że zawsze zrobię wszystko żeby bezpieczna była.
*Podobno. W sumie to w jakimś transie byłam i sama siebie nie słyszałam.
Czasem trudno znaleźć dzieciakowi zajęcie. Zwłaszcza, gdy na place zabaw daleko, gdy w rodzinie maluchów nie ma, a u sąsiadów to tylko nastolatki, lub emeryci.
I dlatego cieszę się, że u nas biblioteka taka, a nie inna. Że nawet w wakacje coś dla dzieciaków zorganizowane. Że dzieci książki posłuchają. Porysują, poprzekrzykują się. W klasy pograją. Wiecie, że pierwszy raz w życiu w klasy grałam? Za moich czasów, jakkolwiek to brzmi, to się w gumę skakało... I nic, że my dorosłe niby mamuśki i bibliotekarka miałyśmy więcej śmiechu od dzieciaków. Dzieciom nie przeszkadzało! Nic, a nic nie przeszkadzały im nasze wygłupy!
Dlatego wystarczyło mi krótkie hasło: Zajęcia z Pippi. I tyle. W domu krótkie opowiedzenie Demolce historii, żeby wiedziała o co biega, drucik w warkocze, piegi kredką do oczu i jest. Moja mała Pippi z koniem pod pachą, kolorowymi podkolanówkami i uśmiechniętą miną. Bo są dzieci, bo jest zabawa, bo wycinanie i klejenie.
A Demolka, chociaż najmłodsza zazwyczaj, szkrab taki plątający się starszym pod nogami wyjścia do biblioteki uwielbia. To zaangażowanie, gdy starszym wizję psuje, tfu... Udoskonala! Kłócić się i swoje racje udowadniać próbuje. Ze społeczeństwem się pozarodzinnym oswaja. I obserwuje. Naśladować chce. Wycinanie, klejenie, rysowanie. Czy to tworzenie domku dla Pippi, czy wycinanie łat na sukienkę, żeby bardziej bohaterkę przypominać.
Takie wakacje w bibliotece. W sam raz dla Demolki, która średnio 15 razy dziennie woła "Maminku! A poczytaj mi troszku..."
