Za dużo bajek.
Za dużo bajek o księżniczkach... Zbyt wiele. Czasami myślę, że im bardziej kolorowe dzieciństwo, im bardziej bajkami i załatwianiem wszystkiego za dziecko jest przepełnione, tym większe pretensje do życia potem. No bo jak to?!?
W bajce było "a potem żyli długo i szczęśliwie", a tu chłop ma pretensje, kobieta PMSa, a dzieciak to chyba skok rozwojowy. Piąty w tym tygodniu.
W bajce było, że książę przystojny, a królewna piękna, urocza i cnotliwa*... W życiu się człowiek pochoruje, poplami i nie raz wygląda jak "idź i nie wracaj"... Królewna zaczyna rzucać talerzami i wrzeszczeć. Skarpetki zaczynają się walać po podłodze, a kwiatki to tylko od wielkiego dzwonu. I to nie zawsze... Bo czasem nawet przypomnienie własnoręcznie w telefonie ustawione nie wywoła kwiatków. Nawet życzeń okolicznościowych nie wywoła. Co najwyżej zdziwioną minę, bo "my serio ślub 18-tego braliśmy?"
W bajce serwowanej przez media dzieci są słodkie i urocze, a tu wrzaski, nieprzespane noce, gryzienie, drapanie i targanie za kłaki. Choroby i zmartwienia też. Chęć mordu popełnionego na dzieciach, lub samym sobie też się znajdzie czasem.
W idealnym, bajkowym świecie nikt nigdy w dresie nie łazi (no chyba, że markowym), nie pierdzi, nie ma dość, nie narzeka. Każdy cudny, czysty i wyglądający jak bóstwo. Nawet o poranku. Nigdy problemów nie ma. No może czasem wredna teściowa czarownica się trafi. Dla urozmaicenia sytuacji. Żeby nudno nie było.
Ja rozumiem ponarzekać! Rozumiem marzenia o bezproblemowym życiu. Każdy czasem musi. Nie da się inaczej. Ale na wymuskanego superidealnego księcia z bajki to ja bym swojego nie zamieniła, bo po tygodniu by mnie szlag z nudów trafił. Do pałacu też bym się nie przeprowadziła. Na życie bez wyzwań, bez problemów się nie zamienię! I jak słyszę osoby, które praktycznie nic (poza narzekaniem na wszystko), nie robią, to aż mi słabo. Po co tyle energii na narzekanie i doszukiwanie się niesprawiedliwości na świecie tracić? Dlaczego nie przemienić jej w energię do działania? Szukania rozwiązań swoich problemów? Na przekucie w pasje, zainteresowania. Na szukanie pozytywów i "kopa" do działania? Na bycie szczęśliwym człowiekiem pomimo swoich problemów, a nie dopatrywanie się tylko kto ma więcej, kto ma lepiej i szukanie niesprawiedliwości w tym...
*cokolwiek by to miało znaczyć









O przekuwaniu marudzenia w pozytywną energię i u mnie było wczoraj :) Dobrze napisane. Jak to mawia mój Ślubny - od samej słodyczy każdy by się... w każdym razie zrobiło by się niedobrze :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Będę czytać na pewno.
UsuńA Mąż ma rację. Ja też tak mówię czasem :)
Mądrze prawi! Polać jej! (tego też w bajkach nie ma)
OdpowiedzUsuńA przynajmniej nie w tych co nam opowiadali :)
UsuńTeż racja ;)
UsuńBardzo się z Toboą zgadzam. Marzenia i fantazja to dobra rzecz i choć czasem sobie wyobrażam, że idę pod rękę z Bradem Pittem to jednak z chęcią wracam z marzeń do realnego bruneta jakiego posiadam. I do tego małego mieszkanka bez balkonu i do braku ogródka i do wszystkich niedogodności, które po swojemu kocham. Tylko trzeba sobie zdawać sprawę, że życie nie jest bajką, ale może być równie piękne jeśli je zaakceptujemy z plusami i minusami jakie oferuje.
OdpowiedzUsuń