Wyzwanie wakacyjne.

01:52 Elenka 7 Comments

Swego czasu miałam zapędy, by ćwiczyć z dzieckiem. Bo to tak pięknie wygląda, integruje i w ogóle cudne, wspaniałe i niepowtarzalne jest. Wyszło jak wyszło. Nie wyszło. TU o tym pisałam. Moje dziecko też miało zapędy - za wszelką cenę chciało mnie wyćwiczyć. 
Potem podejść i prób miałam mnóstwo. Z tym, że ja to mam problem. Duży. Wiejski typowo. Słomiany. Okropny słomiany zapał, który zawsze przeszkadzał i po 2-3 tygodniach* dawałam sobie spokój. Odpuszczałam. A bo, dzieciak za bardzo daje w kość, a bo okres, a bo siostra żony wujka coś tam. Zawsze sobie jakąś wymówkę znalazłam. No i cóż... Samotne ćwiczenie nie działa motywująco. Jest nudne. Żmudne. A fakt, że do swojej wagi żadnych zastrzeżeń nie mam wcale mi nie pomaga. Ot próba ujędrnienia i robienia czegoś dla siebie. Za dzieckiem nie gonię, bo z psem goni. Po podwórku. Wybieg stosowny. Chuda jestem, ale chuda to ja zawsze byłam. Tyle, że wcześniej gratis wysportowana byłam. A teraz Demolki nosić nie trzeba, gonić za nią też niespecjalnie, bo ma psa i wujków. I to moje wysportowanie coś się zjadło. Zeżarło wręcz. Odczułam to boleśnie jak ledwo chodziłam po kilkunastu kilometrach na rowerze... Przez 3 dni odczuwałam. Boleśnie sobie uświadomiłam, że do sypialni po siedemnastu schodach wyjść muszę. Wiele razy w ciągu dnia muszę. 
Zaczęłam kolejne podejście. Z nadzieją, że wytrwam chociaż miesiąc. Trzymajcie kciuki, by Mel B i Tiffany mnie przekonały do treningu. Wszystkie ćwiczenia prawie bez zadyszki. Prawie bezbólowo. Tylko te nogi... Po pierwszych 3 dniach ćwiczeń na nogi mam ochotę chodzić na czworakach. I to wcale nie przez ulubioną ostatnio zabawę Demolki w galopujące kucyki!



*no, ok... częściej po 4-5 dniach

7 komentarzy:

  1. Powodzenia! (dla siebie po cichy też :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja walczę ze swoim słomianym zapałem... Powalczmy razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten słomiany zapał to najgorszy z wrogów. :)

      Usuń
  3. Sle dobra energie i trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To są właśnie uroki macierzyństwa...każda z nas ma jakąś wizję relacji ze swoim dzieckiem...rozmyśla na ten temat...ważne jest, aby cały czas dążyć do realizacji tej wizji...pomimo trudności :)

    OdpowiedzUsuń