Uroki wsi

23:55 Elenka 11 Comments

5 rano. Tu się człowiek poprzeciągałby na łóżku, poprzewracał na drugi bok, ale wstaje. Klnie pod nosem, ale wstaje. Idzie, z poczuciem obowiązku. Bo przecież potem za gorąco, bo przecież potem Demolką się trzeba zająć, bo nad ranem najmniej owadów... Bo nie chce potem wyrzutów sumienia mieć na widok zgiętych pleców Pana Dziadka, który godzinami pracuje, "żeby dziecko miało świeże, domowe, bez chemii". 

Wścieka się człowiek na każdą pojedynczą trawkę. Na ten okrutny fakt, że to syzyfowa praca, bo zanim doprowadzi się do porządku jedną stronę działki, to druga zaczyna wołać o ratunek. I tak ciągle. Cały czas. Brzydzi się tymi wszystkimi robalami, nie cierpi ziemi oblepiającej palce. Ale przecież Dziadkom Demolki całkiem zostawić się tego nie da. To nie w porządku by było. Zwłaszcza, że Demolka pierwsza do jedzenia. Zwłaszcza, odkąd Demolka sama na poszukiwanie skarbów się wybiera. Bo kto zna lepsze skarby jak zielony groszek prosto z ogródka? Marchewkę młodą samodzielnie wytarganą z ziemi? Kto wie, ile radości daje dziecku możliwość samodzielnego przyniesienia do obiadu pietruszki, cebulki, czy innej zieleniny. 
Jak ja uwielbiam te dialogi
-Demolka co na podwieczorek?
-Jadłam już...
-A co?
-Owocki... Porzeczki, jagódki, poziomeczki i tjuuuuśkawki. Sama znalazłam!



To zaglądanie z niecierpliwością kiedy kolejne krzaki i drzewa swoje owoce dadzą. Kiedy coś nowego będzie na tyle dojrzałe, by mogła zerwać i przy wspólnym gotowaniu wykorzystać. Świeże warzywa i owoce przy każdym posiłku. Prześciganie się w pomysłach na smaczne jedzonko. Ulubione gofry Demolki z sosem owocowym, czy może naleśniki? A może pierogi z truskawkami polane jogurtem poziomkowym? 
Z tego wszystkiego już dwa tygodnie czekolady nie zjadłam! I dla tej Demolkowej radości wstaję. I będę wstawać. Zęby zaciskać i zginać plecy razem z Panem Dziadkiem obok. I wywracać oczami na "mieszczuchów", widzących same zalety wsi też razem z Panem Dziadkiem będę.
Tylko potem... Potem i tak wyłożę się na leżaku obok pluskającej się w basenie Demolki. Jedną ręką będę wyjadać świeże owoce i warzywa z miski, a drugą książkę trzymać. I z pełnym przekonaniem twierdzić, że to sytuacja idealna jest i nic więcej mi do szczęścia nie trzeba.




11 komentarzy:

  1. Pozazdrościłam :) Ale wiesz, to taka zazdrość motywująca. Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  2. O ja cie to Wy wszystko w tym ogródku macie??? :) Mmmm pychotka. U mnie na razie są poziomki i troszkę truskawek, potem będą wiśnie i czereśnie i borówka. A jeśli chodzi o warzywa to nic ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy jakieś 4 ary tego "ogródka" . Nawet ziemniaki tam rosną. Plus osobno sad z krzewami i kilka drzew owocowych: )

      Usuń
    2. To zazdroszczę, ale nie pielenia ;)

      Usuń
  3. o takim gofrze marzyłam nad morzem, a owoców dostała jak na lekarstwo :/
    zawidołam się.

    OdpowiedzUsuń
  4. O tych zarośniętych działkach to ja coś wiem :) Moja zarośnięta i muszę sie wybrać, żeby ją trochę przerobić :)

    OdpowiedzUsuń
  5. I takie ogródkowe smaki pamięta się latami! :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. mniam od razu bym wszystko zjadła, szkodam że ja nigdzie na wieś nie mogę pojechać :O
    Pozdrawiam

    mama-julii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj na pewno wygląda smakowicie ;D Szkoda tylko, że ubezpieczenie mieszkania
    już mnie w tym miesiącu wypruło z kasy :/

    OdpowiedzUsuń