Poradnik: Jak jeść (i upiec) najlepsze jagodzianki na świecie?

00:34 Elenka 10 Comments

Wymagania sprzętowe: 
-jagodzianki prosto z pieca
-kubek mleka
-dziecko robiące "pokaz"

Sposób wykonania:
Najpierw jakieś 30 minut pytań. 30 minut jagodzianki siedzą w piecu żeby "najlepsiejsze" być. 
-Mamo już? Ale już? Ale długo jeszcze?!? 
Potem 5 minut skakania wokół stołu. Wiecie... Te okrzyki, ruch przyspieszają studzenie się. I oczywiście nie może braknąć:
-Mamo już? Ale już? Ale długo jeszcze?!? Ale ja chcem!
Następnie kładzie się jedną jagodziankę na talerzyku, obok kubek letniego mleka i się patrzy.
Dziecko najpierw skubie skórkę z góry. Skoro nie parzy, to łamie na pół. Wyciąga paluchami ze środka calutkie nadzienie*. Żeby było dokładniej to wylizuje ze środka resztę. Zostało samo ciasto? Super! O to chodziło! Teraz trzeba przysunąć bliżej kubek mleka. Bułka do kubka i do buzi. Ważne żeby też pomlaskać trochę, ciut narozlewać. I zjeść tak jeszcze ze 2-3 jagodzianki za jednym zamachem. Z pięciu kolejnych wyjeść nadzienie. 

Efekty:
Rzucenie się na mamę, wycałowanie i stwierdzenie, że "to najlepsiejsze, ulubione jedzonko na świecie!".
No i strojenie min do lustra. Bo przecież fioletowy język to zabawna sprawa. Najzabawniejsza! Zwłaszcza jak się uda mamę po policzku polizać takim fioletowym, "potworowym jęzorem"...
****
A żeby Wam to umożliwić to dla odmiany, zamiast wniosków Wam przepis zostawię. Taki co to w ostatnich dniach mogłabym piec bez przerwy... Dla nas idealne. No może jedną wadę mają. Ile bym nie upiekła to zawsze mało. A piekę z proporcji dla armii. Armii nastoletnich facetów. Spokojnie mi 2 wielkie blachy jagodzianek, takie na szerokość piekarnika, wychodzą. Z 50 bułeczek. Cóż, taki standard. Przepis Babci, a ta dzieci miała sporo... U nas też wiecznie wygłodniałych domowników nie brakuje...

Składniki:
  • 10 dkg drożdży
  • szklanka ciepłego mleka
  • 2 łyżki cukru
Wymieszać, czy jak to Demolka powiada wyknysiać, i zostawić na plus minus 10 minut. Żeby rozczyn ruszył. 

  • 5 żółtek
  • 2 jajka całe
  • 1 szklanka cukru
Zmiksować. Aż będzie pyszny, słodki jasny krem. W proporcje jest wliczone, że dzieciak wsadzi łapę, żeby paluchy móc potem oblizać. Tylko potem trzeba się streszczać, bo wliczone tylko jednorazowe "próbowanie" co dzieciakom się nie podoba.

  • 1 kg mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka soli
  • cukier wanilinowy
  • 1 stopiona i ostudzona kostka margaryny
  • szklanka ciepłego mleka
  • 1/2 szkl oleju
To co sypkie to do gara. A potem już same przyjemne sprawy. Dołek w środku i wlewamy rozczyn i krem jajeczny. Ciasto wyrabia się naprawdę przyjemnie. Następne w kolejności są u mnie niepoprawna politycznie margaryna, bo ja tej z murzynkiem używam, i mleko. Wlewane na przemian i porcjami. I wyrabianie. Tak, aby ciasto samo od ręki odchodziło. Długie wyrabianie. Zabawa dla tych co lubią. Ja lubię. Takie mordowanie ciasta mnie relaksuje. Zawsze to lepiej ciasto mordować, niż dziecko... 
W każdym razie, na samym końcu idzie olej. I znowu wyrabianie. Tym razem krótkie, żeby się ten olej do już wyrobionego ciasta wtłoczył. 
Czysta ściereczka na garnek i czekanie. Tak, z godzinę, żeby urosło ze 2 razy. 

Potem zostaje już tylko zamykanie jagód w cieście. Do jagód można cukru domieszać, ile kto lubi,. Łyżeczkę grysiku dodać, żeby lepsza konsystencja nadzienia była. Dziecko pilnować trzeba w międzyczasie, żeby nie wyżarło wszystkich jagód... Chociaż z porzeczkami też są super. Dzięki Demolce ostatnio sprawdziłam... Pół litra jagód pożarła zanim się obejrzałam... A miała spróbować tylko!

Gotowe bułeczki układa się w dużych odstępach na blaszkach, delikatnie smaruje rozkłóconym białkiem i piecze w 170-180 stopniach przez 30 minut.




A! Jako, że to mój ulubiony przepis na ciasto drożdżowe to jest wypróbowany na milion sposobów. Jako placek pod owoce i kruszonkę też jest super. I do makowca zawijanego, zwanego u nas wężem vel snake`usiem też. Takie uniwersalne, miękkie, niewysychające i pyszne. I najlepsze na jagodzianki. 


*Ważne! Bez umorusania całych paluchów i buzi jedzenie się nie liczy!

10 komentarzy:

  1. matko, zaadoptuj mnie ;)
    uwielbiam ajgodzianki. te teraz to juz nei to samo, co kiedyś.
    na psy zeszły :/
    najlepsze były te nad morzem, a teraz popcorn, prażynki i piwo sprzedają :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam, ale te ze sklepu to nie są smaczne...
      :)

      Usuń
  2. Ooo mnie tez zaadoptuj i Bąbla. Chcemy jagodzianki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Upiekłam raz, ale niezupełnie jagodzianki tylko nadzieniem były śliwki węgierki i maliny, bo to miałam akurat w ogródku :) Przepis na ciasto miałam z gazety. Malinowe nadzienie rozlewało się, a te ze śliwkami były ok.
    Ja uwielbiam pierogi z takimi owocami - truskawkami, jagodami mmmmmmmmmmmmmm pycha! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dajesz "mokre" owoce do środka to dobrze do nich odrobinę kaszy manny dać- smaku nie zmienia, a konsystencja o wiele lepsza :)

      Usuń
  4. Najsmaczniejsze jakie w życiu jadłam to w Sielpi - z domowej cukierni - mniam! :) Łamią się od najprawdziwszych jagód!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tym razem mało dałam :) musiało zostać do pierogów, koktajlu i brakło :)

      Usuń
  5. Moja mamuśka robi najlepsiejsze jagodzianki na świecie :D Potwierdza to też Isia ;) Tak że konkurencja jest haha.
    A tak serio też jem jagodzianki jak Demolka, najpierw nadzienie, wylizuję, a potem resztę bułki w kawie moczę :D Pycha!

    OdpowiedzUsuń
  6. A gdzie jagody?

    OdpowiedzUsuń