Poradnik: Jak jeść (i upiec) najlepsze jagodzianki na świecie?
Wymagania sprzętowe:
-jagodzianki prosto z pieca
-kubek mleka
-dziecko robiące "pokaz"
Sposób wykonania:
Najpierw jakieś 30 minut pytań. 30 minut jagodzianki siedzą w piecu żeby "najlepsiejsze" być.
-Mamo już? Ale już? Ale długo jeszcze?!?
Potem 5 minut skakania wokół stołu. Wiecie... Te okrzyki, ruch przyspieszają studzenie się. I oczywiście nie może braknąć:
-Mamo już? Ale już? Ale długo jeszcze?!? Ale ja chcem!
Następnie kładzie się jedną jagodziankę na talerzyku, obok kubek letniego mleka i się patrzy.
Dziecko najpierw skubie skórkę z góry. Skoro nie parzy, to łamie na pół. Wyciąga paluchami ze środka calutkie nadzienie*. Żeby było dokładniej to wylizuje ze środka resztę. Zostało samo ciasto? Super! O to chodziło! Teraz trzeba przysunąć bliżej kubek mleka. Bułka do kubka i do buzi. Ważne żeby też pomlaskać trochę, ciut narozlewać. I zjeść tak jeszcze ze 2-3 jagodzianki za jednym zamachem. Z pięciu kolejnych wyjeść nadzienie.
Efekty:
Rzucenie się na mamę, wycałowanie i stwierdzenie, że "to najlepsiejsze, ulubione jedzonko na świecie!".
No i strojenie min do lustra. Bo przecież fioletowy język to zabawna sprawa. Najzabawniejsza! Zwłaszcza jak się uda mamę po policzku polizać takim fioletowym, "potworowym jęzorem"...
No i strojenie min do lustra. Bo przecież fioletowy język to zabawna sprawa. Najzabawniejsza! Zwłaszcza jak się uda mamę po policzku polizać takim fioletowym, "potworowym jęzorem"...
****
A żeby Wam to umożliwić to dla odmiany, zamiast wniosków Wam przepis zostawię. Taki co to w ostatnich dniach mogłabym piec bez przerwy... Dla nas idealne. No może jedną wadę mają. Ile bym nie upiekła to zawsze mało. A piekę z proporcji dla armii. Armii nastoletnich facetów. Spokojnie mi 2 wielkie blachy jagodzianek, takie na szerokość piekarnika, wychodzą. Z 50 bułeczek. Cóż, taki standard. Przepis Babci, a ta dzieci miała sporo... U nas też wiecznie wygłodniałych domowników nie brakuje...
Składniki:
- 10 dkg drożdży
- szklanka ciepłego mleka
- 2 łyżki cukru
Wymieszać, czy jak to Demolka powiada wyknysiać, i zostawić na plus minus 10 minut. Żeby rozczyn ruszył.
- 5 żółtek
- 2 jajka całe
- 1 szklanka cukru
Zmiksować. Aż będzie pyszny, słodki jasny krem. W proporcje jest wliczone, że dzieciak wsadzi łapę, żeby paluchy móc potem oblizać. Tylko potem trzeba się streszczać, bo wliczone tylko jednorazowe "próbowanie" co dzieciakom się nie podoba.
- 1 kg mąki pszennej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka soli
- cukier wanilinowy
- 1 stopiona i ostudzona kostka margaryny
- szklanka ciepłego mleka
- 1/2 szkl oleju
To co sypkie to do gara. A potem już same przyjemne sprawy. Dołek w środku i wlewamy rozczyn i krem jajeczny. Ciasto wyrabia się naprawdę przyjemnie. Następne w kolejności są u mnie niepoprawna politycznie margaryna, bo ja tej z murzynkiem używam, i mleko. Wlewane na przemian i porcjami. I wyrabianie. Tak, aby ciasto samo od ręki odchodziło. Długie wyrabianie. Zabawa dla tych co lubią. Ja lubię. Takie mordowanie ciasta mnie relaksuje. Zawsze to lepiej ciasto mordować, niż dziecko...
W każdym razie, na samym końcu idzie olej. I znowu wyrabianie. Tym razem krótkie, żeby się ten olej do już wyrobionego ciasta wtłoczył.
Czysta ściereczka na garnek i czekanie. Tak, z godzinę, żeby urosło ze 2 razy.
Potem zostaje już tylko zamykanie jagód w cieście. Do jagód można cukru domieszać, ile kto lubi,. Łyżeczkę grysiku dodać, żeby lepsza konsystencja nadzienia była. Dziecko pilnować trzeba w międzyczasie, żeby nie wyżarło wszystkich jagód... Chociaż z porzeczkami też są super. Dzięki Demolce ostatnio sprawdziłam... Pół litra jagód pożarła zanim się obejrzałam... A miała spróbować tylko!
Gotowe bułeczki układa się w dużych odstępach na blaszkach, delikatnie smaruje rozkłóconym białkiem i piecze w 170-180 stopniach przez 30 minut.
A! Jako, że to mój ulubiony przepis na ciasto drożdżowe to jest wypróbowany na milion sposobów. Jako placek pod owoce i kruszonkę też jest super. I do makowca zawijanego, zwanego u nas wężem vel snake`usiem też. Takie uniwersalne, miękkie, niewysychające i pyszne. I najlepsze na jagodzianki.
A! Jako, że to mój ulubiony przepis na ciasto drożdżowe to jest wypróbowany na milion sposobów. Jako placek pod owoce i kruszonkę też jest super. I do makowca zawijanego, zwanego u nas wężem vel snake`usiem też. Takie uniwersalne, miękkie, niewysychające i pyszne. I najlepsze na jagodzianki.
*Ważne! Bez umorusania całych paluchów i buzi jedzenie się nie liczy!













matko, zaadoptuj mnie ;)
OdpowiedzUsuńuwielbiam ajgodzianki. te teraz to juz nei to samo, co kiedyś.
na psy zeszły :/
najlepsze były te nad morzem, a teraz popcorn, prażynki i piwo sprzedają :/
Ja uwielbiam, ale te ze sklepu to nie są smaczne...
Usuń:)
Ooo mnie tez zaadoptuj i Bąbla. Chcemy jagodzianki.
OdpowiedzUsuńUpiekłam raz, ale niezupełnie jagodzianki tylko nadzieniem były śliwki węgierki i maliny, bo to miałam akurat w ogródku :) Przepis na ciasto miałam z gazety. Malinowe nadzienie rozlewało się, a te ze śliwkami były ok.
OdpowiedzUsuńJa uwielbiam pierogi z takimi owocami - truskawkami, jagodami mmmmmmmmmmmmmm pycha! :)
Jak dajesz "mokre" owoce do środka to dobrze do nich odrobinę kaszy manny dać- smaku nie zmienia, a konsystencja o wiele lepsza :)
UsuńNajsmaczniejsze jakie w życiu jadłam to w Sielpi - z domowej cukierni - mniam! :) Łamią się od najprawdziwszych jagód!
OdpowiedzUsuńJa tym razem mało dałam :) musiało zostać do pierogów, koktajlu i brakło :)
UsuńO mamo... cudności *-*
OdpowiedzUsuńMoja mamuśka robi najlepsiejsze jagodzianki na świecie :D Potwierdza to też Isia ;) Tak że konkurencja jest haha.
OdpowiedzUsuńA tak serio też jem jagodzianki jak Demolka, najpierw nadzienie, wylizuję, a potem resztę bułki w kawie moczę :D Pycha!
A gdzie jagody?
OdpowiedzUsuń