Wojna o plagiat
Lubię handmade. Kocham polskie marki i produkty. Zwłaszcza jak wiem, że za marką kryje się jakaś fantastyczna mama, która ogarnia rzeczywistość na tyle, że wyrabia się z szyciem, projektowaniem i całą tą otoczką twórczą.
Czasami trafiam na perełki. Niekiedy zamawiam, ale zdecydowanie częściej wzdycham do monitora... Może kiedyś. Jak milionerką zostanę. Wtedy Demolka w samych polskich ciuchach chodzić będzie. Nówkach. I nie będę chlipać, że stówa za dresy to dla mnie o wiele, wiele za dużo...
Szlag mnie trafia, jak po pierwszych zdjęciach wpadam w zachwyt, już mam zamiar pytać o jakiś wyjątkowy produkt, już sms do Małża gotowy, że "tu, takie ładne! no Maaałżu! Może byśmy...", a tu na kolejnych zdjęciach widzę Myszkę Miki, Kubusia Puchatka, czy inny wzór do którego powinna być wykupiona licencja! A szczerze powiedziawszy wątpię, by te mini firmy ją miały. Loga, znaki towarowe, prawa autorskie itd. są zastrzeżone. I są drogie, Bez zgody właściciela nie można sobie tego tak po prostu używać - to kradzież. Nie ważne, czy plagiat lub wykorzystanie wzoru dotyczy wielkiego przedsiębiorstwa, czy malutkiej manufaktury z wsi na końcu świata.
Jednocześnie co chwilę wybuchają w sieci wojny i wojenki o plagiaty. Krzyczą na siebie nawzajem, oskarżają się. Wyzywają czasem niczym dzieciaki w piaskownicy. O kradzieże właśnie... Wiecie co jest najgorsze? Czasami naprawdę bardzo podobają mi się rzeczy robione przez te marki... I naprawdę gryzę się ze sobą, ale kogoś kto działa nielegalnie i bez licencji wykorzystuje wzory, wspierać nie będę. Wolę firmy, które wymyślają tylko własne wzory, motywy, stworki. Takie inne niż wszystko, a nie podrabiane.
I mam niesamowity szacunek do osób szyjących, które odmawiają kopiowania wzorów objętych prawami autorskimi. Pomimo tego, że klienci sami proszą "a uszyłaby mi Pani Peppę?"
I mam niesamowity szacunek do osób szyjących, które odmawiają kopiowania wzorów objętych prawami autorskimi. Pomimo tego, że klienci sami proszą "a uszyłaby mi Pani Peppę?"









Mądrze mówisz. :)
OdpowiedzUsuńZgadzam się z tym w 100%, też uważam, że warto zaprojektować swoje logo nie ważne czy pisane czy rysunek i nim się szczycić niż podkradać komuś pomysły i nie zważać na licencję. Plagiat to zawsze plagiat
OdpowiedzUsuńBardzo dobrze napisane i dlatego ja ponad wszystko kocham, uwielbiam i wierna pozostaje Bibi Dreams :) zwlaszcza po ich letniej kolekcji <3
OdpowiedzUsuńDobrze napisane. My unikami wszelkich ciuszków z wzorami na licencji, ale szczerze napiszę, nie zastanawiałam się, czy te, które zdarza nam się widzieć mają prawa do wizerunku Kubusia czy Minnie. I ja zdecydowanie wolę oryginalne wzornictwo :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy.
u nas w szafie jest Myszka Mickey.
OdpowiedzUsuńnigdy nie myślałam o tym w ten sposób.
Wiesz, u nas też jest Daisy, czy Mickey. Tyle, że kupione w C&A, czy inym H&M - sklepach, które na metkach mają zaznaczone licencję. A nie panie chwalące się "ręczną pracą i własnym wzornictwem", które odszywają ciuszki, czy na swoich projektach wyszywają obrazki z postaciami z bajek...
UsuńJak człowiek się nie zapyta, to się nie dowie czy mają licencję. Te małe firmy pewnie nie mają, bo to droga sprawa i wtedy to kradzież bez 2 zdań.
OdpowiedzUsuńDla mnie to ogólnie bez sensu - bluzkę z myszką miki to ja mogę kupić w każdym sklepie. Jeśli kupuję handmade, to po to, by był oryginalny ;)
OdpowiedzUsuńNo zazwyczaj te wzory sa tez gorszej jakosci bo brak im dobrych materialow graficznych. A przeciez dla dzieciakow mozna tyle samemu wymyslec ;)
OdpowiedzUsuńNigdy sie nad tym nie zastanawiałam. Wyszłam z założenia, że jeśli ktos własnoręcznie coś narysował to to jest jego. Widać błędnie.
OdpowiedzUsuń