Pogadały. Zabiorę Cię!
Poczekalnia, ot taka sobie zwykła. Lekarska. Co to się czeka ponad godzinę w wąskim korytarzu, a nie ma nawet stolika, żeby dziecko zająć czymkolwiek... Za to zostawili jedne drzwi uchylone. Sala od rehabilitacji...
-Nie uciekaj mi!-O! Pan ćwiczy. One, two, three, four, five ...
-Chodź proszę... Tu nie wolno. Musimy czekać na swoją kolejkę. Proszę.
Próba wytargania dziecka sukcesem się nie zakończyła. Zapierające się i wierzgające 14kg ciekawskiego szczęścia jednak potrafi stawić opór. Silny i wytrwały opór.
-Jak ćwiczącym nie przeszkadza to może! Dzieciak w końcu nic złego nie robi, tylko gada.-A pewnie! Weselej jak gada.
-Patrz mała! Piłka! Większa od Ciebie! Chcesz się pobawić?
Ufff... Część czekania minęło. Ot, tak. Na zabawie, liczeniu po angielsku ilości powtórzeń ćwiczącym. Ulga nie trwała długo. Dziecko atakuje osoby w poczekalni.
Kobieta wyszywa sobie obrazek.
-Pani szyje! Co szyje? Ciuszka?
-Obrazek wyszywam. Taką panią, mamusię z dzieciaczkiem na rękach. Na razie mało widać, ale będzie kolorowy obrazek.
-Kotka chcem!
-Kotka też się da. Białego, burego, czy łaciatego.
-W paćki takie?
Panu o kulach też się oberwało.
-Pan ma patyki. Do nartów?
-Do chodzenia. Pomagam sobie.
-Białe patyki. Do chodzenia patyki. Fioletowe pasowałyby! Do koszulki pana!
-Jak Ona cudnie mówi!
-Nie Ona, tylko Aleks, Aleksiandla! I też śpiewam, źnam wielszyki i... I dużo umiem! Nie tylko mówię! Nie jeśtem już dzidziusiem!
Foch, w gratisie tupnięcie nogą i próba założenia rąk jedna na drugą. Te trzęsące się kucyki to powagi nie dodawały. Dziecko kupiło wszystkich. Nikt nie fukał, żeby cicho była, że coś nie tak zdziwia. Rzut oka na zegarek, dwie osoby przed nami... Może pójdzie szybko. Może będzie dobrze. Może tym razem nie będzie narzekania.
I w tym momencie wtrąca się inna kobieta.
-Jaka Ty fajna jesteś! Ja sobie może Ciebie zabiorę! Mam wnusię taką malutką jak Ty, będziecie się bawić razem. I pieska mam. Zabiorę Cię!
Brawa dla Pani! Z pełnym powodzeniem udało się. Przestraszyć dziecko. Jej wyciągnięte łapy doprowadziły do ataku histerii. A całą resztę oczekiwania dziecko spędziło na rękach. Trzymając się kurczowo szyi. Powtarzając "Maminkowa jeśtem. Maminkowa tylko".
Pani w swoich słowach nie widziała nic złego. Nagle stałam się "tą młodą matką, co się Jej wydaje, że wszystkie rozumy pozjadała i rozpuszcza dzieciaka". Chyba nie przetłumaczyłam wystarczająco. Chyba ani ja, ani Pan o kulach, ani inne osoby. Chyba nigdy nie ogarnę, jak można straszyć dzieciaki, że się je zabierze od rodziców!
Dzięki szanownej Pani spędziłam 20 minut nosząc i tuląc 14 kg przerażenia.
-Demolka... Jakaś Ty ciężka...-Od bułków Maminku. Od Babciowych bułków. Lubiem je.
PS. Przekupiłam Demolkę i potem było już ok. Jak tylko z tej poczekalni wyszłyśmy i Babsztyl niewidoczny się zrobił.
-Co chcesz ze sklepu?
-Soczek. Tylko bez cukju maminku!
Moja krew!









z tym zabieraniem, jak zresztą i innymi starymi przyzwyczajeniami, to walka z wiatrakami, ale poddawać się nie wolno...:) a Demolka słodka w tym swoim ciekawskim zagadywaniu! :))
OdpowiedzUsuńJa się nie poddam, bo swojego dzieciaka straszyć nie dam. Może cokolwiek dotrze... :-)
UsuńOj taką babę to tylko łopatką przez łepetynę, może wtedy by pojęła, że do dziecka pewnych rzeczy się nie mówi, bo dziecko dosłownie odbiera...
OdpowiedzUsuńA co do Demolkowego zagadywania.... No ja bym chętnie do lekarza się wybrała jakbym wiedziała, że taki czasoumilacz się pojawi na korytarzu :)
Jest papla niesamowita. Na szczęście większośc ludzi pozytywnie odbiera Jej zagadywanie i nikt nie fuczy. Większość się chichra :D
UsuńDo mojej córki baba w sklepie kiedyś powiedziała - "chodź do mnie, pójdziesz ze mną, twoja mama cię nie kocha(?!?!), no chodź" O_o.
OdpowiedzUsuńMała na te słowa babska odwróciła się ze łzami w oczach do mnie. Zdążyłam tylko złapać córę na ręce i chyba z szoku zdołałam do baby odpowiedzieć, że nie życzę sobie by tak ktokolwiek straszył mi dziecko i wyszłam.
Brrr... Za "mama Cię nie kocha" to mogłoby do rękoczynów dojśc.
UsuńSkąd ludzie takie durne pomysły mają?!?
w życiu mnie coś takiego nie spotkało.
OdpowiedzUsuńi mam nadzieję, że tego nie doświadczę.
ja się spotkałam z takim czymś i również w poczekalni do lekarza,na szczęście nie chodziło o moje dziecko.Ja nie wiem jak tak można,dziecko tylko pełne strachu. eh
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie http://magiczne-szydelkowanie.blogspot.com/
Czasami ludzie nie zdają sobie sprawy z tego co mówią, uważają to za "niewinne" podchody. Jednak dziecko to nie lalka tylko rozumna istota i na takie słowa nie zareaguje tak jak może dana osoba by sie tego spodziewała. My tez mieliśmy podobna sytuację u znajomych , chodziło o inne słowa, ale wiedziałam, że taki ":żarcik" skończy sie histerią... Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńJest tylko jedna rzecz gorsza niż takie gadanie obcych ludzi do dziecka. Matka strasząca swoje dziecko "bo cię tu zostawię/oddam temu panu" słyszałam dziś w sklepie. Warknęłam na paniusię, że ją ktoś powinien był zostawić, to może by własnego synka nie straszyła, a chłopczyka uspokoiłam, ze ja go nigdzie nie zabiorę...
OdpowiedzUsuńNie pojęte dla mnie jak tak można... Ale z drugiej strony to wcale nie tak rzadkie. Niestety.
UsuńNiektórzy ludzie są tak bezmyślni, że to aż brak słów.
OdpowiedzUsuńEeee bez sensu, Kacpra raz taki facet przestraszył, w efekcie młody tak się wystraszył, ze niosłam moje 20 kg przez pół kilometra. Wiem co czułaś nosząc córkę. Jak Puściłam Kacpra to miałam wrażenie że mi się kręgosłup na 3 części podzielił
OdpowiedzUsuń