Idealne Walentynki
Święto szalonych. Coś w sam raz dla kogoś spędzającego 24h na dobę z dzieckiem. Jak tu nie zwariować. Moje święto!Tandetna, plastikowo - serduszkowa oprawa nie do końca mi leży. Misie z pozytywką "made in China", wielkie lizaki, czy słodziutkie kartki to hmmm... Jak w gimnazjum byłam to mnie cieszyły. Do dziś mam w pudełku pochowane listy i kartki z tamtego okresu. To "koham" wybazgrane tak, że ledwo szło odczytać, a ja i tak się cieszyłam jak głupia. Teraz mi to nie wystarcza. Małża uświadomiłam już dawno... Że jak wyskoczy z tandetą to zastrzelę. I ogólnie, że lepiej nic, niż badziewie. W sumie to tablet i etui w kwiatki chciałam, ale wyszło, jak wyszło. Nastawiona w każdym razie na efektowne NIC byłam.
I wiecie co? Małż się wykazał! Od rana miałam czas dla siebie. Kawę do łóżka. Co lepsze to nie Demolka mnie obudziła... Sama się obudziłam! I to dopiero, gdy dziecko już nakarmione i odizolowane ode mnie było. Łazienkę posprzątał. Dom ogarnął. Z rozpędu by pewnie ciasto upiekł, ale takich cudów to nawet w walentynki. Może dobrze, bo znając talent Małża, to piekarnik mógłby umrzeć śmiercią nagłą i tragiczną.
Za to w tajemnicy spotkanie umówił i mnie zawiózł do przyjaciółki na ploty! I zakupy... Za kierowcę i tragarza robił. On się pałętał z Demolką, a my o mało meldunku w obuwniczym nie dostałyśmy. Żyć nie umierać!
I da się? Bez kwiatków, misiów i serduszek? Da się. Najlepsze walentynki jakie mogły być! Zakochana jestem. W sobie. I mogłam spokojnie się sobą nacieszyć bez Demolki jęczącej za uszami. A Oni sobie spokojnie swoją więź i uczucia na linii Ojciec-Córka pielęgnowali. W znacznej odległości ode mnie.
PS. I pomyśleć, że ja bez wiary w Małża pospolicie w bieliznę zainwestowałam... Dobrze, że chociaż w bieliznę dla siebie :P

.jpg)








Super, że się wykazał :)
OdpowiedzUsuńSuper :)
OdpowiedzUsuńo rany prezent idealny!
OdpowiedzUsuńale małż się spisał znakomicie.
ja też nie lubię tej tandety choć dla młodych to fajans prawa, w końcu o symbol chodzi.
teraz wolę coś praktyczne i przydatnego, biżuteria, torebka, bielzian itd.
O to to! Ja też na praktykę stawiam. Ale wczorajszy relaks pobił wszystko :)
UsuńO raaaannnnnnnnyyyyy w szoku jestem, no super, tylko pozazdrościć :)
OdpowiedzUsuńMi mój dał kasę i powiedział "Jedź i kup coś sobie" ;)
Też bez kwiatów i serduszek itp.
Taki prezent to jest coś. Dokładnie taki jakiego potrzebuje kobieta, matka:)
OdpowiedzUsuńŚwietne Walentynki u Was zagościły. I tak ma być :) bez zbędnych gadżetów. Tak trzymać :) pozdrawiam Iga :)
OdpowiedzUsuńBrawa dla męża!
OdpowiedzUsuńPięknie się mąż spisał !
OdpowiedzUsuńPięknie się mąż spisał !
OdpowiedzUsuńNoooo pogratulować i pozazdrościć :D
OdpowiedzUsuńRozbroił mnie Twój meldunek w obuwniczym.... serio.... Naśmiałam się jak nigdy....:)
OdpowiedzUsuńMasz rację plastikowe serducha to bawiły w gimnazjum, a nie teraz, i lepszych walentynek to nawet chyba wyśnić nie mogłaś sobie :)