Cześć, Kwoka jestem.
Jestem kwoką. Matką kwoką znaczy się.Pozwalam na dużo. Było już zresztą o samodzielności [TU]. Staram się przynajmniej pozwalać na jak najwięcej. Demolka się brudzi, tłucze, wywraca, wspina. Wolno Jej. Jednocześnie ja gryzę się w język, bo non stop mam ochotę gdakać. "Uważaj! Patrz pod nogi! A może to za wysoko? Gdzie jesteś? Zwolnij! Gdzie biegniesz?". Nie zawsze się uda nie gdakać...
Leci taka Demolka na drugi koniec kościoła, a ja już widzę jak ze schodów zlatuje. Jak starszy chłopiec do którego zagaduje popycha Ją, żeby się odczepiła. Jak na śliskiej posadzce wywraca się i uderza głową o podłogę. No widzę to! Oczami wyobraźni widzę! Zęby zaciskam, żeby nie lecieć za Nią!
Złazi Demolka ze schodów, a ja pełna trwogi, bo przecież, cholera jasna, sama się na nich wczoraj potknęłam. A jak spadnie? Barierki nie ma. Kanty ostre... "Uważaj! Ściany się przytrzymaj!"
Spacer? Do dziś w większości przypadków za rękę... Bo chodnika nie ma! Znaczy jest, ale kawałeczek tylko. I nic, że u nas dwa samochody w ciągu 5 minut to tylko w niedzielę jak na mszę ludzie jadą.
Spokojniejsza jestem jak Ją widzę, jak mam w zasięgu rąk! Biegnę za Nią, chociaż jak się potknie, to i tak szans nie ma, żebym złapała zanim się potłucze.
I w kółko tak... Boję się o Nią! I walczę z sobą. Mam pełno czarnych wizji, jak coś kombinuje. I chcę żeby odważna była i umiała sobie radzić.
Mam świadomość, że dziecku te wszystkie "uważania" nie służą. Że może zacząć się bać życia i próbowania nowych rzeczy. Że musi nauczyć się sama dbać i uważać na siebie, bo nie zawsze będę blisko.
Mam też świadomość, że to dopiero początek... Jak zacznie na imprezy sama chodzić, do koleżanek, kolegów, na wspólne "uczenie się", gdy prawo jazdy zrobi, gdy zacznę Ją z oczu tracić, to mnie nerwica wykończy! O ile się sercowo nie wykończę do tego czasu.
Ko ko ko...
Ko ko ko...









Też jestem kwoka :)
OdpowiedzUsuńKo ko kochana to i ja się przyznaję ;)
OdpowiedzUsuńJa też jestem kwoka... tak szczerze, która z nas nie jest?
OdpowiedzUsuńJak widzę dzieciaki niektóre ciężko trenujące od pierwszych miesięcy życia, czy inne w ekstremalnych sytuacjach to siebie jako nadwrażliwą widzę :)
UsuńNo mi też zdarza się usłyszeć od mojej żony:
OdpowiedzUsuńko ko ko
znaczy ja taką kwoką bywam... i mimo 3-ej córy :)
Czyli z kolejnymi dzieciakami nie przechodzi? O rety...
Usuńi ja drżę, choć teraz ciągle ze mną jest...jak pomyślę co będzie kiedy dorośnie i zacznie sam wychodzić, to...ko ko ko!
OdpowiedzUsuńJa z czwórką ciągle ko ko :D
OdpowiedzUsuńKo ko ko! Ja się staram ograniczać wtedy gdy nie ma zagrożenia zdrowia i życia :) Nie mówię- nie idź tam bo ciemno, uważaj gąsienica czy coś takiego. Ale dre się jak skaczą po kanapie albo włażą po schodach! Nie wiem czy takie zachowanie nie służy dobremu wychowaniu. Jak nie będę blokować takich wyczynów, to mogę nie mieć kogo wychowywać! ;)
OdpowiedzUsuńJa staram się zaciskać zęby, bo wolę żeby raz się potłukła spadając z kanapy (50cm), a potem nie próbowała skakać ze stołu (100cm)... ;-)
UsuńJa podchodzę (w miarę) na luzie. Uodporniłam się na kolejne zderzenie z szafą, czy potknięcie i przewrócenie na podłodze. Drżę tylko, gdy próbuje sam schodzić ze schodów i wtedy mocno trzymam go za rękę. No i nie wyobrażam sobie dnia, gdy zechce pójść gdzieś beze mnie...
OdpowiedzUsuńCześć, z tej strony Kwoka :) Ja wczoraj miałam kilka stanów przedzawałowych, kiedy moje dziecię biegało uradowane po chodniku pomiędzy mną a mym Ślubnym, całkiem niedaleko ruchliwej ulicy. Slalomem.
OdpowiedzUsuńDoskonale Cię rozumiem.
Pozdrawiamy :)
Ko, ko, ko...
Każda matka chyba tak ma... Choć ja aż do takich wielkich panikar nie należę. ;)
OdpowiedzUsuńElciu ja jestem taka sama kwoka, jak się wcześniej zajmowałam 3 dzieci z rodziny od 5 miesiąca do 2,5 roku to też ciągle gadałam a i tak jednym wchodziło a drugim wychodziło a teraz jak sama zostałam mamą to chyba będę straszna, 100 razy bardziej będę uważała na tego mojego wychuchanego, wyczekanego synka... masakra... najgorsze, że będąc pedagogiem wiem, że to jeden z wielu błędów wychowawczych ale będąc mamą nie ma szans żeby się nie martwiła, żebym sobie nie wyobrażała, że może się wywrócić, rozbić głowę, mieć szycie itd... niestety to jest wpisane w rolę matki :)
OdpowiedzUsuńJedyne co mnie pociesza, gdy sobie to uświadamiam, to fakt, że prawie wszystkie matki tak mają :D
OdpowiedzUsuń