Strefa bez dzieci

11:50 Elenka 18 Comments

Post, napisany jakiś czas temu, ale dojrzeć musiał. Blisko 40 stopni gorączki u Matki, to akurat temperatura na dojrzewanie...

Rocznicowa kolacja. Miło. Słodko. Bez Demolkowo. Matka w kiecce co trzeba uważać przy głębszym oddychaniu i szpilkach wymagających wspierania się o Małżowe ramię. Małż odstrzelony niczym stróż w Boże Ciało. Fajnie, nie? Romantycznie? Bardzo. Wszystko jak z obrazka.

Tylko ten potwór ganiający po restauracji* nie pasował. Za nic. Paszczę darł. Deser na podłogę wywalił. Piszczał. Kelnera gonił. Za bar wbiegał.
Niech w miasteczku strefy bez dzieci otworzą. Pierwsza pójdzie Matka na otwarcie. Pierwsza się będzie delektować ciszą i spokojem.

Są miejsca, gdzie dzieci nikt poza rodzicami nie chce. 
Są miejsca, gdzie wstęp dzieciakom powinien byc zabroniony.
Życia towarzyskiego można spokojnie uczyć dzieciaki w miejscach do tego przystosowanych.
Serio nie trzeba wlec dzieciaka za sobą wszędzie. 

Jak nie ma możliwości zostawienia dziecka z kimś to się szuka miejsc, gdzie dzieciaki przeszkadzać nie będą. Zmuszanie żeby ktoś słuchał wrzasków, fanaberii naszego potomka jest co najmniej nie fair.

Bo wiecie... Dziecko dzieckiem, ale innym dorosłym też szacunek i zrozumienie się należy. Z urzędu. I tak jak na placach zabaw pisze, że powyżej 13-stego roku życia zakaz korzystania z urządzeń, tak w niektórych miejscach powinien być wyraźnie określony wiek minimalny.


*co robi 3-latek o 21 w restauracji ja się pytam?

18 komentarzy:

  1. Chodzić niech chodzą ale W DZIEŃ i pod OPIEKĄ! (nie mylić z obecnością) rodziców. A nie że lata to samopas i drze japę na cały sklep/restaurację czy market!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu to rodzice chyba udawali, że to nie ich dzieciak :/

      Usuń
  2. Zabieramy naszego malucha do chińczyka i wiedząc, że jego odgłosy mogą komuś przeszkadzać, zawsze się zabezpieczamy dodatkowymi zabawkami, piosenkami w telefonie itp. Zagadujemy synka i jest po sprawie, powiem z pełną odpowiedzialnością, że nasze dziecko na pewno nikomu nie przeszkadza. Dlatego uważam, że jeśli już rodzice decydują się zabrać malucha w miejsce publiczne niech mają świadomość, że obok nich są też inni i niech odpowiednio zajmą się dzieckiem. Bo faktycznie, widziałam niekiedy, że rodzice jakby zapominali o szkrabie, a ten z nudów potrafi wszystko i wszystkim dać nieźle popalić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no właśnie... To nie wina dziecka. Wina rodziców. Bo przecież normalne, że dzieciak się nudzi, jest zmęczony o tej porze. No i ok, ale elegancka restauracja, wieczór to nie miejsce dla dziecka. Jakoś naprawdę wolałam słuchac tego gościa co delikatnie w klawisze klepał, niż dzieciaka.

      Usuń
  3. nie jestem za strefami bez dzieci, ale oczywiści dziw bierze, że dziecko w restauracji o 21...
    co innego w niedzielę o 13 na obiedzie, zrozumiałe.
    zawsze jak idziemy gdzieś z E staramy by innym nie przeszkadzała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po takich przykładach jak ten jestem ;) Cóż, niektórzy rodzice z rozsądkiem wiele wspólnego nie mają i potrzebują jasnych granic. Typu po 20 wstęp dzieciom wzbroniony ;)

      Usuń
  4. My tez się staramy, żeby mały nie przeszkadzał, zawsze jest przy naszym stoliku, ewentualnie kreci się koło niego, ale nie biega po lokalu. Poza tym 21 to nie godzina dla dziecka, ja rozumiem obiad tak jak wczesniej, kolezanka wyżej napisała, albo nie wiem kolacje koło 17, ale 21? Bez przesady.

    OdpowiedzUsuń
  5. Taaak zdecydowanie 21 to nie pora dla 3 latka. Ja tez jestem zwolenniczka teorii, że po 19 dzieci won do domu a nie w miejsca publiczne. Spać powinny. 20-21 to czas dla rodziców BEZ DZIECI. W dzień co innego uważam, że wszędzie powinny być miejsca gdzie do np. restauracji można zabrać dziecko, a ono tam znajdzie kącik do zabaw i da w spokoju zjeść. A rodzic musi zawsze brać odpowiedzialność za swoje dziecko i nie powinno się puszczać potomka w samopas.

    P.S. Pokaż się w tej kiecy i szpilach:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha :P Może lepiej oszczędzę czytelnikom zdjęcia ;)
      Ja twierdzę, że i miejsca dla rodzin powinny byc i dla samych dorosłych też ;) Przynajmniej ja lubię czasem nie miec do czynienia z dzieciakami.

      Usuń
  6. no niezle... Rzeczywiście "wypoczeliscie".. Swoją drogą.. ja tak myślę ze dzieci powinny mimo wszytsko chodzić do restauracji, żeby uczyć sie odpowiednich manier i kultury wśród innych ludzi. Ale! Do konkretnej godziny. Wiadomo że w porach wieczorno-nocnych dorośli oczekują intymności i wyciszenia od codziennych obowiązków a tu proszę.. niezła rozrywka na zakończenie dnia... I wez zwróć takim rodzicom uwagę to cie jeszcze sprzezywają... heh..
    Lalcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem za tym by chodziły... Ale myślę, że w każdym mieście przyda się miejsce, gdzie wchodzący ma pewnośc, że tych dzieciaków tam nie będzie. Po prostu. Czasem się załatwia sprawy biznesowe na mieście, czasem romantyczne kolacje, czasem ktoś po prostu z różnych powodów dzieci nie chce oglądać.
      Nie każdy lokal. Zdecydowanie większość powinna być "rodzinna". Ale jakieś by się przydały :)

      Usuń
  7. A my zabieramy Młodego wszędzie ze sobą. Ale nie o 21. Chociaż raz z nami i naszymi znajomymi był jakoś dłużej w restauracji, chyba do 20. Sami wychodzimy tylko wtedy, gdy pojedziemy do teściowej i ona akurat nie ma nocki w szpitalu i może zostać z Hubertem. Ale nigdy nie zdarzyło mi się puścić go samopas.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oczywiście popieram, pora za późna, poza tym są miejsca przystosowane do jedzenia z dziećmi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja tam mojego malucha biorę wszędzie, ale nie o 21 na litość boską. ! Dziecko o tej porze śpi, a nie w restauracji siedzi.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie no bez przesady :D W dzień jeszcze takiego wrzeszcząco-biegającego bachorka bym zniosła (w końcu mam wprawę), ale o tej porze mam już deficyt cierpliwości. Wychodzę czasem z dzieckiem i o 21 z domu jeśli to uznam za stosowne, ale na podwórko, nie do restauracji, na litość...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O 21 nie raz po podwórku mi goniła. W wesołym miasteczku była. Ale tamta wizyta w restauracji mnie wkurzyła po prostu. Bo to totalny brak myślenia o innych użytkownikach lokalu.

      Usuń