Coś się kończy, coś się zaczyna.
Miał być trochę inny post, ale taki... Taki nieprawdziwy wyszedł, więc zmiana.
Mamy lubią się nawzajem straszyć i historie opowiadać. W ciąży non stop było "teraz to Ci się skończy".
Cała lista kończących się... Sen, imprezy, niektórzy twierdzili (z brutalną szczerością), że całe życie.
No ewentualnie listę tego co to "zacznie się" można dostać. Zarwane noce, wrzaski, pieluchy, karmienie, usypianie, wożenie, noszenie na rękach, wstawanie w nocy, kąpanie, ulewanie, bunty, zabawianie i tysiąc innych wizji.
W każdym razie. W błogiej nieświadomości Matka wierzyła, że będą zmiany. Dużo zmian. Ale w magicznych wizjach miała być piękna, uśmiechnięta, lekko niedospana mama, znajdująca czas na zadbanie o rozkoszne dziecko, o siebie, o Małża, dom i wszystko inne.
A rzeczywistość?
Dziecko uwieszone przy piersi przez pół doby. Drugie pół przysypiało i się darło na przemian.
Mieszkanie w zasypanej śniegiem wiosce odciętej od świata... Serio! Dopiero po 3 tygodniach na godzinę pojechałam bez Demolki do fotografa zdjęcia do dyplomu porobić .. Wyszły takie, że najchętniej bym ich w życiu nikomu nie pokazała.
O wyjściach nie było mowy. Radość była jak się udało bez płaczu i histerii z prysznica skorzystać.
Na szczęście po pierwszym pół roku zaczęło być lepiej. Więcej czasu, więcej możliwości. Więcej szans na powrót ludzia sprzed ciąży.
Po roku dziecko zaczęło kumać o co Matce chodzi i dało się dogadać.
Teraz? Luz. Są dni z horroru, ale tu się ponegocjuje, tu się przekupi, tu się prośbą załatwi i jakoś leci dzień za dniem. Na zakupy da się wyjść. Do ludzi. W domu coś zrobić.
Ale zmiany są... W Matce zmiany.
Ale zmiany są... W Matce zmiany.
Strach wieczny. Bo nic nie przeraża bardziej niż krzywda Demolki.
Myślenie inne. Bo na równi o sobie i o dziecku trzeba.
Wyjść się nie da tak po prostu, bo najpierw opiekę trzeba zorganizować.
Inne wymagania co do świata i wybieranych rzeczy.
Na co innego uwagę się zwraca. Inne wymagania co do świata i wybieranych rzeczy.
Odruchowo na pytanie "co słychać?" człowiek zęby zaciska, bo ma ochotę się nowym zębem, czy umiejętnością dzieciaka pochwalić.
Asertywność większa, bo co jak co, ale w obronie Demolki i swojego podejścia czasem trzeba pazury wystawić.
Tak, są celebrytki, które po tygodniu od porodu wyglądają naprawdę super i w kosmicznych szpilkach maszerują do pracy. Są kobiety, które łączą pasje z byciem mamą noworodka. Cóż... Matce trudno uwierzyć w niektóre przypadki. Trudno uwierzyć w brak zmian w życiu. Że wszystko kwestią organizacji i podejścia. Że da się się od razu wszystko pogodzić bez żadnych zmian.
Asertywność większa, bo co jak co, ale w obronie Demolki i swojego podejścia czasem trzeba pazury wystawić.
Tak, są celebrytki, które po tygodniu od porodu wyglądają naprawdę super i w kosmicznych szpilkach maszerują do pracy. Są kobiety, które łączą pasje z byciem mamą noworodka. Cóż... Matce trudno uwierzyć w niektóre przypadki. Trudno uwierzyć w brak zmian w życiu. Że wszystko kwestią organizacji i podejścia. Że da się się od razu wszystko pogodzić bez żadnych zmian.
Matka wie jedno.
Patrzy Matka czasem na Demolkę śpiącą obok. Na to dziecko co czasem do granic rozpaczy doprowadza. Co to czasami sprawia, że człowiek ma ochotę głową w mur walić. Na to dziecko co jakby go brakło to... To nie byłoby nic. Nic, co byłaby w stanie sobie Matka wyobrazić. I za żadne skarby świata, nigdy, Matka nie oddałaby tych zmian co w życiu zaszły.









świetnie napisane :) zgadzam się w 100% :)
OdpowiedzUsuńI ja się podpisuje bo w Macierzynstwie nawet najgorsze dzień jest jednym z najlepszych :)
OdpowiedzUsuńOj tak... Każdy to wyjątkowy dar, chociaż czasem brak sił i nerwów, by o tym pamiętać :)
Usuńzgadzam się. Pięknie napisane i tak prawdziwie! pozdrawiam ciepło;
OdpowiedzUsuńBardzo dobrze to ujęłaś. Ja dopiero jestem w ciąży, wciąż słyszę, że skończy się to, to i to. Ale skoro podjęłam decyzję o ciąży, to chyba do cholery o tym wiem! Może ja chcę żeby to się skończyło, chcę w końcu czegoś bardziej wartościowego w życiu niż jakieś wyjścia, imprezy, wieczny sen. Chcę rodziny. I wiem, że będę nie raz płakać z bezradności, czasem będę na skraju. Wiem...ale warto. Dla tej jednej małej istotki. Dla małego niewinnego uśmiechu :)
OdpowiedzUsuńWarto. Nawet jak seria czarnych dni, to potem te wyciągnięte uślinione łapki wynagradzają wszystko. To pierwsze "mamo". To "kocham Cię". Te wspólne zabawy i śmiechy...
UsuńZdecydowanie warto :)
Jak zwykle fajnie ujęłaś temat. Jak się ma dziecko życie się zmienia. Pamiętam jak po pierwszym miesiącu chciałam uciec z domu :) a teraz mój synek ma już 9 m-cy i tak mi się strasznie ciężko z nim rozstawać nawet na godzinę. Rzeczywiście myślenie się zmienia. Jak ktoś dzwoni i pyta co słychać to zaczynam rozmowę o tego co on dziś zrobił itp. No i nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być w moim życiu.
OdpowiedzUsuńA ja nastawilam sie na horror na początku a później na lajt. Horror miałam w szpitalu, bo nic nie wiedziałam i przerażał mnie ten rodzierający płacz. W domu się uspokoiłam i przez jakieś 4 miesiące było znośnie, ale okres ząbkowania był dla mnie traumatyczny, ponad pół roku spałam max 2 godziny na dobę i chodziłam jak zombie do pracy, przysypiając przy biurku i modląc się o lepsze jutro. Po roku przyszło:)
OdpowiedzUsuń;) Ja serio myślałam, że luz będzie! Okres noworodkowoniemowlęcy braci pamiętam bardzo dobrze... Cóż... Demolka darła się milion razy więcej i głośniej ;-)
UsuńZąbkowanie cierpię do dziś, ale to już jakoś spokojniej... Dostosowałam się. Przyjdzie, powie... Leki dam i żyjemy. ;-)
Nie każde dziecko ciągle płacze, nie może spać itp. Ja tam wierzę w te celebryckie powroty, wiem przynajmniej, że tak się da. Nastawiałam się na najgorsze i co...ja się pytam gdzie te wszystkie problemy, o których ciągle słyszałam i wszyscy straszyli?
OdpowiedzUsuńNie każde płacze. Każde inne. Ale każde, bez wyjątku zmienia życie rodziców :) O to bardziej w tym poście chodziło.
UsuńCo do celebrytek.. Myślę, że naprawdę trudno pogodzić wszystkie zmiany (związane z opieką nad noworodkiem) z dotychczasowym życiem w ciągu tygodnia dwóch :) Chyba, że faktycznie ktoś od razu wybiera opcję niani i by kto inny opiekował się dzieckiem.
Bardzo lubię Cię czytać !!!!!!!!!!!!!
UsuńJa już się nie mogę doczekać tych zmian :) Mimo, że póki co to w mojeje głowie jest dokladnie tak jak napisałaś:
OdpowiedzUsuń"Matka wierzyła, że będą zmiany. Dużo zmian. Ale w magicznych wizjach miała być piękna, uśmiechnięta, lekko niedospana mama, znajdująca czas na zadbanie o rozkoszne dziecko, o siebie, o Małża, dom i wszystko inne."
no zobaczymy jak to będzie :D
Kasia.
Bo pomimo okresowej okropności te zmiany są naprawdę świetne ;-)
UsuńCo ma byc to będzie i tak zakochana w córce będziesz najmocniej na świecie :)