"Dobrze wychowane" dziecko?
Wychowanie prześladowało nie jeden raz Matkę. A bo starszych trzeba szanować, a bo młodszemu ustąpić, a bo zamknąć dziub i się nie odzywać. Różne rzeczy Matka słyszała. Teraz Matka słyszy i czyta inne opinie, że "z szacunku do dziecka", "dziecko też człowiek", "wolno Mu!". I Matka ma wrażenie, że czasami ten szacunek do dziecka to teraz ważniejszy od szacunku dla dorosłego, dla kogokolwiek innego.
Dla Matki nie do pomyślenia było darcie pyszczka, gdy do rodziców ktoś przyszedł. Teraz Matka uspokajając wijąco-wrzeszczącą Demolkę słyszy, że "dziecko emocje uzewnętrznia".
Matka wiedziała, że się rodzicom nie przeszkadza w rozmowie, czy gdy coś robią. Teraz Matka spotyka się z oburzeniem, że olewa Demolkę, lub mówi "czekaj Młoda, teraz ja gadam".
Jak Matka wyrżnęła to zmartwieniem było, że się ochrzan dostanie za podarte portki, czy piątą poplamioną w ciągu dnia bluzę. Teraz byle upadek dziecka (nie, nie Demolki :P ) kończy się wielką histerią (rodziców) i przekupywaniem dziecka, bo sobie krzywdę zrobiło.
Matka każdą rzecz traktowała jako coś wyjątkowego. Prezenty były z okazji. Baa... Z nowych skarpetek się człowiek cieszył. A wypełniony trotami królik przez 10 lat był nierozerwalnie z Matką połączony. Teraz dzieci zasypane zabawkami. Nowe nie stanowią dla nich magii i wyjątkowości...
Matka prała się z kuzynami starszymi o dekadę, ganiała za piłką i sama załatwiała swoje konflikty. Pazurami, zębami, nogami... Jak trzeba było to i kamieniem, czy patykiem. Teraz, gdy jedno dziecko pchnie drugie, tuzin Mam komentuje, krytykuje i odciąga od siebie dzieci.
Jak Matka wyrżnęła to zmartwieniem było, że się ochrzan dostanie za podarte portki, czy piątą poplamioną w ciągu dnia bluzę. Teraz byle upadek dziecka (nie, nie Demolki :P ) kończy się wielką histerią (rodziców) i przekupywaniem dziecka, bo sobie krzywdę zrobiło.
Matka każdą rzecz traktowała jako coś wyjątkowego. Prezenty były z okazji. Baa... Z nowych skarpetek się człowiek cieszył. A wypełniony trotami królik przez 10 lat był nierozerwalnie z Matką połączony. Teraz dzieci zasypane zabawkami. Nowe nie stanowią dla nich magii i wyjątkowości...
Matka prała się z kuzynami starszymi o dekadę, ganiała za piłką i sama załatwiała swoje konflikty. Pazurami, zębami, nogami... Jak trzeba było to i kamieniem, czy patykiem. Teraz, gdy jedno dziecko pchnie drugie, tuzin Mam komentuje, krytykuje i odciąga od siebie dzieci.
Jako dziecko Matka wiedziała, że w kościele się nie gada, bo deseru się nie dostanie, albo inna nieprzyjemność będzie. Teraz Matkę krytykują, gdy Demolka ma nakaz siedzenia na dupsku i zatykany dłonią pyszczek, gdy nawijać zaczyna.
Matka wiedziała, że jak ktoś zabierze coś Matce to się trzeba z kimś dogadać. Odebrać, czasem siłą. Pożyczyć, bo inne dziecko nie zepsuje, nie zje. A jak zje, to jego rodzic odkupi, bo mu głupio będzie. Teraz się o prawie do własności mówi i krytykuje obce dziecko, że śmiało zabrać nie swoje.
Matkę wychowywano po prostu. Na człowieka. A Matce są podsyłane non stop artykuły, podręczniki, książki wg których dziecko się powinno wychowywać.
Non stop się spotyka Matka z prawami dziecka, z szacunkiem do dziecka, z usprawiedliwianiem. Krzyknąć nie wolno. Na tłumaczenie za mała. Kar się nie daje. Za to wychwalać pod niebiosa trzeba za wszystko. A potem Matka spotyka te same osoby narzekające na niewychowaną młodzież, pyskatych gówniarzy i brak szacunku do starszych.
Non stop Matka słyszy, że ma złe podejście. Ale potem są też głosy, że o dziwo Demolka potrafi się zamknąć, gdy tego sytuacja wymaga. Że potrafi na dupsku posiedzieć chwilę i nie drzeć się o wszystko. Że "dobrze wychowana"*.
Matka sobie na głowę wejść nie pozwoli. Życia ułatwiać Demolce też nie będzie. Niech sobie Demolka sama radzi. I na ludzia wyrośnie. Takiego, co to ma szacunek do siebie i do innych. Umiejącego sobie radzić i liczyć na siebie.
*chociaż tego zwrotu to Matka akurat nie cierpi
Non stop się spotyka Matka z prawami dziecka, z szacunkiem do dziecka, z usprawiedliwianiem. Krzyknąć nie wolno. Na tłumaczenie za mała. Kar się nie daje. Za to wychwalać pod niebiosa trzeba za wszystko. A potem Matka spotyka te same osoby narzekające na niewychowaną młodzież, pyskatych gówniarzy i brak szacunku do starszych.
Non stop Matka słyszy, że ma złe podejście. Ale potem są też głosy, że o dziwo Demolka potrafi się zamknąć, gdy tego sytuacja wymaga. Że potrafi na dupsku posiedzieć chwilę i nie drzeć się o wszystko. Że "dobrze wychowana"*.
"wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego"
*chociaż tego zwrotu to Matka akurat nie cierpi









I nie gadałaś w kościele, żeby dostać deser, a nie dlatego, żeby się modlić i pozwolić modlić innym ;) Ja Hubertowi tłumaczę, tłumaczę, aż do znudzenia. A mój krzyk na niego traktuję jako moje niepowodzenie i moją nieumiejętność panowania nad sobą i swoją złością. Dobrze, że do kościoła nie chodzimy przynajmniej odpada mi jedno miejsce gdzie Młody powinien być cicho, bo u niego to nie przejdzie ;D
OdpowiedzUsuńE tam ;) Tłumaczone miałam, że się nie gada. Ale jak gadałam i robaki w dupsku były to konsekwencje też były ;)
UsuńJa się drę :/ Walczę z tym, ale się drę czasem... Wolę tłumaczyć, ale czasem ten choleryk w środku wygrywa w pierwszym momencie... I tłumaczę później :P
Demolka nie ma pozwalane na gadanie i w sumie ostatnimi czasy siedzi mi cicho na kolanach :) Szaleje zaraz po wyjściu przez bramę ;)
Niestety za naszych dziecięcych czasów rodzic był kimś, nie był szykanowany przez psychologów, pedagogów, profesorów, ich jedne z najmądrzejszych książek, które niosą przepis na każdy problem ale zabraniają wręcz użycia podniesionego głosu itp. nie uważam żeby to było dobre. Kiedyś rodzić krzyknął, karę dał i dzieci wyrosły na ludzi, teraz dziecku nic powiedzieć nie wolno bo Ci grożą sądami, opieką społeczną itp... masakra. Niedługo dzieci będą się wychowywać samopas i ciekawe co z nich wyrośnie?! po niektórych dzieciach już widać brak jakiejkolwiek ręki. I potem chodzi takie małe, rozwydrzone, bezczelne, nie szanujące kolegów, koleżanek, rodziców i starszego pokolenia, plujące, używające wulgaryzmów i olewające totalnie wszystko. Wtedy rodzice chcą naprawiać błędy w wychowaniu, niestety wtedy to już jest stanowczo za późno. Uważam, że powinniśmy jako rodzice, opiekunowie itp... wskazywać dziecku dobrą drogę nawet jeśli czasem trzeba podnieść głos.
OdpowiedzUsuńJa kieruję się przede wszystkim instynktem. Na razie mnie nie zawodzi i nie zmusza do radykalnych rozwiązań :)
OdpowiedzUsuńZnam też wychowywanie z drugiej (szkolnej) strony i śmiem twierdzić, że jest coraz gorzej. Wieeelu obecnych rodziców wychowuje bardzo nieudolnie albo wcale... To smutne i przerażające!
Strony szkolnej nie znam, ale widzę czasem w otoczeniu i mi ręce opadają. Dziecku wolno wszystko "bo dziecko". Tak jakby rodzic nagle przestał miec jakiekolwiek znaczenie i pępkiem świata całego dziecko było. Dziecko, któremu wolno dosłownie wszystko.
UsuńWyobraź sobie, że 14 letni syn, który po 23 do domu pijany wrócił, dostał porządny ochrzan i zgłosił dyrekcji szkoły że mama go bije i mama kuratora dostała. (Muszą takie rzaczy sprawdzać) Teraz,synek wraca o 2 - 3 nad ranem, pije, pali, a matka nic nie może zrobić. Ma związane ręce. Do tego prowadzi "nasze nowe wychowanie" według którego powinniśmy postępować.
OdpowiedzUsuńKoszmar. I co? Dziecko złe? Nie sądzę. Ale przez to 14 też mogła mama wychowywac.
UsuńTu problem jest ciut bardziej złożony, bo ojca zabrakło w okresie dorastania, a gdy był to i na matkę szkalował, że zła, niedobra, że dzieciom nie kupi, nie da, nie zabierze na wycieczkę .... i to on pozwalał siedzieć po nocach, włóczyć się, szlajać ... a potem wracał za granicę zostawiając ją z całym tym majdanem, bez kasy, z długami ... i wychowanie zaczynało się od nowa :(
Usuńmądrze piszesz... ale w sumie najgorsze jest wpadanie ze skrajności w skrajność i trzeba to wszystko jakoś mądrze wypośrodkować ;)
OdpowiedzUsuńZłoty środek niezbędny :)
Usuńrany, jakie Ty święte słowa piszesz.
OdpowiedzUsuństaram się uczyć Emilię (H jeszcze za mała), że nie zawsze jest czas dla niej, że gdy dorośli rozmawiają to się nie przerywa, że i że i że itd.
też mam czasami wrażenie, że w całym tym rodzicielstwie zapomina się o rodzicach.
ps. właśnie za to lubię Cię czytać. za taką szczerość z poczuciem humoru.
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci bardzo :)
UsuńNie jestem matką, mam 20 lat, do dzieci mi daleko. Ale kiedy słyszę, że dzieci powinny być wychowywane bezstresowo, że nie można na nie krzyknąć ani ukarać, to aż mi się słabo robi. Nieraz widzę dzieci wrzeszczące w supermarkecie pod niebiosa, bo chciałyby wszystko z półki. Nieraz widzę dzieci biegające po kościele w przód i w tył, w prawo i w lewo, a za nimi matki na szpilkach, które ledwo nadążają, ale biegają dalej. Czasami spotykam dziecko, które siedzi z rodzicami przy stole i bez przerwy czegoś chce, wykłada zabawki na stół, gdzie jedzą dorośli, stuka w krzesło i próbuje rządzić. Przechodząc da się zauważyć konflikt matek, które toczą spór o to, że jedno dziecko sypnęło drugie piachem czy zabrało zabawkę. Wtedy myślę sobie "macie oto, kochani rodzice, swoje bezstresowo wychowane dziecko". Wychowywana byłam inaczej i dobrze mi z tym. Dziś wiem co jest dobre a co złe i nie uważam, że cały świat należy się tylko mi. Dobrze wychowujesz swoje dziecko :)
OdpowiedzUsuńI idealne dziecko czasem się drze i rogi pokaże. Taki urok dziecka, które nie zawsze sytuację ogarnie. Ale granice niezbędne. Z olbrzymim buforem miłości i cierpliwości, ale jednak granice.
Usuń:) demolka jest dobrze wychowywana:)
OdpowiedzUsuńMam taką nadzieję ;)
UsuńZajrzałam przypadkiem, a tu takie ciekawe tematy poruszasz, że muszę "nadrobić lekturę" i poczytać Cię więcej.
OdpowiedzUsuńJak bym czytała własne myśli, zarówno w tym poście jak i o nazewnictwie miejsc intymnych u dziewczynki :D 100% racji masz.
Wracając do tematu, to ja również staram się wychowywać tak jak Ty, chociaż czasem się łapie, że po przeczytaniu jakiegoś artykułu zaczynam mieć mętlik w głowie, czy na pewno dobrze robię. Widzę dużo dzieci po prostu niewychowanych. Jak mam do czynienia z taką niewychowaną 7 córką sąsiadki to łapie się za głowę, co będzie dalej?
Pozdrawiam Kamila.