Operacje plastyczne u dzieci
Temat spotkany przypadkiem. O operacjach ze względów estetycznych mowa. Z ciekawości przejrzane wypowiedzi pod artykułem i co? Wielkie oburzenie, że fanaberia, że durni rodzice. Łatwo oceniać. Łatwo mówić, że w każdym przypadku to wymysł i zdziwianie. Że dzieci wszystkie są piękne i żadnych zabiegów nie potrzebują. Że jak życiu nie zagraża, ani w fizyczny sposób go nie psuje to po co. W pewnym sensie trzeba się zgodzić. Dzieci są piękne. Najpiękniejsze. W oczach rodziców. Do etapu cudownej niewinności nieskażonej brutalnym potraktowaniem przez rówieśników i w swoich oczach. Potem pojawiają się kompleksy. Tak, podobno mądrzy rodzice potrafią wychować dziecko w pełni akceptujące siebie. Z naciskiem na "podobno".
Sytuacja pierwsza:
Dziewczynka lat 13. Ciemne znamię na twarzy. Niewielkie. Ale łzy z oczu wyciskające. Bo dokuczają w szkole. Bo się śmieją. Bo zaczyna zwracać uwagę na chłopców i znamię pewność siebie odbiera. Zoperowane. Blizny nie widać i mało kto o niej wie. Radość nie z tej ziemi.
Sytuacja druga:
Piegusek płci męskiej. Lat? Może z 6... Wyje, że do szkoły nie pójdzie, bo się śmieją z uszu odstających. Zoperowany. Szkoła zmieniona. Aktualnie 18-letni król szkolnego boiska.
W pierwszej sytuacji to o mnie... Rozumiem dzieciaki czujące potrzebę poprawienia czegoś. Czegoś czego nie zamaskuje się pudrem, odzieżą. Czegoś co odbiera pewność siebie i łatwość relacji z rówieśnikami. Próżność? Może. Ale świat nastolatków wybitną głębią nie grzeszył.
Operacje plastyczne u dzieci są i będą tematem wzbudzającym emocje. Zwłaszcza po pseudoambitnych programach typu "Mała Miss". Po rodzicach na siłę "udoskonalających" swoje dzieci. Gdzieś jest granica. Delikatna. Cienka. Zabiegi na widzimisię rodziców to bzdura, ale jak już dziecko samo chce? Coś co faktycznie poprawi jego samopoczucie? Samoocenę?
Skoro do ortodonty ze względów estetycznych dziecko się wozi, to dlaczego nie na korektę odstających uszu?
Skoro do ortodonty ze względów estetycznych dziecko się wozi, to dlaczego nie na korektę odstających uszu?
A Wy? Zgodzilibyście się na operację plastyczną swojego dziecka?









z tymi uszami i znamionami to dobre i normalne przykłady :)
OdpowiedzUsuńZgadzam się! Usunięcie znamion czy poprawa uszu może czasami dziecku bardzo pomóc w życiu np. szkolnym. Dzieciaki potrafią być okrutne, naśmiewać się, poniżać, dokuczać. A "Małą Miss" oglądałam momentami z niedowierzaniem i zastanawiałam się, czy te matki to tak na serio...
OdpowiedzUsuńróżne wariaty chodzą po świecie
UsuńJeśli miałby to być jeden z opisanych przez Ciebie zabiegów, to nie widzę przeciwskazań.
OdpowiedzUsuńMoże to znak czasów. Odwracając, w szkole miałem różnych kolegów i koleżanki. Okulary różnej grubości, wystające zęby, znamiona duże na twarzy, niedorozwój ręki. I nie pamiętam głupich uwag, poza rzuconym czasem w kłótni "okularnik". Może po prostu dobry nauczyciel potrafił problem wyeliminować, rodzice wytłumaczyć, że ten z blizną czy krzywym uchem jest fajny. Może dzieciaki mniej zwracały uwagę, niż w dzisiejszej pogoni za ideałem Barbie ?
OdpowiedzUsuńWiem, jestem facet, i mam syna. I póki nie ma blizny na pół twarzy, nie widzę w tym sensu. Sam odmówiłem jako 10 latek współpracy z ortodontą. I jak widzę 20 letniego chłopaka z aparatem na zębach, to patrzę nań jak na zniewiescialego fircyka.
Męski punkt widzenia.
Dziękuję za Twoją opinię.
UsuńSama do szkoły chodziłam i niestety u nas wyśmiewanie na podstawie wyglądu fizycznego to norma była. I myślę, że dla małej kobiety to jednak ma inne, większe znaczenie.
Mając córę na pewno bym musiał podejście zweryfikować. Tylko to kwestia tej cienkiej indywidualnej granicy. Piegi nie, duże brzydkie znamię raczej tak. W skrócie i teoretycznie czysto.
UsuńZresztą, świat dziś jest zupełnie inny niż te 30 lat temu. I zdrowego rozsądku w ustalaniu granicy niestety coraz mniej.
Dla mnie to też kwestia praktyczna.. Skoro i tak dziecko bardzo chce się pozbyć znamiona, płacze, wyje, krzyczy i ma problemy przez to, to i tak usunie jak tylko samego go stać na to będzie.
UsuńU dziecka taki zabieg łatwiej zniknie bez śladu, bo skóra wciąż rośnie i bardzo elastyczna.
Co dziecku przeszkadza często zależy od nas.
UsuńInna sytuacja, gdy wszędzie przykładowe znamię wadzi, inna gdy w domu jest ok, na podwórku ok, a tylko np w klasie czy w jednym gronie rodzi to problem.
Zresztą, czasem zamiast dostosować się do otoczenia lepiej otoczenie dostosować do siebie.
Mniej kontrowersyjnym, ale bardzo w istocie podobnym, problemem jest jak się / dziecko ubrać. Można na siłę kupić koszulkę z batmanem, ale czy zawsze warto ?
Myślę, że to kwestia indywidualna - jedne dzieci bardziej, inne mniej wrażliwe. Szkoła i rówieśnicy też robią swoje. A cóż, połowę dnia dziecko w szkole spędza. I chociaż dla dorosłego problem może się wydac głupotą, to dla dziecka akceptacja rówieśników jest ważna. Bardzo.
UsuńUbranie? Moda się zmienia. A znamię na twarzy, czy odstające uszy będą z wiekiem tylko coraz bardziej widoczne.
Z doświadczenia jako osoba po zabiegu tego typu powiem tak... W domu pełna akceptacja siebie. Nie zwracałam uwagi na znamię. Było po prostu częścią mnie. Dopóki w szkole nie zaczęły się śmiechy i problemy z kontaktem z rówieśnikami. Krzywdzące przezwiska itp. To ja "wywyłam" po 7-u latach płaczów operację. Za nic nie chciałam iśc do nowej szkoły ze znamieniem. Rodzice długo walczyli, że nie jest potrzebna, że zmienię szkołę i będzie ok. Ale to ja z tym żyłam. I to ja na co dzień czułam skutki tego znamienia.
Stąd mówię, ze każdy przypadek i decyzja są indywidualne, ja tylko teoretyzuje. A daleki jestem od szybkich łatwych osądów :)
UsuńTen nacisk na 'podobno' to mogę potwierdzić, że znam, miałam koleżankę, która mogła mieć kompleksy co najmniej jak stąd do Antarktydy w każdej partii ciała a była ;królową boiska' bez tego. Ale tak, jestem za operacjami, gdy dzieci tak ciężko psychicznie przechodzą przez swoje niedoskonałości. Trochę to porównuje do wystających zębów - zakładamy aparat i prostujemy, już nikt nie mówi o fanaberii. Oczywiście operacja jest bardziej inwazyjna i ryzykowna - o ile to nie są wymysły nieodpowiedzialnych rodziców to jestem na tak.
OdpowiedzUsuńNo właśnie kwestia jak to dziecko znosi. Niektóre po prostu słabe psychicznie i byle docinki robią krzywdę. Bolą. Wtedy zdecydowanie więcej plusów niż minusów.
UsuńPoza tym szczerze? Teraz taka technologia, że na miejscowym wszystko chirurgią jednego dnia robią. Zdecydowanie jestem za operacjami jak dziecku to może pomóc ;)
Napisze z wlasnej perspektywy. Ja jako osoba posiadajaca uszy bardziej odstajace od glowy, przezylam w szkole, na podworku, miedzy dziecmi KOSZMAR. Bardzo mocno odbilo sie to na mojej psychice i pewnosci siebie.Tak mocno, ze do tej pory, mimo iz wada sie zmniejszyla, bo glowa urosla, nigdy, przenigdy nie zwiaze wlosow publicznie. Mimo, ze rodzice nie zafundowali mi operacji, mimo iz mowili, ze jestem piekna, ze nie potrzebuje to w nastepnym roku planuje taka zrobic.
OdpowiedzUsuńNie posiadam jeszcze dzieci, ale jezeli beda mialy taki sam problem, operacje zrobimy jak najwczesniej, zeby nie musialo przechodzic przez to wszystko co ja :/