Kwiatuszek, muszelka i stado myszek
„To, co ziemię w raj nam zmienia,
Życia cały wdzięk stanowi,
Na to - nie ma wyrażenia,
O tym - w Polsce się nie mówi"
Dawno temu pisał tak Tadeusz Boy - Żeleński. I nikt nic mądrego na ten temat do dziś nie wymyślił. Szkoda. Bo mętlik w głowie. Podejrzewam, że w niejednej rodzicielskiej głowie, gdy trzeba nazwać miejsca intymne u dziecka..
Chłopcy to jeszcze luz*. Nazwy jakieś są. Mniej do nazwania. Jest penis vel siusiak, są jądra vel jajka, które nawet małe dziecko jest w stanie szybko zapamiętać i wypowiedzieć.
A dziewczynki? Tu się zaczyna wielka historia pomysłów i jeszcze większego niezadowolenia. Internet przeszukany. Znajomi przepytani. Wszystko nie takie. Nigdzie nie ma podane co najlepsze.
Cipa, Cipcia, cipulka? Zbyt wulgarnie. Na równi z ch***mi na murach. Pełne negatywnego wydźwięku, przynajmniej wg matczynych standardów. Chociaż może kiedyś odczarować się w społeczeństwie to słowo uda. Jakieś ułatwienie by było.
Myszki, muszelki i inne kwiatuszki? Infantylnie. Śmiesznie wręcz. Poza tym w książkach myszki, na koszulce myszki... Jak to się ma do tego, że to miejsce intymne i jednak "myszki" miejsce jest ukryte w majtkach? Czasem do córki mówi się myszko moja... Nie, słowo myszka zdecydowanie nie leży. Sama kwestia wyjaśniania potem dziecku dlaczego różne rzeczy tą samą nazwę mają. Po co sobie życie utrudniać**?
Sisia, sikulka, sikawka, pisia, pusia i inna siasiania. Hmmm... Nie. Słowotwórstwo jest fajna zabawą, ale nie w poważnym temacie. Zwłaszcza, że nadmiaru zdrobnień i innego tiutania to u nas nie ma w domu.
Język medyczny, nazewnictwo anatomiczne brzmi co najmniej dziwnie w ustach niespełna dwulatki... Srom?Razi, w uszy kluje. A może to tylko wydaje się brzmieć dziwnie?
Polskiego brakło. Obce języki przejrzane i są! Słowa miłe. Pasujące. I w angielskim się znajdzie. I we francuskim... Jest też czarodziejskie Joni, które zawiera wszystko łącznie z podkreśleniem wyjątkowej wagi opisywanego obszaru, świętej przestrzeni.
Ale potem pójdzie do przedszkola Demolka, czy w inne społeczne miejsce i wspólnego języka nie znajdzie. Znowu problem będzie.
Trzeba było wrócić do wizji podręczników do anatomii. Bo słowo łokieć funkcjonuje przez całe życie. I głowa też. Nawet kolano i piersi. Tak i miejsca intymne nazwę mieć muszą***. Bardziej sensowną niż ""to", "tam", "tam na dole", "pupa przednia i pupa tylna" albo "pupa"**** w wersji kompleksowej. Nazewnictwo, które bez problemu dzieciak ciekawski wymówi. Wargi sromowe, wagina, łechtaczka... Dla dzieciaka zbyt skomplikowane. Przynajmniej dla małego dzieciaka. Przynajmniej w całym zestawie. A jeśli wybrać jedno, to które...
Mętlik. Jeden, wielki mętlik. Nie mogłoby nadejść zainteresowanie tematem dopiero wtedy, gdy będzie w stanie zapamiętać i zrozumieć więcej na raz?
Mętlik. Jeden, wielki mętlik. Nie mogłoby nadejść zainteresowanie tematem dopiero wtedy, gdy będzie w stanie zapamiętać i zrozumieć więcej na raz?
*chyba
**co kto lubi, ja nie lubię
***Bo przecież wersja "Córciu, umyj miejsca intymne" to raczej rozwiązanie nie jest.
****Do tej pory było ok :P
****Do tej pory było ok :P









Dobrze, że mam synka;) Będę miała mniejszy problem, bo rzeczywiście u chłopców jakoś tak swobodniej przychodzi nam mówić "siusiak", czy "ptaszek" a u dziewczynki z tym gorzej...Nawet Nam dorosłym czasem ciężko nazwać intymne części ciała i mamy z tym problem, więc nie ma co się dziwić, że trudno jest też przekazać dziecku jakąś nazwę, która nie będzie się Nam wydawała, albo zbyt śmieszna albo wulgarna, albo za poważna...
OdpowiedzUsuńA jeszcze odnośnie Twojego tematu, to ostatnio w DZIEŃ DOBRY TVN był temat o lalkach do edukacji seksualnej dla dzieci.
Usuńhttp://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/lalki-z-siusiakami-i-z-pisiami,99075.html
Dzięki! Chętnie zobaczę :)
UsuńJa bez telewizji to nawet nie wiedziałam, że taki program jest ;)
Ale lalki nawet seksualnością faszerowac... Nie widzi mi się to.
Ja mówię... Sikulina :)
OdpowiedzUsuńAle jak słyszę matki u lekarz które mówię, że na ch***ku cos się mu zrobiło to umieram :D
Łeee... Chujek? Do dziecka? Nie, zdecydowanie nie po mojemu :D
UsuńJa mówię po prostu pipcia, piczunia. :P Jak Mała zacznie dopytywać, to nadal będziemy tak mówić, bo tak jest od początku. To ciężki temat właśnie przez brak "tych" określeń dla dziewczynki - ciekawe, kiedy Michura zacznie dopytywać, ale póki co mam jeszcze chwilę, bo roczniak nie "kuma bazy", że się tak wyrażę. :P
OdpowiedzUsuńpierwsza wersja jest ok, Nawet się zastanawiałam nad nią. Ale teraz mam silne skojarzenie z siostrą księżnej brytyjskiej i mi się śmiac chce :D
UsuńWiesz, że jakoś nigdy mi to nie przyszło do głowy?! Do synka zawsze mówię, że ma siusiaczka, ale jakbym powiedział do córki... u mnie w domu chyba zawsze się mówiło cipcia lub siusia :) No to masz Matko problem! ;)
OdpowiedzUsuńTeż wcześniej się nie zastanawiałam, a teraz kminię i nic w 100% nie satysfakcjonuje. Łatwiej u chłopaka ;)
UsuńJeśli faktycznie urodzi mi się chłopiec to tak jak piszesz, większego problemu mieć nie będę natomiast u dziewczynki każda mama wybiera sobie chyba najodpowiedniejsze dla siebie słowo i wprowadza je w życie... czy to dobre, hmm nie wiem bo miedzy dziećmi powstaje konflikt słowny "bo ja to mam między nóżkami pimpusię a ja pupkę" i wtedy rodzic tłumaczyć musi, że jest wiele określeń. Chyba lepiej byłoby gdyby było jedno uniwersalne słowo, stonowane, pasujące dla dzieci do określenia całego układu rozrodczego ale niestety u nas w kraju chyba nikt nigdy na to ie wpadnie i rodzice dalej będą wymyślać określenia sami...
OdpowiedzUsuńBo my kraj wyjątkowy! Wulgaryzmów co nie miara, klnąc każdy potrafi, a jak przyjdzie co do czego to słów brakuje ;)
UsuńZastanawiałam się własnie kiedyś, co by było jakbym miała dziewczynkę. Bo u Młodego ten siusiak i jajka to tak naturalnie, nie wulgarnie, nie infantylnie, no w sam raz dla dzieciora. A dziewczynka? Podobało mi się w sumie ciabatka :D Ale to znowu to samo co z myszką: potem w sklepie czy piekarni tłumaczyć że ciabatka i bułka ciabatka to co innego?.. :D
OdpowiedzUsuń