Horror porodowy

12:23 Elenka 20 Comments

W ciąży jesteś? Ło Matko... Teraz to Ci się zacznie...
Poród? Jak boli! Położna cięła na ślepo. Ba! Gdzie w czasie skurczu? Na żywca cięła! Pół dupy mi rozcięła!
Lekarz? Leń śmierdzący... Papiery tylko przyszedł podpisać. Pęcherz przebił, jedynie na kasie i czasie mu zależało. 

Nie, to nie moje doświadczenia. Bynajmniej. To przemawiające do wyobraźni horrory jakie są serwowane przyszłym matkom. A potem wielki szał na porody domowe. Na unikanie lekarzy. Na strach przed medycyną. Przed porodem. Jedna Matka, drugiej Matce. Straszy. Maluje obraz krwawej rzeźni.
I co dalej? Przyszła matka się boi... Nie nieznanego. Nie nowości. Przeraża ją wizja porodu. Panikuje na myśl o bólu przekraczającym granice wytrzymałości. Na myśl o skrajnej znieczulicy wśród personelu. W tym całym przerażeniu światełkiem w tunelu jest wizja dziecka. Wymarzonego, ukochanego potomka. Koniec udręk? Nie... Życzliwe osoby straszą dalej. Że przy dziecku nikt nie pomoże. Że zostawią obolałą położnicę co ledwo się rusza z rozdartym noworodkiem nie umiejącym jeść. Że nikt nie dba i traktuje jak śmiecia.

A po porodzie? 2h po porodzie dostałam pytanie "i co? ciężko było? nad drugim teraz pomyślisz?". Cóż, i pierwsze przemyślane było. Owszem, był strach. Ale przede wszystkim podejście, że jak wlazło to i wyleźć musi. I inne podnoszące na duchu nieoptymistyczne stwierdzenia też były. 

Nierodzące ze strachem w oczach pytają "jak to jest? bardzo boli?"... Wprost pytają na wieść, żem "dzieciata". Aż się Matka dziwnie czuje czasami. Bo jasne, że poród zazwyczaj nie ma nic wspólnego z sesją masażu relaksacyjnego w SPA, ale takie nastawianie się na horror to żadne wyjście.


Was straszyli? U mnie wygrywały kobiety... 45+ Do dziś mam dreszcze, gdy przypomnę sobie niektóre historie.

Jedna matka drugiej matce. Kobieta kobiecie... Człowiek człowiekowi.

20 komentarzy:

  1. Ja właśnie nasłuchałam się samych optymistycznych opcji, że nie jest tak źle, nastawiłam się, że będzie idealnie, tak jak miały wszystkie moje znajome, że pojadę do szpitala jak już będą silne skurcze, a wcześniej to w domu na spokojnie będę z mężem... i się przeliczyłam... bo miałam dokładnie taki horror jak opisałaś we wstępie! Naprawdę bez koloryzacji...A jeszcze na dodatek byłam już tydzień po terminie i 23 grudnia musiałam się zgłosić do szpitala i być pod kontrolą, a tam przeleżałam aż do 4 stycznia! We Wigilię cewnik, Pierwsze Święto kroplówka i nic to nie dało, a Drugie Święto ordynator otwarcie powiedział, że już nie będą na razie nic więcej robić, bo gdyby się coś ruszyło to musieli by ściągać lekarza na dyżur, a przecież to tragedia, bo święta i w ogóle... i tak Krzyś urodził się dopiero 27 grudnia i niestety wody były już zielone i miał jakieś zakażenie, także z Małym, który musiał dostawać jakieś antybiotyki przeleżałam jeszcze do 4 stycznia. Ja jak rozmawiam z koleżankami, które są teraz w ciąży to im mówię, że miałam ciężki poród, że to boli, ale że każdy ma inną wytrzymałość na ból i inaczej to znosi, nie każdy poród jest ciężki no i że każda z Nas później już o tym zapomina i jest radość, że ma się przy sobie już swoje dziecko. Ja wolałabym nastawić się na najgorsze i ewentualnie być miło zaskoczona jeśli okazało by się, że lżej bym zniosła poród, a nie nastawiać się, że będzie całkiem nieźle i się nie miło rozczarować.... To jest oczywiście moje zdanie, każdy ma prawo mieć swoje...

    OdpowiedzUsuń
  2. Aha i co do lekarzy, to akurat nie chciałabym wszystkich do jednego wora wrzucać, ale akurat ordynator, który jest u nas w szpitalu jest nastawiony tylko na kasę! A właściwie liczy na jakieś dodatkowe pieniądze! Moja mama, która straciła syna już w 9 miesiącu ciąży i była wtedy w szpitalu pod kontrolą, ale wystąpiło zatrucie ciążowe poszła porozmawiać z ordynatorem, żeby coś robili w to Drugie Święto, przedstawiła mu sytuację, bo się denerwowaliśmy, że już tyle czasu po terminie i żeby sytuacja się nie powtórzyła... A On powiedział, że ma się nie martwić, wszystko będzie OK, bo jestem pod kontrolą i w związku z tym, że jest święto poczekają do jutra...nie miałam zbadanych wód płodowych, więc skąd miał pewność, że będzie OK? nie miał takiej pewności a jednak zapewniał. I okazało się, że się mylił, bo mały miał jakieś bakterie z wód płodowych i nawet były trudności, żeby je określić, miał dwa razy zmieniany antybiotyk... Ale jeśli chodzi o lekarza, który był przy porodzie, to był to jeszcze młody lekarz, ale naprawdę konkretny i bardzo mi pomógł, zresztą tak jak położne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech :( Wiem, że są takie przypadki. Znam takich sporo.
      Ale sama jako przyszła mama nasłuchałam się samych negatywnych wersji, strasznych historii. I to mi nie pomogło. Bo chociaż to czasami rzeczywistość, to wolałabym iśc do porodu z lekką głową bez kosmicznych lęków i obaw.

      Usuń
  3. Wiesz...ja akurat miałam taki poród, jak z horroru. I nie życzyłabym go nikomu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się zgadzam, że są porody z horroru. Ale nie widzę sensu w straszeniu i nastawianiu przyszłej matki na taki.

      Usuń
  4. Mnie troszkę straszyły koleżanki, ale tak na prawdę to ja sama siebie nakręciłam najbardziej. Co wieczór zapuszczałam sobie program "Porodówka" i patrzyłam na te krzyczące z bólu kobiety, na ich przerażonych mężów, krew, CC, jakieś komplikacje... Wiesz ile razy płakałam mojemu mężowi, że nie chcę rodzić bo się boję, a on mi zakazywał oglądania bo już chyba miał mnie dość :D A jak już przyszło do rodzenia to nie było aż tak źle. Bolało jak diabli, ale jakoś dałam radę. Marzy mi się, że przy drugiej ciąży też tak łatwo i szybko pójdzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wariatka ;) Ja nic nie oglądałam takiego... Zbyt bogata wyobraźnia. Przypadkiem jeden program o dziecku co chore było obejrzałam i potem schizowałam ;)

      Usuń
    2. Też oglądałam porodówkę! W ciąż bliźniaczej :D skończyłam koło 33 tc jak mi po programie skurcze wyskoczyły :P Tak się zestresowałam że masakra. I mąż zabronił mi oglądać ... kochany :)
      Ja do pierwszego porodu szłam ze spokojną głową, że będzie ok, że pomogą, że wesprą ... a było tak jak opisałaś :( łącznie z cięciem na żywca, bez skurczu i aż do "dupy" bo nie uprzedziła i się wybiłam nogami (skalpel jej zjechał) jedno dobre że mąż mnie złapał bo tyłem z fotela zleciałam (tak mocno się wybiłam :D) ... i darły się na mnie że źle, że nie tak, w ogóle wszystko robiłam źle, źle leżałam, źle kucałam, padały różne epitety pod moim adresem (kurwa, kobieto; debilko; idiotko; popierdoliło ... itp. :( Ale innych nie straszę. Mówię, że nie będzie łatwo, ale na pewno dadzą radę. I modlę się za każdym razem, żeby faktycznie tak było.

      Usuń
    3. :(
      Jak można tak drugiego człowieka traktowac...

      Usuń
  5. myślę, że trzeba znaleźć złoty środek. nie jestem za tym, żeby opowiadać o porodzie jak o horrorze - to wszystko jest do przejścia choćby nie wiem jak bolało, jak cięli, jak się zachowywali. idziemy rodzić i to jest najważniejsze, żeby koniec końców zobaczyć dzieciątko we własnych ramionach. ale nie jestem też za koloryzowaniem, że było super i nic nie bolało, trochę może jak przy okresie. wydaje mi się, że najlepiej mówić prawdę, ale fakty, że tak - tną, tak- to boli bardzo, tak - skurcze są częste i silne, tak- bywa, że muszą przebić pęcherz, ale bez emocji właśnie jak z horroru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to mi chodzi :) Każdy poród inny. I fundowanie komuś wizji z horroru na dzień dobry jest bez sensu... Owszem boli, owszem męczy. Tak, człowiek ma dośc. Ale jak ktoś mnie pyta o poród to wolę mówic o emocjach związanych z zobaczeniem dziecka niż o bólu...

      Usuń
  6. Ja się sama nakręcałam, bo byłam ciekawa. Nie wiedziałam nic, więc czytałam i czytałam różne głupoty. Wśród znajomych nikt nie wypowiadał się źle. Jak to się mówi - czas leczy rany :)
    Takie rzeczy rzeczywiście raczej się zapomina, przynajmniej trochę, więc jak kogoś zapytasz jak było to odpowie Ci nie przejmuj się, przeżyjesz mimo tego, że sam zwijał się z bólu itd.
    Mój poród nie był zły, nie było dzięki Bogu żadnych komplikacji. Wyobrażenia nie miałam żadnego i bardzo dobrze, bo chyba zeszłabym ze strachu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Celowo nie oglądałam i nie czytałam za dużo - w ogóle w ciąży unikałam forów. Tam się udzielają głównie kobiety, u których "coś nie poszło", bo te, którym poszło bez problemów - nie mają potrzeby się wyżalić.
    Poród miałam chyba dość lekki - bez powikłań i problemów. I tak też opowiadam zainteresowanym:
    - Boleć, bolało - ale nic nie do wytrzymania.
    - W tym bólu najlepsze jest to, że pomiędzy skurczami jest nieźle (pół porodu przeleżałam z wzrokiem utkwionym w zegarze ściennym czekając na koniec skurczu).
    - Po porodzie przestaje boleć, no i już się można skupić na zapoznaniu się z Maluchem.
    Cóż, może i dobrze, że się nie ma wyjścia - i jak przyjdzie czas, to trzeba urodzić. Inaczej 80% spanikowanych kobiet odwlekałoby poród miesiącami :D

    OdpowiedzUsuń
  8. a ja pierwszego porodu nie mogłam się doczekać, był fantastyczny. rodziłąm z uśmiechem na twarzy. ból? nie pamiętam.
    do drugiego byłam także optymistycznie nastawiona.
    ból? nie pamiętam.
    ja mogę wszytskim kobietom opowiadać jak fantastycznie jest rodzić, bo jest.
    jeśli jakaś ma problem neich do mnie wali.
    bo rodzić jest super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam Cię ;) Genialna jesteś!
      Rodzenia za super nie uważam, ale efekty są genialne! ;-)

      Usuń
  9. Kochana, jakbym normalnie ten post przeniosła na siebie teraz. Ciągle tylko słyszę, że będzie bolało, że niby straszyć nie chcą ale tak będzie, że każda musi to przeżyć ale to nic przyjemnego itp... szczerze wcale mi to nie pomaga. Fakt, wizja upragnionego dziecka, wyczekiwanego po dwóch wcześniejszych stratach jest cudowna ale straszenie niestety nie pomaga. U mnie znów średnia wieku osób straszących wynosi +26 i szczerze wcale mnie to nie bawi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze powtarzam, że każdy poród inny. Jedna owszem się wymęczy, ale druga gorzej okres znosiła przed ciążą :) Nastawienie i przygotowanie to duża częśc sukcesu. Dobrze będzie!

      Usuń
  10. Fantastycznie się Ciebie czyta - abstrahując od porodowych legend i strachów ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. sama słyszę te legendy dosyć często, ale co zrobić? no przecież nie powiem, że jak tak, to ja rodzić nie będę;)
    Także liczę na to że jakoś to będzie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze będzie! Może akurat na Ciebie padnie i sobie poród z orgazmem zafundujesz ;)

      Usuń