Socjalizacja płciowa
Matka się gubi. Niby się mówi, że indoktrynacja dziecka na męskie i kobiece jest zła. A wszędzie podziały.
Sklep dziecięcy. Na prawo róż, na lewo błękit. Wiecie ile się Matka oklnęła jak mówiła, że dla dziewczynki chce i od razu różowe falbanki jej pokazywali?
Zabawki? Różowe suszarki do włosów i czerwone młotki. A nie! Ostatnio niebieskie żelazka widziała Matka... Bo przecież jak chłopiec koniecznie chce prasować to różowym nie wypada... Zabawki muszą być dostosowane do płci.
Chłopiec podał Demolce koparkę w piasku to usłyszał od mamy "nie skarbie, to dziewczynka... Dziewczynki bawią się lalkami"... Tak, a potem najlepiej je zamknąć przy zmywaku, bo jeszcze przyjdzie takiej do głowy, że może sama śrubę przykręcić.
Małż gotuje. Sprząta łazienkę, coby się Matce pazury nie niszczyły. Gary też myje. Samochód naprawia. Wali młotkiem i wie co to łopata. Rozczula się przy zwierzętach. Guzik przyszyje i nawet na zakupy pojedzie. Z kartką, bo z kartką, ale da radę. Przy Demolce to cóż... Piersią tylko nie karmił chociaż Demolka się kilka razy z zapałem przyssała do niego.
Matka potrafi korki zawatowac. Mostek stykowy na kablach zrobić jak fazę wybije i w połowie pieczenia piekarnik padnie też potrafi. Różnicy nie robi czy do malowania jest twarz, pazury, czy ściana. Sprząta, piecze, gotuje, dziecko bawi. W sprzęcie garażowo-warsztatowym dziadka odnajduje się bez problemu. Jedynie do auta się nie zbliża, bo nie cierpi. I prowadzić i grzebać przy nim.
I Demolce też się nie wmawia, że dziewczynka, że fuj, że jak to młotek... Chce to się bawi. Granatowym młotkiem. I zielonym pilnikiem do metalu. I jeździ na koparce. I w swoim ukochanym tirze*. Jak najdzie ochota to i w praniu pomoże. I w kuchni "mufki"** wymiesza. Książki lubi i o zwierzątkach i o wyścigówce. Nawet o samolocie lubi! Ba! Chodzi w podkoszulkach po wujkach i żyje! Nic się nie stało z dzieckiem, chociaż często Demolka bez "dziewczyńskich" ciuchów.
W sumie wujkowie Demolki się więcej bawili lalkami niż Matka, czy Demolka...
No, taką nieokreśloną rodzinę ma Matka... Taką co to ma w głębokim poważaniu stereotypy o podziałach na męskie i żeńskie sprawy. Mającą w głębokim poważaniu ramki społeczne, a pozwalającą samemu szukać tego co się lubi i czego się chce. Taką co to śmieje się ze zdziwieniem, gdy ktoś ze wstydem zabiera chłopca od różowego balonu, czy wózka dla lalek... Bo "tam są zabawki dla chłopców!"
*dziadka też ukochanym
**muffiny










Adamski ma i kuchnie, ma naczynia, ma i odkurzacz :] Jedynie zamiast wózka dla lalek ma kosiarkę :P
OdpowiedzUsuńDa się? Da!
UsuńMoże tylko na końcu świata ludzie dziwne pomysły mają...
Ja też nie lubię podziałów. A niebieskiego wręcz nienawidzę!
OdpowiedzUsuńDobrze robisz!!!
I to kupowanie niemowlętom różowych i niebieskich grzechotek... Brrr!
UsuńDobrze działasz! :)
OdpowiedzUsuńdobrze mówisz!! ile trzeba sie oszukac, ochodzic zeby kupić dziewczynce coś NIE RÓŻOWEGO!!
OdpowiedzUsuńPrawda! Jak mój będzie miał ochotę lalką się pobawić to i lalę mu kupię. Przecież dziecko ma prawo się bawić. Podziałów na róż i niebieski też nie lubię, dlatego przy kompletowaniu wyprawki dominowała zieleń, żółty i beżowy :)
OdpowiedzUsuńTo tak jak u mnie ;) tylko czerwień zamiast zielonego, bo bardziej lubię ;) i pomarańcz
UsuńTeż mnie złoszczą stereotypy, chociaż sama typową "kurą domową" ale to z wyboru - jak mężowi każę, to zrobi - ja jestem od zarządzania.
OdpowiedzUsuńA Majka uwielbia się bawić kluczami taty i auta też fascynują.
Chociaż widzę, że robi się z niej kobietka mała bo moje buty przymierza i chce mieć umalowane paznokcie :p
Ja sobie głowy tymi podziałami nie zawracam.
OdpowiedzUsuńAle też kiedy moja mama dała Młodemu różowe ubranka (ale to takie rószofe wręcz) to już przesada. Ja wiem, że on nie wie, nie rozumie, nie robi mu to różnicy, ale mi różowy nie podchodzi, zwłaszcza do chłopaka. No nie będę z syna pederasty robić ^^' Moje jedyne odstępstwo od braku podziałów :D