Eutanazja chorych dzieci

06:33 Elenka 12 Comments

Miało być o czym innym... Ale Matka nie może. Nie potrafi. Czytaliście? Słyszeliście?

Matka lata wolontariuszką była. W Hospicjum. Przy dzieciaczkach roślinkach. Matka zna dzieciaki upośledzone umysłowo, opóźnione w rozwoju, niepełnosprawne fizycznie. Szczęśliwe dzieciaki. Wspaniałych młodych ludzi. Dorosłych, którzy nie jeden raz dla Matki inspiracją są. Siłą, że można zrobić tak wiele, mając tyle ograniczeń. Zna Matka też ich rodziców. Kochających. Tak samo jak Matka kocha Demolkę.

Matka zna życie z dzieckiem "chorym" od podszewki... Znam. Jako starsza siostra. I nie wyobrażam sobie, że miałoby brata mojego nie być. Że ktoś miałby go zabić. 

W ciąży bałam się jak cholera, czy Demolka zdrowa... Przerażona byłam. Niby każda Matka w ciąży się martwi... Ale wiedząc jak to wygląda, wiedząc o wszystkim, bałam się. Całe życie się bałam... I ulgi po usłyszeniu "przezierność karkowa w normie" nie potrafię opisać... Ale byłam w 100% pewna, że to moje dziecko. Zawsze. W każdej sytuacji. Zdrowe, czy chore. Moje. I w każdej sytuacji walczyłabym o życie, o brak bólu, cierpienia. O poszanowanie jakie jest należne każdemu człowiekowi. 


Jak czytam opinie tych pseudolekarzy, co to ślubowali, że nie szkodzić, a zabijać chcą to sama mam ochotę rozstrzelać... Bo skoro chore dzieci na życie nie zasługują, to jakim prawem oni zasługują? Jakim prawem jeden człowiek chce decydować o życiu drugiego?
Z kar śmierci dla potworów się wycofują, a dzieci niczemu winne chcą zabijać?

Dlaczego decydują ludzie, którzy gówno wiedzą o życiu z chorym dzieckiem? Skąd pomysł, by robić to "nawet bez zgody osób bezpośrednio zainteresowanych, czyli na przykład rodziców"? Nie, nie jest różowo. Nie jest łatwo. Ale TAK SAMO jak ze zdrowym dzieckiem są chwile szczęścia. Są chwile dumy. Radocha. Bezgraniczna miłość. I niemożliwość wyobrażenia sobie, że tego dziecka miałoby nie być.... Są problemy. To normalne. Ale czy rodzice zdrowych dzieci problemów nie mają? Mają. Tylko inne... 



*Tym razem w ramach najwyższego wzburzenia pierwsza osoba... Bo nie potrafię. Nie umiem nie podchodzić emocjonalnie. 

12 komentarzy:

  1. Gdyby moje dziecko zachorowało, gdyby to były tylko dni lub miesiące, gdyby było roślinką i nie byłoby żadnej szansy na wyzdrowienie. Gdyby musiała za niego funkcjonować maszyna albo towarzyszyłby mu ból nie do opisania to... nie wiem co bym zrobiła. Nie mam pojęcia. Jakby się mnie lekarz zapytał czy odłączyć go od aparatury to bym nie potrafiła odpowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nawet w takiej sytuacji kazdy rodzic-wierzący czy nie-liczylby na cud.

      Usuń
    2. a ja widziałam ludzi bez szans na lepszy stan, umierających długo i boleśnie, gdyby to było moje dziecko lub inna bliska osoba, to błagałabym o eutanazję...

      Usuń
  2. to jest bardzo ciężki temat, bardzo. osobiście nie jestem za eutanazją. uważam, że skoro o życiu nie decydujemy, to dlaczego mamy decydować o swojej śmierci. tym bardziej, że w przypadku dzieci to nie one decydują same za siebie... jednak kiedyś był taki film z Brodzik "Jasne błękitne okna", poruszył mnie bardzo, było tam zmaganie z rakiem, bardzo realistycznie pokazane (sama nie miałam kontaktu z tak ciężkimi chorobami). i po jego obejrzeniu miałam myśli, po co się tak męczyć... myślę jednak, że do końca trzeba walczyć i liczyć na cud. nie poddawać się chorobie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie, nie i jeszcze raz nie!
    Ile jest dzieci, które nie miały prawa żyć?
    Rodzice dowiadywali się, że jeżeli przeżyją - będą roślinkami.
    Sama znam takiego chłopca.
    Ma cztery latka. Mimo że nie ma czucia w nogach - chodzi. Serduszko, mimo kilku operacji, albo dzięki nim właśnie bije! Chłopiec, mimo znacznego upośledzenia aparatu mowy zaczyna mówić zrozumiale! Jakie mają prawo lekarze do tego, by decydować o tym, czy dać szansę?

    Tu nie chodzi o eutanazję starszych dzieci! Chodzi o to, że lekarz po urodzeniu maluszka zabierze go rodzicom i zabije, bo jego zdaniem tak będzie lepiej? NIE! NIE WOLNO! Każde z tych dzieci ma szansę! Nawet jeśli świat od początku mówi nie.

    KAŻDE DZIECKO MA SZANSĘ, A MY NIE MAMY PRAWA DECYDOWAĆ O TYM, CZY PRZEŻYJĄ!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amen. Brat miał nie przeżyc miesiąca. Max 10 dni... Byłam dzieckiem. Nawet nie moge sobie wyobrazic co musiała czuc moja Matka. Ja przez te chwile, gdy Demolka nie oddychała po porodzie czułam jakby mi serce wyrwali. Wszystko czułam.
      Ostatnio 18-ste urodziny Brata świętowaliśmy, a On jeździ na paraolimpiady, przywozi Demolce kolejne medale do zabawy... To On Ją zaraził miłością do koni! Jak miałby ktoś go zabic, bo "i tak nie będzie długo żył"... :(

      Usuń
  4. Myślę, że to nie ludzie są od decydowania kto bardziej zasługuje na życie. Życia nie da się wartościować i porównywać jednego do drugiego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem za walką, sama walczyłam wiele razy, aby donosić ciąże, nie zawsze wychodziłam z tej walki zwycięsko. Ale też uważam, że czasem przychodzi taki moment, kiedy trzeba podjąć trudne decyzje, czasem jest to decyzja o eutanazji. Opiekowałam się ciocią, która przez blisko 9 miesięcy była po udarze i chorowała na raka. Widząc jej ogromne cierpienie dzień po dniu i tydzień po tygodniu, błagałam Boga, aby się nad nią zlitował i zabrał. Trwało to długo za długo. I nie mając żadnej nadziei na poprawę, widząc jak ukochane dziecko cierpi, ciągle, nieprzerwanie...nie wiem czy nie zdecydowałabym się na eutanazję. Nie dla siebie, swojej wygody i spokoju, ale dla tego cierpiącego dziecka...Ale wszystko zależy od indywidualnej sytuacji i od tego czy dziecko cierpi, czy po prostu nie jest takie jak inne i wymaga więcej opieki i miłości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że są przypadki bez szans. Nie oceniam rodziców. Tylko Oni wiedzą co jest ok, bo to na nich spoczywa odpowiedzialnośc za zapewnienie opieki dziecku. Ale pomysł podejmowanie tej decyzji przez lekarzy, bez zgody rodziców? :(

      Wiem też, że czasem lekarze się mylą. Jakie konsylium będzie miało 100% pewności, że szans brak...
      Mi wielu lekarzy niezależnie powiedziało, że NIGDY dziecka nie będę miała. Że nie ma fizycznej możliwości bym donosiła ciążę. Ba! Bym w nią zaszła.
      Lekarze wprost powiedzieli mojej Matce, by nie zabierała brata do domu nawet... Bo nie przeżyje. Bo nie ma sensu "takiego" do inkubatora. A żyje. Ma się dobrze. Właśnie mi kawę zrobił i przyniósł :)

      Są choroby gdzie nawet cudów nie ma... Ale noworodki mają w sobie niepojętą siłę. Taką jakiej u dorosłych nie ma...
      I czy wyrażenie zgody społecznej na eutanazję chorych dzieciaków nie będzie krokiem do przyzwolenia na dalsze rozszerzanie tych "praw"? Na naciąganie ludzkiej moralności, by w końcu zupełnie ją pogrzebac...
      Nie wiem. Dużo myśli w głowie. Strachu, co takie prawa mogą przynieśc.

      Usuń
    2. Akurat uważam, że lekarzom nic do podejmowania takich decyzji, tylko rodzice mogą ewentualnie zadecydować. Co też powinno być regulowane, żeby nie dochodziło do sytuacji kiedy rodzice chcą "się pozbyć problemu". I zdecydowanie nie wolno z takimi decyzjami się spieszyć. Wiesz, ja też ponoć nie miałam szansy na dzieci, a teraz jedna drugą po ramieniu grzmoci nożykiem, takim od ciastoliny :P

      Usuń
  6. http://www.dawidekspalek.pl/index.php/moja-historia
    Przykład z życia wzięty... Warto przeczytać tą historię, ja jak to czytałam płakałam, ale teraz śledzę losy małego Dawidka na facebooku, zaczyna już oddychać bez specjalistycznego sprzętu.. Ten chłopczyk miał taką wolę życia, że jak sobie pomyślę, że ktoś miałby jemu czy innych chorym dzieciom to życie odebrać, nie dając im szansy to mnie aż krew zalewa!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Po wszystkich dzieciach widać olbrzymią wolę życia, a jako że są indywidualnymi jednostkami nikt nie ma prawa za nie decydować!

    OdpowiedzUsuń