Złośliwość natury
Jak to jest? Matka wczoraj bitą godzinę się wahała czy pozbierać porzeczki, czy nie. Cóż, dojrzałe do końca nie były, więc miały spokojnie na dzisiejsze popołudnie poczekać. Dojrzeć. W słońcu!
Od ponad godziny leje. Wieje. Masakruje. Psuje. Moje porzeczki. 15 wielkich krzaków, które były obsypane prawie dojrzałym owocem. Może Matka już zacząć głową o ścianę walić, czy sobie odpuścić?
A dziś Demolka ostatni słoik soku wyżarła... Czas przestawić się na samą wodę. Matce to przyjdzie trudniej niż dziecku.









U nas z wodą było ciężko na początku ale nie poddawałam się. Soki czasem ale bardzo rzadko, ulewa jej się sokami i czasem zwymiotuje nawet :(
OdpowiedzUsuńMłoda wodę wypije, ale ja bez soku nie ;) Nie lubię. Nie nauczonam. Nie chcę. A domowe soki uwielbiam i zła jestem, że w tym roku miec ich nie będę.
UsuńJa mam nadzieję, że nie zniszczyło doszczętnie plonów. Faktycznie tylko krzaczków to szkoda by było. A co do domowych soków to ja też uwielbiam i nie umiem wypić wody bez nich. Wolę sobie wtedy herbatę zrobić bo samej wody nie wypiję.
OdpowiedzUsuńKurde Wy to macie pecha... Współczuję :(
OdpowiedzUsuńUpppssss :(
OdpowiedzUsuń