Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma
Matka mieszka na wsi. Życie tu wrócić z miasta kazało. I psioczy na to nie raz Matka paskudnie. Bo to do sklepu daleko. Do lekarza wyprawa. Od znajomych odcięta. A wybrać się gdzieś, gdziekolwiek to planowania na dwa dni przed. Bo autobusu brak, bo trzeba kogoś o podwózkę prosić. Bo Demolka kontaktu z dziećmi nie ma, bo tu każde za własnym płotem schowane. Bo praca w polu to koszmar wg Matki. O zwierzętach gospodarskich Matka wspominać nie będzie. Bo żeby wodę ciepłą mieć, to trzeba nanieść do pieca, zapalić w nim i jeszcze dopilnować żeby się nie zagotowała. Bo każdy każdego zna i każdy o wszystkich wszystko wie.
Ale potem przychodzą takie dni, gdy ziemia pachnie deszczem i świeżością. Gdy można zerwać z krzaka świeże borówki, a sałata przyniesiona z ogródka ma na sobie krople rosy. Gdy Demolka zje świeżą truskawkę, bo w końcu, po codziennym sprawdzaniu okazała się dojrzała. Gdy na spacerze spotyka się wiewiórkę, sarnę i zająca. A dziecko może codziennie dotknąć kury, owcy, czy królika. Może ubrudzić się jak prosiak i Matka może mieć to w nosie. Bo u siebie na podwórku jest. Kiedy jest gdzie rozłożyć ten koc i gdzie pozbierać kwiatki na wianek. Gdy można od jednego sąsiada wziąć miód z pasieki, od drugiego jajka, od trzeciego mleko kozie dla Demolki. Wujek chleb upiecze, kolejny masło zrobi, a inny przyniesie Matce kurczaka do oskubania "bo Demolka rośnie, to jeść musi!".
Bo w złe dni można wyjść w pola i wykrzyczeć się z całych sił*. A powietrze jest inne.
I chociaż Matka zdaje sobie świetnie sprawę, że będzie narzekać to chciałaby swoje miejsce w tej wiosce znaleźć... Ale z własnymi czterema ścianami, bez przygniatającego poczucia, że się u rodziców, a nie u siebie siedzi.
*do tej pory żadne zwierzaki zażaleń nie składały









ja mieszkam na wsi i jest super! :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam ;)
http://islandofflove.blogspot.com/
Oj wiem Matko o czym mówisz... Mam dokładnie to samo. Mieszkając na wsi, potrafilam znalezc 10000000 powodow dlaczego nie warto mieszkac w miejscu gdzie psy tylkami szczekają :P teraz mieszkajac w miescie potrafie Ci znalezc tyle samo powodow dla ktorych mam chec wrocic na wies :/ Lalcia :)
OdpowiedzUsuńMam tak samo :)
OdpowiedzUsuń:) ja mieszkam w miescie ale poza tym, mam tak samo jak Ty - mieszkam z mezem i synkiem u rodzicow. I to okreslenie "przygniatające uczucie" idealnie oddaje to, co ja czuje w zwiazku z mieszkaniem u rodzicow. 5 lat mieszkalismy sami, bylo wspaniale.. potem akurat gdy nasz synek mial sie urodzic maz stracil prace, ja po urodzeniu dziecka nie mialam gdzie do pracy wracac i w ten sposob mi 30sto latce przyszlo mieszkac z rodzicami. Maz prace znalazl ale juz nie tak dobrze platna. ja szukam bezskutecznie..i dobija mnie wizja spedzenia tu niewiem ile jeszcze czasu. brakuje mi wlasnej kuchni, lazienki, mam dni ze czuje jakbym sie dusila, jakbym w jakims potrzasku byla a perspektyw zadnych :( bo o prace ciezko, tymbardziej ze z wyzszym wyksztalceniem to nawet na kase do sklepu nie chca, a poszlabym zeby tylko moc sie wyprowadzic.. rodzice nie sa zli, czasem jakies sprzeczki ale jak dobrzy by nie byli mieszkanie z rodzicami jest meczace :(
OdpowiedzUsuńzazdroszcze za to tych pol pachnacych deszczem, porannej kawy na tarasie/podworzu, swiezych, wlasnych owocow.. :)
Ty o mnie piszesz? Bo historia taka sama. 7 miesiąc ciąży - wypowiedzenie dla Męża. Ja do tej pory szukam. On szukał długo i wiele perypetii z tym było. Najgorszy właśnie ten brak wizji wyprowadzki, bo nie ma gdzie i za co...
UsuńNa serio skubiesz kurczaki? Jeśli tak to cię podziwiam, ja raz widziałam jak robiła to moja babcia i ten widok śnił mi się po nocach :P
OdpowiedzUsuńEeee... No tak. Potrafię też krowę wydoić. I kozę. Taka wiejska dziołcha ze mnie (jak nie ma innego wyjścia).
UsuńNienawidzę skubać drobiu. Zwłaszcza odkąd rodzice przez kilka lat mieli "genialny" pomysł hodowania kurczaków, czy indyków. Zawsze po akcji skubania (2 osoby, 15 sztuk dziennie) miałam ochotę zamieszkać pod prysznicem i przejść na wegetarianizm.
Eeee tam, chyba w mieście trudniej o znajomości niż na wsi.
OdpowiedzUsuńJa też mieszkam w malutkiej miejscowości i kocham to! A do dużego miasta mogę zawsze pojechać. Na chwilę.
Jestem zdania, że dla tych powodów, które sama wymieniłaś, WARTO!
Ja to może tak odbieram, bo w mieście mam znajomych dużo. I łatwiej mi się było z nimi spotykać. Tu utrzymuję kontakt tylko z rodziną...
UsuńBardzo obrazowy Twój dzisiejszy post..przez moment wyobrazilam sobie to miejsce, poczułam powietrze.. smak truskawek prosto z krzaczka:) Zatesknilam za moją małą mieścina...
OdpowiedzUsuńW tym momencie jestem w pełni zadowolona z mieszkania w mieście. Przy naszym stylu życia i pracy wieś by wiele utrudniła. Jak mi się zatęskni za rosą, to pakuję Majkę i jadę do Mamy ;)
OdpowiedzUsuńPodziwiam takie umiłowanie wsi z jej wadami i zaletami. Ja bym tak umiała przez kilka dni zaledwie, nie więcej...
OdpowiedzUsuńJa od dziecka na wsi. I chociaż wiele razy płaczę, że chcę stąd uciec z powrotem do krk, że mam dośc to jednak są dni kiedy uwielbiam swoją "wiochę".
UsuńA ja od urodzenia w mieście, a tak mi się wieś marzy...
OdpowiedzUsuńBo to tak jest ;) ten kto w miescie urodzony marzy o mieszkaniu na wsi. Tak tez bylo ze mna np. Ale jak juz rodzice postawili dom to po pewnym czasie zaczelam sie zastanawiac "co ja tutaj robie", bo wszedzie daleko, zadnych perspektyw, najblizszy sklep, lekarz, 30 km od domu... Ja jak dostalismy mieszkanie w Warszawie w koncu poczulam sie jak u siebie w domu mimo ze czasem teskni mi sie na wies ale nie wiem czy dlugo bym wytrzymala.. Lalcia
UsuńJedno i drugie ma swoje zalety. Lalcia, myślę, że duży wpływ ma tez to że dopiero teraz mieszkasz sama. Z mężem i dzieckiem.
UsuńJa się w mieście czułam świetnie. Na wsi zazwyczaj tez się odnajduję. Ale chcę byc u siebie, a nie u kogoś. Nieważne, czy w mieście, czy na wsi...
Oooo, jak ja Cię rozumiem... Ja też mieszkałam na wsi, w której jeździł jeden autobus dziennie i nie dało się nigdzie wydostać. Kilka domów na krzyż, ani znajomych, ani nic. I do harcerstwa nie można było należeć, bo dojeżdżać trzeba było i do całej reszty też. I człowiek cierpiał przez całe dzieciństwo, aż w końcu wystartował do dużego miasta i wreszcie ma to, za czym tęsknił. Ale tutaj ziemia tak nie pachnie. I sałaty z rosą nie ma. I truskawek dojrzewających z dnia na dzień. I tęskni człowiek za tą sielskością, za radością z prostych rzeczy i za tym, że nie ma jeszcze swojego miejsca na ziemi. Bo wszędzie jest chwilowo, tymczasowo. Bo chciałoby się być na swoim i czuć, że się jest u siebie. Nie w gościach, nie w wynajmowanym mieszkaniu, tylko w swoim. I umazać się błotem jak Twoja Demolka i czuć tę wolność:) Pozdrawiam gorąco!
OdpowiedzUsuńjust blogwalking.. nice post :D
OdpowiedzUsuń