A podobno 7 to szczęśliwe...
Matka miała wczoraj (siódmego!) dzień z horroru. A raczej cała rodzina miała... Pierwszy raz w życiu kładłam się z telefonem pod poduszką, by w razie "W" szybko po pogotowie, albo inne służby dzwonić. Fakt położenia się o 20 (bo strach dalej na nogach chodzić i niech ten dzień się już skończy) pominę...
Demolka wyrobiła tygodniową normę upadków i guzów w ciągu 4 godzin. Zdążyła i z krzesła zlecieć, i z kanapy. Za każdym razem wdzięcznie szorując twarzą o podłogę. Potknąć się i wlecieć prosto do fosy też Jej się udało. Na główkę. I paluchy drzwiami przytrzasnąć...
Matka zaś zdolnie (ba, wybitnie wręcz i zjawiskowo) złamała obcas w szpilkach. Ulubionych. 60 km od domu. Tak. Przed, a nie po zajęciach. Oczywiście karty, ani gotówki przy sobie nie miałam, by jakiekolwiek obuwie zastępcze nabyć.
Na autobus Matka nie zdążyła. Ostatni. Wszyscy kierowcy cudem wyparowali, na Ojca się Matka nie doczeka, a do dziecka dotrzeć trzeba było. I tak zaliczyła Matka spacer (10 km!) w ułamanych obcasach... W strugach ulewnego deszczu, przy świetle piorunów i w akompaniamencie grzmotów. 500 metrów od domu deszcz przestał padać... Grrr!
Artystycznie stłukłyśmy 3 kubki i 2 talerze... Z kompletu.
Jakiś buc pospolity porysował nam auto na parkingu (jeszcze nie spłacone).
Norma pecha na ten miesiąc mam nadzieję wyrobiona... Sesja się Matce kolejna zbliża.
A dziś mamy piękny, słoneczny dzień...
Demolka wyrobiła tygodniową normę upadków i guzów w ciągu 4 godzin. Zdążyła i z krzesła zlecieć, i z kanapy. Za każdym razem wdzięcznie szorując twarzą o podłogę. Potknąć się i wlecieć prosto do fosy też Jej się udało. Na główkę. I paluchy drzwiami przytrzasnąć...
Matka zaś zdolnie (ba, wybitnie wręcz i zjawiskowo) złamała obcas w szpilkach. Ulubionych. 60 km od domu. Tak. Przed, a nie po zajęciach. Oczywiście karty, ani gotówki przy sobie nie miałam, by jakiekolwiek obuwie zastępcze nabyć.
Na autobus Matka nie zdążyła. Ostatni. Wszyscy kierowcy cudem wyparowali, na Ojca się Matka nie doczeka, a do dziecka dotrzeć trzeba było. I tak zaliczyła Matka spacer (10 km!) w ułamanych obcasach... W strugach ulewnego deszczu, przy świetle piorunów i w akompaniamencie grzmotów. 500 metrów od domu deszcz przestał padać... Grrr!
Artystycznie stłukłyśmy 3 kubki i 2 talerze... Z kompletu.
Jakiś buc pospolity porysował nam auto na parkingu (jeszcze nie spłacone).
Norma pecha na ten miesiąc mam nadzieję wyrobiona... Sesja się Matce kolejna zbliża.
A dziś mamy piękny, słoneczny dzień...









Ojeju :/ co za pech! Dobrze, że dziś nowy dzień.
OdpowiedzUsuńP.S też kiedyś złamał mi się obcas...na szczęście miałam kasę przy sobie, ale mimo wszystko nie zapomnę tych spojrzeń dookoła (zanim dotarłam do sklepu)
Było łyknąć mentosa i ułamać drugi obcas (jak w reklamie) ;)))
OdpowiedzUsuń10km? jeżu ja bym padła!
Wiesz, że przeszło mi to przez myśl? Ale nadzieja na to, że Ojciec przyklei i naprawi buty wygrała :D I ha! Udało mu się! Dziś mi na półce rano stały jak nowe (nawet wyczyścił ;) )
UsuńA 10km? godzinka... Nie pierwszy raz taki spacer sobie fundłam. Ale zawsze mam nadzieję, że to ostatni!
E nie chciałaś robić dodatkowej roboty ;)
UsuńTo ukłony dla Niego w takim razie!
No tak ruch to zdrowie przecież, ale ciesz się, ze śnieg stopniał, wczoraj to mogłaś nawet zdjąć buty ;)))
Wooow to sie nazywa pechowy dzień!! i niezły czas na te 10km!!
OdpowiedzUsuńTo faktycznie mega pech :) a u nas była rocznica,wiec był cudny :)mam nadzieję,ze dziś już lepiej
OdpowiedzUsuńTE 10 kilosów to luz, ale reszta... Szpilki - podziwiam. I Demolka biedactwo... Najważniejsze, że całe i zdrowe jesteście!!
OdpowiedzUsuńUwierz... Aż się bałam co jeszcze może się stac.
UsuńJaki dzień, nie zazdroszczę, o nie nie nie. Ja kiedys miałam też niezła akcje, ale podjechałam autobusem, rozwalił mi sie japonek. Wiecie więc co sie dzieje, zostaje podeszwa. O mamo, to była akcja.
OdpowiedzUsuńfaktycznie, pech na miesiac conajmniej juz wykorzystany..
OdpowiedzUsuńAle pociesz się że pech wyrobił normę za najbliższe pół roku i powinien Ci teraz odpuścić ;)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję :) Bo cóż i sesja się zbliża i parę innych ważnych dla mnie wydarzeń... Szczęście się przyda :)
UsuńZapisz sobie tą datę w kalendarzu na przyszły rok i siedź na fotelu i nie rusz się póki się dzień nie skończy :)
OdpowiedzUsuńJak nie urok, to ...;) Biedulko Ty! To była norma pecha za całe życie! Już teraz będziesz miała same szczęśliwe dni. Nie ma innej opcji! :)
OdpowiedzUsuń