Mąż mi nie pomaga
Matka przy kompie, a Ojciec dziecię kąpie! A co? Pochwalę. Zajmuje się.
Że dziecko brudne z zabawy wraca? Że szampon przy kąpieli w oczach? Że nietypowe rozszerzanie diety? Że zużycie pieluch rośnie? Bo Ojciec oczywiście, albo nie słyszy, jak Demolka woła, albo przy zakładaniu urwie rzepy pieluchy - silny chłop jest. Się trudno mówi. Ale Ojciec chce (a ja nie przeszkadzam - gdzież bym śmiała!). W sumie, to nie jeden raz zęby zaciskałam jak głupoty robił. W łeb też miałam ochotę palnąć. Ale popularnego argumentu, "bo Ty to zrobisz/wiesz lepiej" użył tylko raz. Bo skoro ja lepiej, to widać częściej. A genów po tyle samo żeśmy dali. I wystarczy poćwiczyć i będzie jak trzeba. Że trochę wrzasku przy tym, to się trudno mówi (w umiarkowanych granicach oczywiście).
Demolka szczęśliwa, że wieczory ma z Ojcem i zła bardzo, gdy wyżej wymienionego nie ma. No i najważniejsze wg mnie: ma więź z nami obojgiem, ja nie mam żadnych obaw zostawiając dziecko z Ojcem i mam czas dla siebie!
Czas dla siebie to rzecz święta.
Dla siebie, czyli bez groźby "mama!!!".
Co rusz spotykam jednak Mamy marudzące, że "zazdroszczę, mój nie pomaga", "mój to tylko przed ekranem by siedział", "wszystko sama robię"... Żali i narzekań pełno, na pierwsze lepsze babskie forum wejść wystarczy. Ale wg mnie drugiej strony medalu nie widzą! Bo z tym chłopem to tylko krytyka "a zasuń go", "a popraw", "nie tak", "ja to inaczej robię" i wreszcie "daj mi! ja zrobię lepiej/szybciej!". I tak od pierwszych dni potomka wyręczają, poprawiają. To się chłopina jeden z drugim przyzwyczaja że przecież kobieta zrobi lepiej/szybciej/sprawniej.
Przyznam się do czegoś. Demolka to upartości sobie z księżyca nie wytrzasnęła. Matka uparta jak osioł. Bardzo, znaczy się. I zniosę krytykę raz, czasem dwa, sporadycznie (i w wyjątkowych sytuacjach) trzy... Ale potem mnie szlag trafi i oleję. Ja wiem, że słomiany zapał, że poddawanie się, że nie od razu Kraków zbudowano. Naprawdę wiem. Ale nie umiem.
Dlatego, całym sercem rozumiem tych chłopów! Co to najpierw krytykowani, poprawiani, odstraszani, a potem paluchem nie kiwną. Bo Matka by zrobiła tak samo!
Chłopa to sobie trzeba wychować Jak dziecko. Tylko mądrzej! Ha! Bo to trudny przypadek, gdzie już ktoś próby wychowania (z różnymi skutkami) podejmował ;-)
Co rusz spotykam jednak Mamy marudzące, że "zazdroszczę, mój nie pomaga", "mój to tylko przed ekranem by siedział", "wszystko sama robię"... Żali i narzekań pełno, na pierwsze lepsze babskie forum wejść wystarczy. Ale wg mnie drugiej strony medalu nie widzą! Bo z tym chłopem to tylko krytyka "a zasuń go", "a popraw", "nie tak", "ja to inaczej robię" i wreszcie "daj mi! ja zrobię lepiej/szybciej!". I tak od pierwszych dni potomka wyręczają, poprawiają. To się chłopina jeden z drugim przyzwyczaja że przecież kobieta zrobi lepiej/szybciej/sprawniej.
Przyznam się do czegoś. Demolka to upartości sobie z księżyca nie wytrzasnęła. Matka uparta jak osioł. Bardzo, znaczy się. I zniosę krytykę raz, czasem dwa, sporadycznie (i w wyjątkowych sytuacjach) trzy... Ale potem mnie szlag trafi i oleję. Ja wiem, że słomiany zapał, że poddawanie się, że nie od razu Kraków zbudowano. Naprawdę wiem. Ale nie umiem.
Dlatego, całym sercem rozumiem tych chłopów! Co to najpierw krytykowani, poprawiani, odstraszani, a potem paluchem nie kiwną. Bo Matka by zrobiła tak samo!
Chłopa to sobie trzeba wychować Jak dziecko. Tylko mądrzej! Ha! Bo to trudny przypadek, gdzie już ktoś próby wychowania (z różnymi skutkami) podejmował ;-)









Coś w tym jest bo większość facetów "pomaga" ale szkód przy tym więcej niż jakby to dziecko robiło. Niestety jak się raz za dobrze pokaże, że my lepiej umiemy to wtedy o nic się już nie doprosimy bo zawsze będzie, że my i tak to lepiej robimy. Tak więc niech szkodzą ale z mniejszym bądź większym pożytkiem dla nas :) a My delektujmy się "wolnym dniem"
OdpowiedzUsuńTo ja powiem coś pozytywnego. Tata Kubusia robił przy nim wszystko, no może za wyjątkiem zmieniania pieluch 2. Kąpał od pierwszego dnia, ubierał, przebierał, usypiał. I nigdy się nie skarżył. Wstawał w nocy bez marudzenia. Ja pierwszy raz wykąpałam i usypiałam Kubę dopiero po śmierci męża. Za to teraz sobie odbijam :), bo N. wiecznie w delegacji :)
OdpowiedzUsuń:) Bo większośc facetów chce się zajmowac swoimi dziecmi. Kwestia nie zniechęcic Ich, wspierac i dodawac odwagi :) Tato Kubusia musiał byc świetnym facetem :)
UsuńTiaaa, mój nie urwał rzep od pieluchy :P Ale ciągle słyszę, że czegoś nie zrobi bo nie umie lub ja robię lepiej... Ale się uczę od najlepszych i zamiast go wyręczać to instruuję ;) Nie miał kontaktu z małą bo się nią nie zajmował. Teraz lepiej, ale co z tego jak jedzie... Zresztą nadal jest "Mama" czasu dla siebie nie mam, nawet zapomniałam co to... Córcia tylko do mamy się tuli, jak zrobi "bam" to do mamy tylko leci...
OdpowiedzUsuńMoja tez bardziej za mną ;) Ale jak mnie nie ma na widoku, to Ojciec w 100% wystarcza jej ;)
UsuńJa słyszę tylko "ale ja nie wiem jak!", czyli w wolnym tłumaczeniu "nie chce mi się". Wystarczy że zagrożę brakiem obiadu / seksu i już umi :D
OdpowiedzUsuńObiadem cóż zdarzało się ;) Ale jakoś seks to nie jest element przetargowy wg mnie. Może dlatego, że po porodzie go prawie nie ma :(
UsuńMojego już w szpitali po porodzie położne chwaliły, ale teraz ta pomoc trochę przygasła. No ale nie powiem - poradzi sobie jakby co :) Dużo pracuje i chyba dlatego..
OdpowiedzUsuńJa tak męża wychowuję już prawie 3 lata i teściowa (jego mama)mówi, że zmienił się dzięki mnie na lepsze, opornie, ale zmienił trochę he he, bo tak w ogóle to straszny uparciuch :)
A mój od urodzenia kąpał małego:). Jednak przez długi czas to ja robiłam najwiecej przy dziecku, teraz powoli panowie zawiązują wspólny front.
OdpowiedzUsuńTeraz na szczęście się to zmienia. Coraz częściej Tatusiowie się zajmują. Ale dalej mnóstwo osób narzeka na brak pomocy ze strony partnera (często nie wnikając w przyczyny :P )
UsuńMój narzeczony nie potrafił się obchodzić z malutkim Hubertem. Przyznał się po kilku miesiącach, że przerażała go ta jego kruchość i malutkie kończyny :P Że patrzył na mnie i widział, że on tak nie umie, że dla mnie to takie naturalne, że na jednej ręce dziecko, a drugą mieszam zupę :P Ale starał się, prosił żebym mu pokazała jak ma zmieniać pieluchę, jak ubierać, jak trzymać. I pomagał jak widział, że wymiękam, brał go jak miał kolkę i nosił, jak nie chciał zasnąć wieczorem to go chustował i robił z nim kilometry po mieszkaniu ;D
OdpowiedzUsuńU nas to samo, matka przed kompem, ojciec kąpie!;))))) zero wstydu!:)
OdpowiedzUsuńNawet dziś jak bylismy u lekarza i ja siedziałam a on małą rozbierał i przebirał to sobie pomyslalam... "cholera, czy ja jestem jakaś wyrodna matka?" ;)
Usuńrozsądna :D
Usuńmój też mi dużo pomaga. od pierwszych dni go tego uczyłam i... no właśnie nie poprawiałam!! i nie mówiłam, że coś źle robi, bo i mnie by to z niechęciło jakby mi ciągle ktoś coś gadał i mnie poprawiał :)
OdpowiedzUsuń