Ekshibicjonizm internetowy

13:41 Elenka 6 Comments

Dostałam pytanie. "Czy mogę prosić link do Fanpage bloga na FB?"
Odpowiem też tu. Nie ma. Raczej nie będzie. Nie mówię nigdy, bo kobieta zmienną jest.

Przemyślenia się jednak pojawiły... 

I tak siedzę, myślę, kombinuję i jakie wnioski? 
Nie czuję potrzeby uzewnętrzniania się na portalach społecznościowych. Do FB mnie studia chcąc, nie chcąc, zmuszają. Drażnią mnie opisy typu "pierwszy ząbek!", "tęsknię", czy opowieści na jakich to imprezach się nie było. Przyznam, że niektóre sytuacje są ciekawe. Znajoma informująca, że ma "skurcze co 5 minut", czy inna pisząca, że "teściowie to zło konieczne". Ja rozumiem, że życie. Ja dużo rozumiem. Ale czy to wywlekanie siebie jest aż tak konieczne?  Zmienianie statusu (tak się to zwie?) co kilkanaście minut? Sama nie zawsze się z każdym zgadzam, ale bezpośrednio wytykać Go paluchami w internecie? Jak się Ci teściowie nieszczęśni poczują, gdy im ktoś "doniesie"? Zwyczajnie po ludzku mi ich szkoda - jacy by nie byli.

Przyznam, że czasem zastanawiam się co ludzie mają w głowach wrzucając, co niektóre zdjęcia. Setki zdjęć dziecka, całe galerie ślubnych to norma... Bywają zabawne zdjęcia. Z których potem dziecko się śmiało będzie. I nie będzie się wstydziło, że ktoś to foto widział. Ale na nocniku? Biegające z gołym tyłkiem? Naprawdę trzeba to światu pokazywać?
Zdjęcia ciążowe? Przyznaję, że te sesje artystyczne to całkiem ładne są i z przyjemnością oglądam. Ale chociaż kobieta, matka ze mnie to widząc na FB brzuch cały w rozstępach przewijam jak najszybciej. I podziwiam za odwagę. Ja bym nie mogła. Może niedostosowana jestem. Wolę zadzwonić i pogadać,  niż pisać post i czekać na bezmyślne, odruchowe "like". 
Na FB wyczytamy wszystko: co znajoma na obiad gotuje, o której wstało dziecko sąsiadki, że jeden kolega ma dość pracy, a inny siedzi na porodówce i czeka na syna. W końcu łatwiej kliknąć "like", czy wysłać wiadomość z zapytaniem "a czemu zdjęcia jakiegoś nie pokażesz?" niż się zwyczajnie, po ludzkiemu,  odezwać przechodząc obok płotu, czy wstąpić będąc 3km dalej...

EDIT:
Gdzieś wyczytałam, że ktoś fotorelację z porodu też wstawił. Chowam się z moją wyczytaną relacją słowną. Jak to podstawówka powtarza ostatnio: MA-SA-KRA!

EDIT 2:
A żeby uzewnętrznić swoją hipokryzję to napiszę Wam, że miło mi się patrzy jak rośnie liczba wyświetleń :P Dziękuję :)

6 komentarzy:

  1. Rośnie bo fajnie piszesz :) My się chyba zamykamy... Gra mi ostatnio na nerwach to co się dzieje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż poleciałam do Ciebie :(
      I dziękuję za pochwałę. Jakoś potrzebuję się wygadac - a tu nie mam z kim :(

      Usuń
    2. Mam już onet więc później do Ciebie skrobnę :) I zapraszam na kilka dni ;) Tak dla relaksu :D

      Usuń
  2. Wiesz może ludzie czasami za bardzo się zapędzają w tym co pokazują. Ja czasami jak piszę post to czekam z opublikowaniem do następnego dnia, żeby spojrzeć na niego wyspanymi oczami i ewentualne bzdety wykasować.
    Cały czas myślę też o tym, że czytać może mnie każdy więc hamuję się bardzo często, no ale wpadek nie uniknę, bo jednak zdarza się, że napiszę coś głupiego u siebie albo u kogoś w komentarzach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głupot się nie uniknie - to jasna sprawa. Ale czasem przerażona jestem ;) Taka pogoń za "like", za uzewnętrznianiem siebie.
      Sama po 500 razy czytam co napisałam, staram się przemyślec, nikogo nie skrzywdzic (siebie też :P ). Zwłaszcza na FB, gdzie każdy wie kto pisze.

      Usuń
  3. Ja tam na FB nic nie piszę poza takimi typowymi "świetna fotka" "To były czasy!" itp, itd. U siebie jeśli coś udostępniam, to jakieś demoty, kwejki które uważam że warto zobaczyć.
    Ale jak widzę zdjęcia z USG podpisane "to jest siusiak naszego synka!!!!!! :*:*:*:* <3<3<3" to też się zastanawiam co ci ludzie w głowach mają.
    Za to na blogu się wyżywam, ale poza K. i jeszcze jedną osobą nikt ze znajomych go raczej nie widział. Więc nawet jak bym sobie ponarzekała na teściową to raczej by to do niej nie dotarło :D

    OdpowiedzUsuń