Pierwsze Olinkowe pisanki
Pomimo aury zimowej Święta to Święta! W sobotę Oli z zapałem pomalowała pisanki... Ku mojemu zaskoczeniu obchodziła się z nimi... jak z jajkiem! A zapobiegliwie ugotowałam dwa jajca więcej. Cóż... Tatuś zjadł :D Po jajeczkach każdy kreślił. Baaa... Nawet Pani Babcia i Pan Dziadek bazgrali.
Uwielbiam to Wielkosobotnie pidżamowe posiedzenie przy stole kuchennym i malowanie wśród harmideru, przekomarzań i docinek.
Wymarsz do kościoła też był.... Chyba za rzadko ostatnio biorę Córkę do kościoła, bo grzecznością to Ona nie zachwyciła. Zaaferowany Olinek przepytała chyba z 10 osób...
-Ma jajo?
-Ma beee? (baranek)
-Ma lebek? (chlebek)
Cóż, Święta raz do roku, a to Jej pierwsze świadome. Zeszłe spędziłyśmy w szpitalu, więc musiała się wykazać teraz.
Ha! I konkurs stukania jajek też wygrała!
Ha! I konkurs stukania jajek też wygrała!









Piękne pisanki:)
OdpowiedzUsuńDla mnie najpiękniejsze... Nikt talentu nie ma, ale najważniejsze, że sami, że co roku, że razem :)
UsuńPiękne pisanki :))
OdpowiedzUsuń